W ubiegłą sobotę wybraliśmy się całą rodzinką na wycieczkę.
Korzystając ze wspaniałej pogody postanowiliśmy tym razem czas wolny spędzić na
łonie natury. Od wielu lat mamy swoje ulubione miejsce piknikowe, które zna
bardzo niewiele osób. Szanse zatem na to, że będziemy mieli towarzystwo są
naprawdę bardzo niewielkie. Od samego rana moja małżonka uwijała się w kuchni, by przygotować kosz
piknikowy, pełny smakowitości. Ja natomiast przygotowywałem swój zestaw
wędkarski no i oczywiście zapakowałem podróżnego grilla, którego nie mogło
przecież zabraknąć podczas tej wyprawy. Gdy wszystko było już dopięte na
ostatni guzik, pojechaliśmy po córkę , zięcia i wnuków. Jak przewidywałem musieliśmy na
nich czekać dobre pół godziny. W końcu wyruszyliśmy. Do celu naszej podroży mieliśmy niespełna
trzydzieści kilometrów. Gdy dotarliśmy na miejsce chłopcy radośnie wybiegli na
łąkę pograć w piłkę. Żona z córką rozłożyła koce piknikowe , a ja przygotowałem swój sprzęt wędkarski i
usadowiłem się wygodnie na brzegiem rzeki. Pogoda rzeczywiście była wspaniała,
nie za zimno nie za gorąco, w sam raz na odpoczynek na świeżym powietrzu. Po
godzinie uganiania się za piłką chłopcy postanowili troszkę odpocząć. Ułożyli
się wygodnie na kocach i wyciągnęli swoją ulubioną grę zręcznościową „Mistakos”.
Ja zająłem się rozpalaniem grilla, bo nadeszła pora obiadowa i każdemu zaczęło
burczeć w brzuchach. Z zadowoloną miną układałem na tackach kiełbaski,
kaszaneczki i swój ulubiony karczek. Teraz trzeba była troszkę cierpliwości,
żeby w końcu można było nasycić się pysznym jedzeniem. Usadowiłem się w
wygodnym krześle turystycznym i z zaciekawieniem obserwowałem jak maluchy
rozgrywają kolejną partyjkę gry zręcznościowej „Mistakos”, którą kupili kiedyś na szkolnej wycieczce. Odtąd nie
rozstawali się z nią podczas wszelkich podróży i wyjazdów. W końcu można było skosztować grillowanych pyszności.
Córka zrobiła moja ulubioną suróweczkę. Jedzenie na świeżym powietrzu smakuje o
niebo lepiej niż w czterech ścianach. Po
obiedzie nadszedł czas na błogie lenistwo. Udało mi złapać krótką drzemkę. W
końcu nadszedł czas powrotu. Z żalem pakowaliśmy opustoszałe kosze piknikowe do
samochodu, ale ta sobota upłynęła mi wyjątkowo przyjemnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz