Zawsze, gdy komuś
opowiadam swoją historię sprzed pięciu lat, sam nie mogę w nią uwierzyć, bo jak
tu wierzyć w coś co zanmy tylko z baśni albo wielkiego ekranu. Nie mniej jednak
kilka lat temu mieszkałem jeszcze w pobliżu szkoły podstawowej. Codziennie
rano, idąc w pośpiechu do pracy, mijałem radosne twarze pilnych uczniów.
Lubiłem dzieciaki, choć sam ich nie miałem. Dawno temu przeżyłem mały zawód
miłosny i po tym wydarzeniu jakoś tak lata mijały, a ja byłem zupełnie sam.
Raczej mi to nie przeszkadzało, bo zawsze lubiłem być panem własnego losu,
lubiłem ład i porządek i nie znosiłem , gdy ktoś mi go zakłócał. Zawsze
wszystko miałem z góry przemyślane i odpowiednio zorganizowane. Któregoś dnia
pędząc jak zwykle do pracy o mało nie potknąłem sie o leżący na chodniku worek
z butami. Już miałem zanieść go do woźnego szkoły, ale nie wiadomo dlaczego
zajrzałem do środka. Były tam oczywiście dziecięce buciiki-trampeczki w kolorze różowym i coś jeszcze. Usiadłem na
pobliskiej ławce i wysypałem zawartość worka. Opróczo buwia, znalazłem małe
opakowanie puzzli Galaktyczna przygoda
Barbie i legitymację szkolną . Widniała na niej roześmiana buzia dziewczynki o
kruczoczarnych włosach i oczach czarnych jak węgiel. Była wyjątkowo ładna.
Zamyśliłem się, a po chwili spojrzałem na zegarek. Była bardzo późna godzina i
nie miałem już czasu, żeby zgubę podrzucić do szkoły. Pomyślałem, że właściwie
mogę to zrobić następnego dnia i popędziełm co tchu do pracy. Po południu usiadłem jak zwykle w fotelu i
wyjąłem ponownie legitymację szkolną .Odwróciłem ją i okazało się, że
dziewczynka mieszka blok za mną . Zdziwiłem się, gdyż wydawało mi się, że nigdy
nie widziałem jej na osiedlu . Wieczorem postanowiłem odnieść zgubę jej
właścicielce. Zapukałem do drzwi. Otworzyła mi znajoma ze zdjęcia dziewczynka.
Tuż za nią pojawiła się jej mama. Była śliczna, aż dech zaparło mi w piersiach
. Z tego wszystkiego udało mi się wydukać, że znalazłem jakieś puzzle
Galaktyczna przygoda Barbie. Anna, tak miała na imię piękna nieznajoma
zaprosiła mnie na herbatę i placek ze śliwkami. Ot taki był początek naszej
znajomości, która z biegiem czasu przerodziła się w piękne uczucie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz