Kilka dni temu udaliśmy się w odwiedziny do naszych znajomych
Piotra i Moniki, z którymi przyjaźnimy się od kilku lat. Mamy dzieci w tym
samym wieku, więc na naszych wspólnych spotkaniach zyskują wszyscy. Poza tym
nasz Nikodem i ich dwoje urwisów Michaś i Marcysia świetnie się razem dogadują.
Piotr i Monika mieszkają zaledwie kilka domów dalej. Zazwyczaj tą porą roku
przesiadujemy w ogrodzie . Ten weekend nie należał jednak do pogodnych, więc
zmuszeni byliśmy spędzić ten wieczór w domu. Najbardziej niezadowolone z tego
powodu były dzieciaki, gdyż uwielbiają ganiać się pomiędzy tujami i urzędować w
domku na drzewie, który Piotr zbudował w zeszłym roku. Tym razem urwisy musiały
znaleźć sobie zajęcie w domu. Początkowo ganiały się po salonie, bawiły się w
chowanego, później jednak doszły do wniosku, że można by było w coś zagrać.
Marcysia przyniosła swoją nową grę Grzybobranie w Zielonym Gaju, którą dostała
niedawno na swoje urodziny. Wytłumaczyła
niesfornym chłopcom jej zasady i rozpoczęła się zawzięta rozgrywka.
Obserwowaliśmy grę z
kanapy. Była rzeczywiście ciekawa i kolorowa. W pewnym momencie jednak Marcysia
dała kuksańca Michałkowi za to , że oszukuje i zaczęła się przepychanka,
do której po chwili dołączył też nasz
Nikodem. Pomimo naszych ostrzeżeń dzieciaki nie przestawały się kłócić. Piotr
wstał, podszedł do maluchów i zaczął składać grę Grzybobranie w Zielonym Gaju.
Nastąpiła cisza, a po chwili płacz Marcysi. Poprosiliśmy dzieci do siebie i
zapowiedzieliśmy, że jeżeli raz jeszcze zaczną się kłócić, nasze wspólne spotkanie dobiegnie końca, a my
wrócimy do domu. Urwisy przemyślały swoje zachowanie i obiecały więcej się nie
sprzeczać. Marcysia poprosiła tatę o zwrot jej ulubionej gry, przyrzekając, że
będą się ładnie bawić. Nastąpił rozejm. Dzieci ponownie zasiadły do zabawy. Tym
razem jednak przez resztę wieczoru były wyjątkowo grzeczne. W drodze powrotnej
do domu Nikodem spytał czy też mógłby dostać Grzybobranie w Zielonym Gaju.
Uśmiechnąłem się
i powiedziałem, że jak będzie grzeczny, rozważę jego prośbę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz