Od dłuższego czasu moją wnuczkę nękały nawracające anginy. W
ubiegłym roku częstotliwość zachorowań była tak duża, że córka zaczęła rozważać
proponowany przez laryngologa zabieg usunięcia migdałków. Mieliśmy co do tego
duże obawy. Asia skończyła niedawno zaledwie siedem lat, a z tego co czytałem
zabieg ten nie należy do najprzyjemniejszych i wcale nie ma pewności, że z
chwilą usunięcia kłopotliwych migdałków znikną problemy zdrowotne wnuczki.
Najbardziej obawialiśmy się tego, że każde przeziębienie będzie kończyło się
zapaleniem dolnych dróg oddechowych. Niestety angina goniła anginę. Wymazy z
gardła i antybiogram na nic się zdawały, ponieważ katalog antybiotyków stosowanych
w anginie paciorkowcowej nie jest zbyt duży, a my przerobiliśmy już każdą jedną
możliwość. Organizm nie reagował na leczenie. Do tego Asia bardzo ciężko
przechodziła chorobę. Zawsze towarzyszyła jej bardzo wysoka temperatura, która
dodatkowo osłabiała organizm Asi. Po kolejnej konsultacji laryngologicznej
córka podjęła decyzję o zabiegu usunięcia migdałków. Na kilka dni przed
planowanym terminem operacji wnuczka zaczęła profilaktycznie przyjmować
antybiotyk. Na oddział została przyjęta z samego rana. Towarzyszyłem córce i wnuczce w szpitalu. Na sali leżały jeszcze
dwie dziewczynki w podobnym wieku, również oczekujące na zabieg usunięcia
migdałków. Asi pobrano krew do badań, a sama operacja miała odbyć się
następnego dnia. Dziewczynki szybko się zaprzyjaźniły, ale bardzo się im
nudziło. Tuż za rogiem szpitala widziałem sklep z zabawkami. Postanowiłem kupić
Asi coś co pomoże jej przetrwać te kilka następnych dni. Za namową sprzedawczyni
kupiłem grą 5 sekund junior i od razu
zaniosłem wnuczce. Była bardzo szczęśliwa, choć chyba troszkę zaczęła się
stresować przed operacją. Zabieg na całe szczęście miał zostać przeprowadzony w
ogólnej narkozie. Tego samego dnia pojechałem do domu, by zabrać Asi pyszny
obiadek, który przygotowała dla niej babcia. Szybciutko wróciłem do szpitala.
Asia z
koleżankami w najlepsze bawiła się w 5 sekund junior. Humory im dopisywały.
Wreszcie nadszedł sądny dzień. Na całe szczęście wnuczka pojechała na zabieg
jako pierwsza. Minęły ponad trzy godziny zanim przywieziono ją z powrotem na
salę. Była bardzo słabiutka i ciągle spała. W szpitalu spędziła pięć dni. Opuszczając
szpitalną salę postanowiła podarować otrzymaną ode mnie grę dziewczynce, którą
dopiero przyjęli na oddział. Był to wspaniały gest. Po przyjeździe do domu
wspólnie z małżonką opiekowaliśmy się Asią, ponieważ córka musiała wrócić do
pracy. Wnuczka szybko wracała do zdrowia, a po miesiącu mogła w końcu zacząć chodzić
do szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz