ygodnie temu wróciłem z pobytu w sanatorium. Był to mój
trzeci tego typu turnus rehabilitacyjny. Tym razem, ku mojej uciesze wysłano
mnie do malowniczej Wisły. Ośrodek, w którym spędziłem rewelacyjne trzy
tygodnie był wyjątkowo komfortowy. Grupa, do której dobiłem była mocno zróżnicowana
wiekowo, ale bardzo wesoła. Poza codziennymi zabiegami rehabilitacyjnymi i drobnymi wędrówkami po szlakach
górskich organizowaliśmy sobie wieczorki integracyjne. Któregoś dnia jeden z naszych pensjonariuszy
przyniósł grę towarzyską, żeby urozmaicić nasze spotkania. Była to gra o nazwie
„ 5 sekund ”. Okazała się wspaniałą rozrywką. Jak sama nazwa wskazuje była to
gra szybka i dynamiczna , przeznaczona zarówno dla
młodszych jak i starszych osób. Zasady były bardzo proste. Każdy gracz w swojej
kolejce musiał wymienić jakieś trzy rzeczy, zgodnie z treścią zadania na
wylosowanej karcie w ściśle określonym czasie 5 sekund. Tematyka zadań była
bardzo szeroka o różnym stopniu trudności. Ja na przykład w pierwszej kolejce
miałem zabójcze zadanie wymienić trzy nazwy londyńskiej stacji metra, ale w
kolejnej zadanie było banalne, bo musiałem podać trzy męskie imiona
rozpoczynające się na literę M. Kart z zadaniami było ponad siedemset, więc
szansa powtórzenie była wręcz niemożliwa. Gra „ 5 sekund” dostarczyła nam wiele
wyśmienitej zabawy. Najlepszy w grze był element zaskoczenia, gdyż gracz nigdy
do końca nie wiedział co go zaraz będzie czekać, no i oczywiście wyraz jego
twarzy, gdy trzeba było szybko zebrać myśli, żeby nie przekroczyć limitu czasu.
Do jego odmierzania służył przyrząd
działający na zasadzie klepsydry. Najlepszy w zdobywaniu punktów i
posiadający największą wszechstronną wiedzę był pan Jan z Wrocławia. Rzadko
zdarzało się, by nie potrafił udzielić odpowiedzi i pomimo swego sędziwego wieku był nad wyraz błyskotliwy.
Tylko pozazdrościć takiego tęgiego umysłu. Przez cały pobyt w sanatorium
próbowaliśmy z resztą naszej grupy dowiedzieć się, czym zawodowo zajmował się
nasz zwycięzca. Niestety do samego końca nie zdradził nam swojej tajemnicy. Z
sanatorium wróciłem wypoczęty, zapewne dzięki ćwiczeniom zarówno ciała jak i
umysłu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz