środa, 18 stycznia 2017

Z wizytą w Koloni


Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia zapowiadały się wyjątkowo. Zostaliśmy całą rodziną zaproszeni do spędzenia ich u naszego wujostwa w Niemczech , w Kolonii. Początkowo małżonka miała pewne opory przed wyjazdem z powodu długiej i męczącej drogi. Do przejechania mieliśmy ponad tysiąc kilometrów. Jednak wuj nalegał. Spakowaliśmy więc walizki, kupiliśmy drobne upominki i wyruszyliśmy w drogę. Wprawdzie podróż trwała kilkanaście godzin, jednak przejeżdżając przez duże miasta, od razu czuło się wyjątkową świąteczną atmosferę. W mniejszych miejscowościach zachwycały nas pięknie oświetlone domki. Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem. Po rozpakowaniu walizek zasiedliśmy do wspólnej kolacji. Najbardziej jednak zadowolone były dzieci. Pomimo bariery językowej świetnie się dogadywały, choć warto wspomnieć, że ciocia zawsze dbała o to, by jej dzieci choć trochę posługiwały się językiem polskim . Następnego dnia, gdy się już wyspaliśmy, udaliśmy się na Jarmark Świąteczny w Kolonii. To była wspaniała wycieczka. Radosna atmosfera udzieliła się wszystkim. W drodze powrotnej do domu wstąpiliśmy do marketu, by kupić ostatnie produkty potrzebne do przygotowania wigilijnej kolacji, która zbliżała się wielkimi krokami. Najbardziej niecierpliwe były oczywiście dzieciaki, oczekujące wizyty Świętego Mikołaja. Następnego dnia z pełną parą ruszyły przygotowania do  świąt. Z kuchni dolatywały wspaniałe aromaty. Ja z wujem pełniłem rolę testera przygotowanych potraw, co wcale mnie nie martwiło. Pod wieczór nasze małżonki zastawiły stół wigilijnymi potrawami. Zasiedliśmy do świętowania. Po pierwszym posiłku nadszedł czas na prezenty. Radości nie było końca. Najbardziej zadowolony był jednak nasz Dominik. Otrzymał od Świętego Mikołaja  grę planszową,  której trajkotał od niemalże miesiąca „ 5 sekund junior”. Po rozdaniu prezentów, dzieciaki pobiegły do dziecięcego pokoju, by móc się nacieszyć upominkami, a my mogliśmy w spokoju prowadzić rozmowy i delektować się wyjątkowymi potrawami wigilijnymi. Wujowi najbardziej smakowała kutia, która gości na moim stole świątecznym co roku, natomiast on jadł ją po raz pierwszy. Po zakończonej kolacji, zajrzeliśmy do dzieci i zastaliśmy tam niebywały widok . Na dużym łóżku spała cała czwórka, zaś Dominik w objęciach trzymał swoją nową grę „ 5 Sekund junior” . Kolejne dwa dni minęły na objadaniu się i leniuchowaniu . W końcu nadszedł czas na powrót do Polski. Było nam ciężko rozstać się z kochaną rodzinką, ale obiecaliśmy sobie zobaczyć się w przyszłym roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz