Tegoroczne
Święta Bożego Narodzenia zapowiadały się wyjątkowo. Zostaliśmy całą rodziną
zaproszeni do spędzenia ich u naszego wujostwa w Niemczech , w Kolonii.
Początkowo małżonka miała pewne opory przed wyjazdem z powodu długiej i
męczącej drogi. Do przejechania mieliśmy ponad tysiąc kilometrów. Jednak wuj
nalegał. Spakowaliśmy więc walizki, kupiliśmy drobne upominki i wyruszyliśmy w
drogę. Wprawdzie podróż trwała kilkanaście godzin, jednak przejeżdżając przez
duże miasta, od razu czuło się wyjątkową świąteczną atmosferę. W mniejszych
miejscowościach zachwycały nas pięknie oświetlone domki. Na miejsce dotarliśmy
późnym wieczorem. Po rozpakowaniu walizek zasiedliśmy do wspólnej kolacji. Najbardziej
jednak zadowolone były dzieci. Pomimo bariery językowej świetnie się
dogadywały, choć warto wspomnieć, że ciocia zawsze dbała o to, by jej dzieci
choć trochę posługiwały się językiem polskim . Następnego dnia, gdy się już
wyspaliśmy, udaliśmy się na Jarmark Świąteczny w Kolonii. To była wspaniała
wycieczka. Radosna atmosfera udzieliła się wszystkim. W drodze powrotnej do
domu wstąpiliśmy do marketu, by kupić ostatnie produkty potrzebne do
przygotowania wigilijnej kolacji, która zbliżała się wielkimi krokami.
Najbardziej niecierpliwe były oczywiście dzieciaki, oczekujące wizyty Świętego
Mikołaja. Następnego dnia z pełną parą ruszyły przygotowania do świąt. Z kuchni dolatywały wspaniałe aromaty.
Ja z wujem pełniłem rolę testera przygotowanych potraw, co wcale mnie nie
martwiło. Pod wieczór nasze małżonki zastawiły stół wigilijnymi potrawami.
Zasiedliśmy do świętowania. Po pierwszym posiłku nadszedł czas na prezenty.
Radości nie było końca. Najbardziej zadowolony był jednak nasz Dominik.
Otrzymał od Świętego Mikołaja grę
planszową, której trajkotał od niemalże
miesiąca „ 5 sekund junior”. Po rozdaniu prezentów, dzieciaki pobiegły do
dziecięcego pokoju, by móc się nacieszyć upominkami, a my mogliśmy w spokoju
prowadzić rozmowy i delektować się wyjątkowymi potrawami wigilijnymi. Wujowi
najbardziej smakowała kutia, która gości na moim stole świątecznym co roku,
natomiast on jadł ją po raz pierwszy. Po zakończonej kolacji, zajrzeliśmy do
dzieci i zastaliśmy tam niebywały widok . Na dużym łóżku spała cała czwórka,
zaś Dominik w objęciach trzymał swoją nową grę „ 5 Sekund junior” . Kolejne dwa
dni minęły na objadaniu się i leniuchowaniu . W końcu nadszedł czas na powrót
do Polski. Było nam ciężko rozstać się z kochaną rodzinką, ale obiecaliśmy
sobie zobaczyć się w przyszłym roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz