środa, 8 marca 2017

Niedzielne spotkania


Kilka miesięcy temu zaproponowałem swojemu staremu przyjacielowi, by zamiast niedzielnej partii szachów, zagrać w grę towarzyską, którą dostałem w prezencie urodzinowym  od swojej starszej córki. To był strzał w dziesiątkę . Gra była niesamowita, jednocześnie zabawna i trzymająca w napięciu. Postanowiliśmy powtórzyć rozgrywkę przy kolejnym niedzielnym spotkaniu. Tym razem jednak do gry włączyliśmy jeszcze jednego znajomego. Powolutku grono naszych niedzielnych graczy zaczęło się powiększać. Postanowiliśmy założyć  własny podwórkowy klub miłośników gier planszowych. Przeprowadziliśmy małą zbiórkę pieniędzy i z uzbieraną kwotą udaliśmy się do sklepu, by zakupić nową grę. Wybór nie był łatwy. Z pomocą przyszedł nam wówczas przemiły sprzedawca, który polecał grę towarzyską Kolejka firmy Trefl. Właściwie i tak nie bardzo wiedzieliśmy, czego tak naprawdę szukamy, więc postanowiliśmy zaufać specjaliście. Gra osadzona została w realiach codziennego życia schyłkowego PRL-u. Zadanie graczy z pozoru nie było wcale trudne. Każdy                z nas dostawał listę zakupów i należało kupić wszystkie produkty z owej listy. Jak się jednak zaraz okazało zadanie to było             o wiele bardziej problematyczne niż się początkowo wydawało. Gra nas po prostu pochłonęła. Trzy niedziele z rzędu przesiedzieliśmy nad planszą gry Kolejka. Zabawa była tak wyśmienita, że stwierdziliśmy, że co miesiąc będziemy kupować ze wspólnych środków kolejną grę. W naszym podwórkowym klubie miłośników gier planszowych było nas pięciu stałych graczy. Co tydzień spotykaliśmy się  w osiedlowym klubie , gdzie przy dobrej muzyce i filiżance kawy, mogliśmy z pasją oddawać się swojemu nowemu hobby. Po kilku miesiącach naszych spotkań, mieliśmy już w swojej kolekcji kilka naprawdę ciekawych pozycji. Jednak największe emocje zawsze budziła  gra Kolejka, którą jako pierwszą zakupiliśmy z zebranych pieniążków i od której tak naprawdę zaczęła się nasza przygoda z grami planszowymi. Nawet nasze małżonki nie protestowały, gdy na całą niedzielę znikaliśmy, by się oddać naszej nowej pasji. Zdarzało się nawet, że czasem któraś                        z naszych połówek dołączała do gry.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz