Kilka miesięcy temu zaproponowałem swojemu staremu
przyjacielowi, by zamiast niedzielnej partii szachów, zagrać w grę towarzyską,
którą dostałem w prezencie urodzinowym od swojej starszej córki. To był strzał w
dziesiątkę . Gra była niesamowita, jednocześnie zabawna i trzymająca w
napięciu. Postanowiliśmy powtórzyć rozgrywkę przy kolejnym niedzielnym
spotkaniu. Tym razem jednak do gry włączyliśmy jeszcze jednego znajomego.
Powolutku grono naszych niedzielnych graczy zaczęło się powiększać.
Postanowiliśmy założyć własny podwórkowy
klub miłośników gier planszowych. Przeprowadziliśmy małą zbiórkę pieniędzy i z
uzbieraną kwotą udaliśmy się do sklepu, by zakupić nową grę. Wybór nie był
łatwy. Z pomocą przyszedł nam wówczas przemiły sprzedawca, który polecał grę
towarzyską Kolejka firmy Trefl. Właściwie i tak nie bardzo wiedzieliśmy, czego
tak naprawdę szukamy, więc postanowiliśmy zaufać specjaliście. Gra osadzona
została w realiach codziennego życia schyłkowego PRL-u. Zadanie graczy z pozoru
nie było wcale trudne. Każdy z nas dostawał listę zakupów i
należało kupić wszystkie produkty z owej listy. Jak się jednak zaraz okazało
zadanie to było o wiele bardziej
problematyczne niż się początkowo wydawało. Gra nas po prostu pochłonęła. Trzy
niedziele z rzędu przesiedzieliśmy nad planszą gry Kolejka. Zabawa była tak
wyśmienita, że stwierdziliśmy, że co miesiąc będziemy kupować ze wspólnych
środków kolejną grę. W naszym podwórkowym klubie miłośników gier planszowych
było nas pięciu stałych graczy. Co tydzień spotykaliśmy się w osiedlowym klubie , gdzie przy dobrej
muzyce i filiżance kawy, mogliśmy z pasją oddawać się swojemu nowemu hobby. Po
kilku miesiącach naszych spotkań, mieliśmy już w swojej kolekcji kilka naprawdę
ciekawych pozycji. Jednak największe emocje zawsze budziła gra Kolejka, którą jako pierwszą zakupiliśmy
z zebranych pieniążków i od której tak naprawdę zaczęła się nasza przygoda z
grami planszowymi. Nawet nasze małżonki nie protestowały, gdy na całą niedzielę
znikaliśmy, by się oddać naszej nowej pasji. Zdarzało się nawet, że czasem
któraś z naszych
połówek dołączała do gry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz