piątek, 31 marca 2017

Nadzwyczajne spotkanie


W połowie lutego, gdy tylko rozpoczęły się ferie zimowe, wybraliśmy się ze znajomymi w nasze ukochane góry. Aura w tym roku nam dopisywała i można było oddać się szaleństwom na stoku. Po całym dniu jazdy na nartach wieczorami chodziliśmy do pobliskiej gospody, gdzie przy dźwiękach góralskiej kapeli mogliśmy odetchnąć i się zrelaksować. Któregoś wieczoru, stolik obok zajęło małżeństwo z kilkuletnim synem. Chłopiec na oko miał może dziewięć, może dziesięć lat. Mężczyzna wydawał mi się dziwnie znajomy. Nie dawało mi to spokoju. Postanowiłem zamienić z nim kilka słów. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy tylko się przywitałem uśmiechnął się szeroko i pozdrowił mnie wypowiadając moje imię. Widząc jednak moje zdumienie, ciągnął rozmowę dalej i okazało się, że w naszej młodości, mieszkaliśmy w tym samym akademiku, w sąsiadujących pokojach. Zbyszek, bo tak miał na imię, zmienił się nie do poznania. Pamiętałem go jako szczuplutkiego młodzieniaszka z długimi do ramion włosami. W tej chwili przybrał kilka kilogramów, obciął włosy i zapuścił brodę. Zaprosiliśmy ich do naszego stolika. W trakcie rozmowy okazało się, że Zbyszek mieszka w  ty samym mieście co ja. Zaskoczenie moje sięgnęło zenitu. Wymieniliśmy się telefonami . Kilka dni po powrocie do domu zadzwonił Zbyszek i z ogromną serdecznością zaprosił mnie   z małżonką na kolację. Zanim jednak ich odwiedziliśmy, postanowiłem kupić jakiś drobny upominek jego synkowi. Pani  w sklepie z zabawkami przekonała mnie do gry 5 sekund Junior. Byłem zmuszony zaufać sprzedawczyni, ponieważ moja osiemnastoletnia córka dawno już wyrosła z zabawek i zupełnie nie miałem pojęcia czym mogę zainteresować dziewięcioletniego Dawida. Małżonka upiekła ciasto, po drodze kupiliśmy dobre winko i pojechaliśmy   w odwiedziny. Zbyszek mieszkał na drugim końcu miasta, więc przedostanie się do niego przez wszystkie korki, zajęło nam niemal godzinę. W końcu byliśmy na miejscu. Drzwi otworzył Dawidek. Wręczyłem mu ślicznie zapakowaną grę 5 sekund Junior                  i przywitałem się ze Zbyszkiem. Ku naszemu zadowoleniu nasze małżonki chyba się polubiły, a nam wieczór upłynął na wspomnieniach naszych akademickich imprez i wyskoków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz