W połowie lutego, gdy tylko rozpoczęły się ferie zimowe,
wybraliśmy się ze znajomymi w nasze ukochane góry. Aura w tym roku nam
dopisywała i można było oddać się szaleństwom na stoku. Po całym dniu jazdy na
nartach wieczorami chodziliśmy do pobliskiej gospody, gdzie przy dźwiękach
góralskiej kapeli mogliśmy odetchnąć i się zrelaksować. Któregoś wieczoru, stolik
obok zajęło małżeństwo z kilkuletnim synem. Chłopiec na oko miał może dziewięć,
może dziesięć lat. Mężczyzna wydawał mi się dziwnie znajomy. Nie dawało mi to
spokoju. Postanowiłem zamienić z nim kilka słów. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy
tylko się przywitałem uśmiechnął się szeroko i pozdrowił mnie wypowiadając moje
imię. Widząc jednak moje zdumienie, ciągnął rozmowę dalej i okazało się, że w
naszej młodości, mieszkaliśmy w tym samym akademiku, w sąsiadujących pokojach.
Zbyszek, bo tak miał na imię, zmienił się nie do poznania. Pamiętałem go jako
szczuplutkiego młodzieniaszka z długimi do ramion włosami. W tej chwili
przybrał kilka kilogramów, obciął włosy i zapuścił brodę. Zaprosiliśmy ich do
naszego stolika. W trakcie rozmowy okazało się, że Zbyszek mieszka w ty samym mieście co ja. Zaskoczenie moje
sięgnęło zenitu. Wymieniliśmy się telefonami . Kilka dni po powrocie do domu zadzwonił
Zbyszek i z ogromną serdecznością zaprosił mnie z małżonką na kolację. Zanim jednak ich
odwiedziliśmy, postanowiłem kupić jakiś drobny upominek jego synkowi. Pani w sklepie z zabawkami przekonała mnie do gry 5
sekund Junior. Byłem zmuszony zaufać sprzedawczyni, ponieważ moja
osiemnastoletnia córka dawno już wyrosła z zabawek i zupełnie nie miałem
pojęcia czym mogę zainteresować dziewięcioletniego Dawida. Małżonka upiekła
ciasto, po drodze kupiliśmy dobre winko i pojechaliśmy w odwiedziny. Zbyszek mieszkał na drugim
końcu miasta, więc przedostanie się do niego przez wszystkie korki, zajęło nam
niemal godzinę. W końcu byliśmy na miejscu. Drzwi otworzył Dawidek. Wręczyłem
mu ślicznie zapakowaną grę 5 sekund Junior i przywitałem się ze
Zbyszkiem. Ku naszemu zadowoleniu nasze małżonki chyba się polubiły, a nam
wieczór upłynął na wspomnieniach naszych akademickich imprez i wyskoków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz