wtorek, 14 marca 2017

Zabawa


Ostatnia sobota tegorocznego karnawału zapewne na długo pozostanie w mojej pamięci. Mój serdeczny przyjaciel od niemal dwóch tygodni  namawiał mnie na wspólną imprezę, a ja jakoś wcale nie miałem na nią ochoty. Odczuwałem ostatnio ciągłe zmęczenie, więc imprezowanie było ostatnią rzeczą, jaką miałbym zrobić. Józek jednak nie odpuszczał                     i codziennie do mnie dzwonił, przekonując mnie o wyższości swoich racji. Okazało się nawet, że zebrał całkiem sporo chętnych. W końcu uległem. Wiedziałem, że Józek tak łatwo nie odpuści . Ostatnią sobotę karnawału mieliśmy zatem spędzić w naszym ulubionym klubie. Na kilka dni przed spotkaniem przypadkiem dowiedziałem się, że jeden z naszych znajomych Irek będzie tego dnia obchodził swoje imieniny. Zadzwoniłem do Józka i powiedziałem mu o nowince. Postanowiliśmy zrobić zrzutkę wśród reszty i kupić mu jakiś upominek. Uzbierało się sporo gotówki. Wybraliśmy się więc wspólnie z Józkiem do naszego centrum handlowego. Irkowi kupiliśmy dobrą whisky w orginalnej butelce w kształcie gitary. Byliśmy pewni, że mu się spodoba, bo w młodości był basistą w jakimś podwórkowym zespole rockowym. Zostało jeszcze parę groszy, więc pomyślałem o jakieś ciekawej grze towarzyskiej. Wybór padł na grę towarzyską Ego.  Byliśmy zadowoleni z zakupów. W końcu nadeszła ostatnia sobota karnawału.  W klubie było tłoczno i wesoło. Usiedliśmy do naszego stolika i czekaliśmy na przybycie reszty imprezowiczów. Po kilku chwilach byliśmy w pełnym składzie . Józek                w imieniu wszystkich złożył solenizantowi  życzenia i wręczył upominek. Irek był zaskoczony. Bardzo spodobał mu się prezent, nawet gra towarzyska Ego. Postawił wszystkim pierwszą kolejkę i powolutku impreza nabierała tempa. Było wesoło. Część imprezowiczów miała na sobie wymyślne stroje, jak na karnawał przystawało. Około północy właściciel klubu poprosił wszystkich zebranych o uwagę i ogłosił konkurs w piciu piwa na czas , zwycięzca konkurencji miał otrzymać wartościową nagrodę . Zebrało się sporo chętnych, a wśród nich oczywiście Józek. Dopingowaliśmy go mocno i choć nie udało mu się zdobyć pierwszego miejsca to i tak było warto, bo wszystkie piwka, które udało mu się wypić zapewniał organizator. Śmiechu było co niemiara, a zabawa trwała niemal do samego rana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz