wtorek, 18 lipca 2017

Zguba


W ubiegłą sobotę opiekowałem się moim ośmioletnim wnukiem Dawidem. Córka przywiozła go z samego rana i miała odebrać dopiero późnym wieczorem. Pomyślałem, że warto by było spędzić ten czas na świeżym powietrzu. Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień. Po dłuższym namyśle zaproponowałem wycieczkę nad wodę. Niedaleko mojej miejscowości znajduje się ogromny zbiornik wodny. Są tam piaszczyste plaże, małe knajpki z jedzeniem, lodziarnie i kawiarenki. Dawidkowi spodobał się ten pomysł. Gdy dotarliśmy na miejsce, kupiliśmy sobie lody i poszliśmy na spacer. Na delikatnej tafli wody, powolutku dryfowały łódki. Kilkanaście metrów dalej znajdowała się wypożyczalnia rowerków wodnych. Postanowiłem zrobić maluchowi niespodziankę i już po chwili odbijaliśmy od brzegu. Dawid był przeszczęśliwy. Mnie również bardzo podobała się nasza wyprawa. Pogoda była idealna. Słoneczko mocno przygrzewało i wiał delikatny wietrzyk. Niestety czas szybko płynął i nadszedł czas powrotu. Gdy dobiliśmy do brzegu, zauważyłem pod siedzeniem niewielki plecaczek. Otworzyłem go i zajrzałem do środka. Z jego zawartości wnioskowałem, że należał z pewnością do jakiegoś malucha. Był tam mały samochodzik, buteleczka z piciem i Auto Safari. Zrobiło mi się przykro, bo z pewnością jakieś dziecko przeżywało swoją stratę . Raz jeszcze dokładnie obejrzałem plecak . Pod kieszonką znalazłem metkę, na której widniał napis : Kamilek i  numer telefonu. Bez wahania wybrałem numer. Nie odpowiadał. Pomyślałem ,że będę co kilka minut próbował się dodzwonić, a w międzyczasie udaliśmy się z Dawidkiem na pyszną pizzę. W pewnym momencie rozległ się dźwięk mojego telefonu. Na jego ekranie pojawił się numer z plecaczka. Odebrałem i przedstawiłem się .Po drugiej stronie słuchawki rozbrzmiewał głos kobiecy. Szybciutko wyjaśniłem rozmówczyni całą sytuację. Była zaskoczona, ale i szczęśliwa. Plecaczek należał do synka Kamilka, który po powrocie do domu zauważył jego brak. Najbardziej jednak przeżywał utratę swojego ulubionego Auta Safari. Umówiłem się z mamą malucha przy wypożyczalni rowerków. Po dwudziestu minutach zjawiła się w wyznaczonym miejscu ze swoim synkiem, który w podziękowaniach wręczył mi dużą czekoladę. Byłem zadowolony, że mogłem uszczęśliwić  malucha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz