wtorek, 4 lipca 2017

Kapryśna pogoda


Kilka dni temu pod koniec tygodnia moja małżonka całkiem niespodziewanie oznajmiła , że chciałaby zrobić nam niespodziankę i wyciągnęła z torebki potwierdzenie rezerwacji dwudniowego pobytu w Zakopanem. Było  to tak zaskakujące, że oniemiałem. Przez chwilę nie mogłem wydusić z siebie słowa w przeciwieństwie do naszego synka, który biegał, skakał i piszczał z radości. W pierwszej sekundzie nasunęła mi się myśl , skąd ona wzięła na to pieniądze. Moja mina była widocznie tak dziwaczna, że na jej widok oboje z synem wybuchnęli śmiechem. W końcu małżonka wytłumaczyła , że w zeszłym tygodniu otrzymała nagrodę za zaangażowanie w przygotowaniu nowego projektu, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Właściwie uznałem , że to bardzo ładnie z jej strony, że otrzymane pieniążki przeznaczyła na wypoczynek całej naszej rodzinki. Rozpoczęły się błyskawiczne przygotowania do wyjazdu. Następnego dnia byliśmy w drodze do Zakopanego. Najbardziej zadowolony z wyjazdu był nasz Wiktorek. Cały dzień poprzedzający nasz wyjazd pakował i rozpakowywał swój plecaczek. Nie mógł biedny się zdecydować, którą zabawkę ze sobą zabrać . W końcu stanęło na Auto Safari .Za oknami naszego auta powoli zaczął zmieniać się krajobraz. Widoki były przepiękne. Gdy dotarliśmy na miejsce, była prawie godzina  dziesiąta. Niestety zakwaterować się mogliśmy dopiero od godziny dwunastej. Postanowiliśmy zatem wykorzystać te dwie godzinki i ruszyliśmy na Krupówki. Pogoda sprzyjała spacerom. Uliczny artysta zachęcał do sportretowania turystów. Wiktorek oczywiście nie mógł przepuścić takiej okazji. Miał przy tym wiele frajdy . Portret był rewelacyjny. Zapłaciliśmy rysownikowi i postanowiliśmy wrócić do pensjonatu, żeby się zakwaterować . Dochodziła godzina dwunasta. Pokoik był przestronny i przytulny. W  pewnym momencie niebo przesłoniły ciężkie chmury i zaczął padać deszcz. Byliśmy niepocieszeni. Zostaliśmy uziemieni. Powoli zaczęła dopadać nas nuda. Najbardziej marudny był Wiktorek. Przypomniało mi się ,że synek zabrał ze sobą swoje ulubione Auto Safari. To był dobry patent, by przetrwać ulewę. Na całe szczęście nie trwała ona długo i do końca naszego pobytu kapryśna pogoda nie spłatała nam już żadnego psikusa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz