Kilka dni temu pod koniec tygodnia moja małżonka całkiem
niespodziewanie oznajmiła , że chciałaby zrobić nam niespodziankę i wyciągnęła
z torebki potwierdzenie rezerwacji dwudniowego pobytu w Zakopanem. Było to tak zaskakujące, że oniemiałem. Przez
chwilę nie mogłem wydusić z siebie słowa w przeciwieństwie do naszego synka,
który biegał, skakał i piszczał z radości. W pierwszej sekundzie nasunęła mi
się myśl , skąd ona wzięła na to pieniądze. Moja mina była widocznie tak
dziwaczna, że na jej widok oboje z synem wybuchnęli śmiechem. W końcu małżonka
wytłumaczyła , że w zeszłym tygodniu otrzymała nagrodę za zaangażowanie w
przygotowaniu nowego projektu, który okazał się strzałem w dziesiątkę.
Właściwie uznałem , że to bardzo ładnie z jej strony, że otrzymane pieniążki
przeznaczyła na wypoczynek całej naszej rodzinki. Rozpoczęły się błyskawiczne
przygotowania do wyjazdu. Następnego dnia byliśmy w drodze do Zakopanego.
Najbardziej zadowolony z wyjazdu był nasz Wiktorek. Cały dzień poprzedzający
nasz wyjazd pakował i rozpakowywał swój plecaczek. Nie mógł biedny się zdecydować,
którą zabawkę ze sobą zabrać . W końcu stanęło na Auto Safari .Za oknami naszego
auta powoli zaczął zmieniać się krajobraz. Widoki były przepiękne. Gdy
dotarliśmy na miejsce, była prawie godzina
dziesiąta. Niestety zakwaterować się mogliśmy dopiero od godziny
dwunastej. Postanowiliśmy zatem wykorzystać te dwie godzinki i ruszyliśmy na
Krupówki. Pogoda sprzyjała spacerom. Uliczny artysta zachęcał do sportretowania
turystów. Wiktorek oczywiście nie mógł przepuścić takiej okazji. Miał przy tym
wiele frajdy . Portret był rewelacyjny. Zapłaciliśmy rysownikowi i
postanowiliśmy wrócić do pensjonatu, żeby się zakwaterować . Dochodziła godzina
dwunasta. Pokoik był przestronny i przytulny. W
pewnym momencie niebo przesłoniły ciężkie chmury i zaczął padać deszcz.
Byliśmy niepocieszeni. Zostaliśmy uziemieni. Powoli zaczęła dopadać nas nuda.
Najbardziej marudny był Wiktorek. Przypomniało mi się ,że synek zabrał ze sobą
swoje ulubione Auto Safari. To był dobry patent, by przetrwać ulewę. Na całe
szczęście nie trwała ona długo i do końca naszego pobytu kapryśna pogoda nie
spłatała nam już żadnego psikusa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz