Kilka dni temu wybraliśmy się całą rodzinką na większe zakupy
do ogromnego centrum handlowego. W planach mieliśmy odświeżenie swojej
garderoby. Wszyscy liczyli na jakieś
wyjątkowe okazje. Niestety , tak, jak przypuszczałem, najmłodszy uczestnik
wyprawy Maciuś, był wielce niezadowolony z tego pomysłu. Nie znosił robienia
zakupów, zwłaszcza, w sklepach odzieżowych. Zanim wyjechaliśmy musiałem go jakoś przekupić i obiecałem mu zakup nowej
gry. Wiedziałem, że jest to jedyna metoda, dzięki której da się namówić na
wielogodzinne zwiedzanie centrum handlowego. Zapakowaliśmy się do samochodu i
ruszyliśmy w drogę . Mieszkamy w niewielkiej miejscowości i do obranego punktu mieliśmy do pokonania niemal
sto kilometrów. Na miejsce dotarliśmy przed południem. Nie obyło się oczywiście
bez wizyty w McDonaldzie. Gdy Maciek Nasycił już swój głód udaliśmy się na
łowy. Sklepy przyciągały wielkimi napisami „okazje i obniżki”. Podzieliliśmy
się na dwie grupy, by wzajemnie się nie blokować. Małżonka z córką oblegały
sklepy z odzieżą damską, a ja z Maciusiem podążyliśmy w zupełnie przeciwnym
kierunku. To czego najpilniej potrzebowałem udało mi się kupić w atrakcyjnych
cenach w zaledwie godzinkę. Dziewczynom musieliśmy dać dużo więcej czasu.
Wjechaliśmy z Maciusiem na kolejno piętro. Uwagę jego od razu przykuł wielki
plakat obwieszczający o likwidacji sklepu z zabawkami. Nie było wyjścia. W końcu
zakup zabawki był jedną z obietnic jaką przed wyjazdem dałem synowi. Przekroczyliśmy
próg sklepu. Maciek podekscytowany nie mógł zdecydować się jaką grę wybrać.
Ceny rzeczywiście były wyjątkowo okazyjne. W końcu wybór padł na Puzzle Dwie
Strony Mocy. Zadowolony z nowego nabytku, chciał jak najszybciej wrócić do
domu, by móc pobawić się grą. Na to jednak musiał jednak jeszcze poczekać.
Zadzwoniłem do małżonki, by spytać, jak idzie im robienie zakupów. Poprosiła o dodatkową godzinkę
czasu. Westchnąłem ciężko i spojrzałem na Maćka. Nie był zadowolony. Zabrałem
go do lodziarni . Tam przy stoliku oglądaliśmy nowe Puzzle Dwie Strony Mocy, czekając
aż podadzą nam pucharki lodów. Na całe szczęście zanim wyszliśmy z lodziarni
zadzwoniła moja małżonka i oznajmiła, że zakończyła swoje łowy. Można było
wracać do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz