poniedziałek, 11 września 2017

Półkolonie


Tegoroczny urlop zaplanowaliśmy z małżonką na przełomie lipca i sierpnia. Mieliśmy w planach tygodniowy odpoczynek na urokliwych cypryjskich plażach. Nie mogliśmy się doczekać wylotu. Zresztą nie tylko my, bo i nasz dziesięcioletni syn o niczym innym nie mówił. Zanim jednak doszedł on do skutku, postanowiliśmy zapisać Kamila na półkolonie. Oboje z  małżonką pracowaliśmy, a na pomoc instytucji babci nie mogliśmy liczyć. Szkoda nam było małego, bo musiałby siedzieć sam w domu. Początkowo nie chciał słyszeć o żadnych półkoloniach. Troszkę to nas zmartwiło. Okazało się jednak, że nasi znajomi posyłają dziecko na półkolonię pod hasłem Robotyka z Minecraftem. Postanowiłem sprawdzić ofertę organizatora. Wprawdzie nie należała ona do najtańszych, ale program był rzeczywiście wyjątkowo atrakcyjny. Zanim jednak przedstawiłem propozycję Kamilkowi, zabrałem go do swojego znajomego, by dzieciaki mogły się lepiej poznać. Przypadli sobie do gustu. Kacper był w wieku Kamila. Wtedy dopiero zaproponowałem synowi udział w takich półkoloniach. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy tylko usłyszał, że będą tam razem chodzić, zgodził się bez chwili zawahania. Zajęcia rozpoczynały się od ósmej rano  i trwały aż do godziny czwartej po południu .W cenę wliczone też było śniadanie, obiad                    i podwieczorek. Już po pierwszym dniu, Kamil był zachwycony. Buzia dosłownie mu się nie zamykała. Tym bardziej, że Minecraft to była jedna z jego ulubionych gier komputerowych. Do tego dzieciaki przy pomocy opiekunów miały okazje tworzyć własne roboty z klocków Lego. W ostatnim dniu półkolonii każde dziecko otrzymało prezent w postaci zestawu naukowego Fabryka Rakiet i dyplom ukończenia zajęć. Kamil był dumny i szczęśliwy. Gdy wracaliśmy do domu poprosił mnie, bym następnego dnia zabrał go do Kacpra. Chłopcy umówili się na wspólną zabawę . Zadzwoniłem więc do znajomego z zapytaniem, czy takie spotkanie naszych dzieci jest możliwe i czy nie ma przypadkiem innych planów. Następnego dnia Kamil spakował swoją Fabrykę Rakiet i pojechaliśmy do Kacpra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz