piątek, 13 października 2017

Anty - monopoly


Kilka dni temu moja córka poprosiła mnie, bym zajął się moją pięcioletnią wnuczką Marysią, ponieważ uczestniczy  w ważnym szkoleniu. Przyjechałem więc do córki z samego rana w piątek. Marysia ucieszyła się na mój widok, bo zawsze staram się wymyślać jakieś śmieszne zabawy. Adrian, jej starszy brat szykował się właśnie do szkoły. Po chwili zostaliśmy sami. Marysia właściwie powinna być tego dnia w przedszkolu, ale całą noc miała temperaturę i źle się czuła. Narzekała też na brzuszek. Córka zostawiła mi lekarstwa i objaśniła sposób ich podawania. Wnuczka leżała w łóżku i nie miała ochoty na zabawę. Postanowiłem poczytać jej ulubioną bajkę. Nadal źle się czuła. Przed południem wrócił do domu Adrian. Byłem zły , bo zaprosił do siebie kolegów. Poprosiłem więc go, żeby zachowywali się najciszej jak potrafią, bo Marysia właśnie zasypia. Ku mojemu zaskoczeniu chłopcy byli tak cicho, ze wydawałoby się , że wcale ich nie ma .Zajrzałem do pokoju. Siedzieli na dywanie i grali w grę planszową anty-monopoly. Zapytałem, czy nie chcą czegoś przekąsić. Poprosili jedynie o sok. Gdy wróciłem z napojem, usiadłem przy nich na chwilkę , bacznie przyglądając się rozgrywce. Adrian się uśmiechnął, bo wiedział, że jestem zaskoczony, że chłopcy potrafią bawić się w ciszy. Ku mojemu zaskoczeniu gra anty-monopoly wciągnęła mnie , choć byłem tylko widzem. Stwierdziłem jednak, że to naprawdę ciekawa propozycja dla starszych dzieciaków i nie tylko. Cieszył mnie ponadto fakt, że nie wszyscy chłopcy siedzą tylko przed komputerami. Po pewnym czasie Marysia się przebudziła. Podałem jej lekarstwo, zgodnie z zaleceniami mamy. Czuła się już znacznie lepiej. Zajrzałem do lodówki, bo wiedziałem , że córka z pewnością przygotowała dla nas jakiś obiad. Rozśmieszyły mnie jedynie karteczki na garnuszkach : „ Dla Marysi”                   i „ Dla chłopców”. Po posiłku Marysia poprosiła, bym włączył jej telewizor. Koledzy Adriana poszli do domu, a wnuczek postanowił odrobić część lekcji, pomimo tego, że był dopiero piątek. Wieczorem przyjechała córka i mogłem wrócić do domu.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz