Od dziecka uwielbiałem jeździć z moim tatą i dziadkiem do
lasu. To były niesamowite wyprawy. Oboje
byli leśnikami i na temat roślin i zwierząt leśnych wiedzieli chyba niemal
wszystko. Już w bardzo młodym wieku postanowiłem podtrzymać tradycję rodzinną,
skończyłem szkołę leśną i tak jak oni całe swoje życie poświęciłem dla lasu. W
moje ślady poszli też moi dwaj synowie. Bardzo więc chciałem, zarazić swoją
pasją mojego sześcioletniego wnuczka Oskarka. On jednak wydawał się być
zupełnie niezainteresowany. Często namawiałem go, by pojechał ze mną na
wycieczkę do lasu, ale zawsze było coś innego ważniejszego. Ostatniej jednak
niedzieli, ku mojemu zaskoczeniu, Oskar zadzwonił do mnie i spytał, czy nie
moglibyśmy pojechać razem na grzyby. Nie mogłem uwierzyć w to, że mój oporny
wnuczek sam ze swojej własnej , niewymuszonej woli, zaproponował wyprawę do
lasu. Byłem przeszczęśliwy. Czym prędzej wsiadłem w samochód i już po
kilkunastu minutach pędziliśmy w stronę mego ukochanego gaju. W lesie
spędziliśmy całe popołudnie. Udało nam się uzbierać cały koszyk prawdziwków i
koźlaków. Najbardziej cieszyło mnie to, że Oskarkowi ta wyprawa bardzo się
spodobała i zapytał czy możemy ją niebawem powtórzyć. Odwiozłem malucha do domu
i w drodze powrotnej wszedłem do sklepu, by kupić sobie coś do picia. Na jednej
z półek sklepowych zauważyłem grę planszową o nazwie Grzybobranie w Zielonym
Gaju. Pomyślałem, że byłaby to miła pamiątka z dzisiejszego dnia. Cena nie była zbyt
wygórowana, więc kupiłem grę i pojechałem z powrotem do Oskara. Wnuczek
akurat się kąpał. Postanowiłem poczekać by wręczyć mu niespodziankę . Córka
poczęstowała mnie kawałkiem pysznego ciasta i herbatką. Opowiadała, że Oskar po
przyjeździe z lasu był bardzo podekscytowany . Miło było to słyszeć. Gdy tylko
wyszedł z łazienki, zawołałem go, kazałem zamknąć oczy i wyciągnąć rączki.
Położyłem na jego dłoniach grę Grzybobranie w Zielonym Gaju. Gdy je otworzył
był mocno zaskoczony, ale i uradowany. Podziękował mi i pobiegł do swojego
pokoiku, by spokojnie przyjrzeć się podarunkowi. Teraz mogłem spokojnie wrócić
do swojego domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz