io moja mama Zofia poprosiła mnie o pomoc przy
wiosennych porządkach. Długo nie trzeba
było mnie namawiać , bowiem bardzo lubię odwiedzać swoje rodzinne strony. Mama
mieszka sama w dużym rodzinnym domu. Trudno jej zatem utrzymać taki metraż w
idealnej czystości. Na całe szczęście, oprócz mnie w obowiązkach tych z pomocą
przychodzi mi również moje rodzeństwo, siostra Julita i brat Tomasz. Zazwyczaj cała nasza trójka stawia się u mamy
z pomocą . Jest to czas nie tylko ciężkiej pracy, ale również okazja do
rodzinnych wspomnień. W każdym razie, tym razem mieliśmy do doprowadzenia do
ładu piwnicę oraz strych domu. Na pierwszy rzut poszła piwnica. Czuliśmy się
trochę jak poszukiwacze skarbów dosłowni i w przenośni. Tuż za składem zimowego opału
znaleźliśmy drewnianą skrzynię , a w
niej coś czego byśmy w życiu się nie spodziewali – gry planszowe dla dzieci.
Gry, w które zwykliśmy w dzieciństwie
grać w długie, jesienne i zimowe
wieczory . Oczywiście opróżniliśmy zawartość skrzyni i po pracowitym dniu
postanowiliśmy powspominać stare czasy. Przy lampce dobrego wina rozpoczęła się
nasza podróż wehikułem czasu do lat dzieciństwa. Naszą ulubioną grą planszową
dla dzieci był kultowy Eurobusiness. Zadaniem gracza było tu zdobycie jak największego
majątku poprzez kupowanie nieruchomości
i zarabianie na nich. Oprócz pól z nieruchomościami w grze występują
także pola z niespodzianką, tzw. szansa, pole z więzieniem, pole z siecią
wodociągową, z elektrownią atomową, areszt a także dwa pola z tzw.
stratą, tzn. kara pieniężną dla gracza, który na nich stanie. Zwycięża ta
osoba, która w określonym czasie zdobędzie jak największy
majątek. Niestety pomimo upływu lat czarnym koniem gry została ponownie moja
starsza o dwa lata siostrzyczka. Pozostałe zakurzone i zapomniane przez tyle
lat gry planszowe dla dzieci zostawiliśmy na kolejne nasze spotkanie. Mam
nadzieję, że przy następnej okazji będę mógł się zrewanżować. Poza tym do
wspólnej zabawy zamierzamy zaprosić najmłodszych członków naszej rodziny, nasze
dzieciaki. Mamy zamiar pokazać młodszemu pokoleniu, że nie tylko gry
komputerowe mogą stanowić rewelacyjną rozrywkę.
czwartek, 28 maja 2015
wtorek, 26 maja 2015
Mój przyjaciel Tadeusz
0 MÓJ
PRZYJACIEL - TADEUSZ
W zeszły czwartek odwiedziłem mojego serdecznego przyjaciela
Tadeusza. Mieszka on w pobliskim sąsiedztwie, w dużym domu jednorodzinnym z pięknym ogrodem. Bardzo
lubię wpadać do niego na małą partyjkę
szach wiosenną porą. Tadeusz ma również niecodzienne hobby. Uwielbia
układać puzzle. Na poddaszu domu
znajduje się jego gabinet. Oczywiście wstęp do niego jest ściśle wzbroniony,
nawet jego żona może tam zaglądać tylko i wyłącznie w obecności męża.
Wszystko w trosce o jego ukochane puzzle. Pod ścianami gabinetu, na wysokich
pod sam sufit półkach leżą poukładane motywami pudełka z układankami, i tak w
pierwszej kolejności znajdują się krajobrazy, rośliny, następnie zwierzęta,
potem miasta, samochody, samoloty, motocykle, statki, jednak największą część
kolekcji stanowią puzzle z cyklu kosmos. Te ostatnie są chyba najbardziej
pracochłonne, a im większy stopień trudności i złożoności zadania tym większą
satysfakcja. Tak przynajmniej twierdzi mój stary przyjaciel. Pośrodku pokoju stanowiącego gabinet znajduje
się ogromny, dobrze oświetlony stół, który jest głównym miejscem pracy
Tadeusza. Ciekawą część kolekcji
stanowią puzzle trójwymiarowe, tzw. 3D. Te z kolei zajmują swoje specjalne miejsce
w gabinecie pasjonata. W oszklonej gablocie można podziwiać te dzieła.
Najlepszy efekt wizualny stanowi kula ziemska, którą w zeszłym roku
sprezentowałem Tadeuszowi na jego pięćdziesiąte urodziny, jest ona dodatkowo
podświetlona modnym w ostatnim czasie, kolorowym oświetleniem ledowym. Kolekcja
Tadeusza jest imponująca. On sam nie chce zdradzić jak duża, ale wystarczy
przekroczyć próg gabinetu, by zrozumieć jak wiele pracy, wysiłku i czasu to
wszystko kosztowało. Niewielu zapewne z nas może się pochwalić takim hobby.
Jakiś czas temu starałem się namówić przyjaciela, by spróbował zorganizować
wystawę swoich prac. Niestety bezskutecznie. Tadeusz uparcie twierdzi, że
wszystko co zbudował, stworzył ku własnej uciesze i nie jest to przeznaczone
dla innych oczu. Moim zdaniem troszkę w tym egoizmu i pyszałkowatości.
Natomiast jedynym z pozytywów jego pasji jest to,
że nigdy nie mam ani ja ani nikt inny problemu z doborem odpowiedniego prezentu dla
Tadeusza. Wystarczy odwiedzić sklep z
zabawkami i prezent w postaci nowego opakowania puzzli zawsze się znajdzie.
piątek, 22 maja 2015
Bilard
Ostatnio ze znajomymi udaliśmy się do pobliskiego pubu, celem
uczczenia zdobycia prawa jazdy przez naszą wspólną przyjaciółkę Dorotę. Okazja
była rzeczywiście wyjątkowa, gdyż dopiero za dziewiątym podejściem udało się
jej uzyskać wynik pozytywny na egzaminie praktycznym. Pub, do którego się udaliśmy
znajdował się w centrum naszego miasta. Piętrowy, nowo wybudowany budynek prezentował się okazale. Na parterze
znajdował się bar i sala z ogromnym
telebimem, na którym można było śledzić najważniejsze wydarzenia sportowe.
Pierwsze piętro przeznaczone było dla pasjonatów bilarda. Tam też znaleźliśmy jedyny wolny
stolik. Po złożeniu zamówienia, postanowiliśmy spróbować swoich sił w grze.
Wszyscy byliśmy laikami w tej dziedzinie sportu. Potraktowaliśmy rozgrywkę jako
formę gry towarzyskiej. Szczerze mówiąc nie za bardzo wiedzieliśmy jak się do
tego zabrać i jakimi dokładnie regułami się tu kierować. Na całe szczęście z
pomocą nam przyszedł gracz z sąsiedniego stołu. Jak się okazało nasz wybawiciel
wiedział o bilardzie więcej niż niejedna osoba na tej sali. Oczywiście najpierw
opowiedział nam w jaki sposób rozpoczęła
się jego życiowa przygoda z bilardem . Początkowo traktował ją jak zwykłą grę
towarzyską, która umilała mu sobotnie wieczory w gronie najbliższych znajomych. Powoli
przypadkowe rozgrywki w niewielkim klubie przerodziły się w pasję, której
oddawał się godzinami. Za pierwsze zarobione pieniądze kupił porządne kije i
postanowił spróbować swoich sił na zawodach
najniższego szczebla. Okazało się, że wielogodzinne ćwiczenia, zamiłowanie do
gry, trochę talentu i szczypta szczęścia
dały mu pierwsze zwycięstwo. Zauważony przez człowieka, który stał się jego
głównym sponsorem, a potem
menadżerem rozwijał się i zdobywał coraz wyższe tytuły. W taki oto
sposób zwykła gra towarzyska, rozgrywana godzinami w niewielkim klubie, w małej miejscowości
pozwoliła mu dotrzeć na najwyższe podia spośród najlepszej kadry sportowej w
tej dziedzinie, nie tylko na terenie naszego kraju, ale również poza jego
granicami. To był rewelacyjny wieczór. Mieliśmy okazję spotkać wspaniałego człowieka,
którego zacięcie i upór w dążeniu do doskonałości i rozwijania swojej
pasji sprawiły, że jego marzenia się
urzeczywistniły.
wtorek, 19 maja 2015
Amelka
Ostatnio dłuższy okres czasu miałem okazję spędzić z moją
wnuczką Amelką . Jej tata wyjechał do Niemiec na dwumiesięczne szkolenie, zaś moja córka
codziennie pracowała do późnych godzin wieczornych w redakcji znanego kobiecego
miesięcznika. Amelia jest bardzo spokojnym i grzecznym dzieckiem. Sprawowanie
nad nią opieki to czysta przyjemność. Oczywiście podczas jej pobytu należało
dziecku, poza obowiązkami szkolnymi, zapewnić
jakąś dozę rozrywki. Zdaję sobie sprawę, że choć jej rodzice nie mają w
zwyczaju sadzać dziecka na długie godziny przed monitorem, to obecnie gry
komputerowe oraz konsole towarzyszom dzieciom od najmłodszych lat. Ostatnio
jednak z wielką radością przyglądam się wzrostowi popularności gier planszowych
dla dzieci i coraz
większej ich różnorodności. Postanowiłem zatem wykorzystać ten trend.
Producenci gier planszowych dla dzieci dbają
bowiem o to, by rozrywka mogła być rodzinna, by sprawiała frajdę nie
tylko najmłodszym, ale i rodzicom.
W moim domu jest wiele gier
planszowych dla dzieci, tych sprzed lat, którymi zwykły się bawić moje córki.
Choć w okrojonej i skromnej szacie graficznej, to jednak schematy gry pozostały
te same. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby gra była prosta, ale
wymagała myślenia i kombinowania. A grać z dziećmi warto! Ten sposób spędzania
czasu nie tylko rozwija różne umiejętności, ale również pozwala na wspólne
spędzanie czasu z rodzicami, rodzeństwem czy też dziadkami. Jest jednocześnie
dobrą zabawą i nauką zdrowej
rywalizacji. Ponadto daje satysfakcję z wygranej, ale również uczy bardzo
trudnej sztuki przegrywania. Przed przyjazdem Amelki postanowiłem zajrzeć do Internetu i poczytać na temat współczesnych
gier planszowych. Okazało się, że moda na wspólne granie powraca. Powstają specjalistyczne
sklepy, portale społecznościowe dla miłośników gier, a nawet ich funkluby. Gry
planszowe dla dzieci są natomiast coraz ładniejsze, lepiej wykonane, trwalsze.
Oczywiście poza dość sporą kolekcją gier minionego pokolenia postanowiłem
również zaopatrzyć się w nieco nowsze wersje gier planszowych. Dzięki temu
codziennie wieczorem zasiadaliśmy wspólnie z moją wnuczką do małej partyjki.
Amelka była zachwycona nową formą rozrywki, zaś dla mnie te wieczory należały
do najlepiej spędzonych w jej towarzystwie. Mam
nadzieję, że nieraz będziemy mieli jeszcze okazję to powtórzyć.
czwartek, 14 maja 2015
Puzzle
Tegoroczne ferie zimowe zapowiadały się wyjątkowo nudno. Rodzice pracowali od rana do zmierzchu, by opłacić moje wymarzone wakacje na Krecie, a mnie planowali wysłać na całe dwa tygodnie do babci - mamy mojej mamy. Wprawdzie babcia Józefina to jedna z osób najbliższych memu sercu, jednak perspektywa spędzenia wyczekiwanego wypoczynku w towarzystwie starszej babuni, nie napawała mnie optymizmem. Jako nastoletnia dziewczyna wolałabym spędzić wolny czas w bardziej rozrywkowym towarzystwie. Niestety, pomimo moich protestów, już pierwszego dnia upragnionego odpoczynku, zostałam dowieziona przez moich rodziców do miejsca mojego udręczenia. Babcia Józefina mieszkała w malowniczo położonej wiosce, niedaleko Sanoka, w Bieszczadach. Fakt, dla mnie - mieszczucha, górskie widoki zapierały dech w piersiach. Niestety, poza podziwianiem malowniczego krajobrazu, niewiele się tu działo. Kilka gospodarstw wiejskich, okoliczny sklepik, oddalony od miejsca zamieszkania mojej babci o dobre dwadzieścia pięć minut szybkiego marszu oraz boisko - o tej porze roku przykryte sporą warstwą białego puchu. Pierwsze trzy dni spędziłam na długich rozmowach z moja babunią Józefiną. Nie widziałyśmy się od wakacji, więc było o czym opowiadać. Nowa szkoła,nowi nauczyciele, nowi znajomi etc. Czasem mam wrażenie, że babcia pomimo swojego sędziwego wieku doskonale mnie rozumie.Szkoda,że mieszkamy tak daleko od siebie i tak rzadko się widujemy. Czwartego dnia pobytu wydarzyło się coś, co sprawiło że właśnie TE ferie zimowe okazały się zaczątkiem nowego etapu mojego życia. Wybrałyśmy się z moją babcią w odwiedziny do jej przyjaciółki Mani, mieszkającej cztery domy dalej. Pani Maria była 65-letnią wdową. Gdy weszłyśmy do środka moją uwagę przykuły wiszące w przedsionku specyficzne obrazki. Po dłuższych oględzinach okazało się, że to puzzle oprawione w ramki. Panią Marię zastałyśmy siedzącą przy dużym stole. Była odwrócona tyłem. Gdy podeszłam, aby się przywitać, znieruchomiałam. Wszystkiego bym się spodziewała : lepienia pierogów, dziergania na drutach albo rozwiązywania krzyżówek... ale PUZZLE ! Rozłożyła mnie na łopatki ! W mieszkaniu miała setki różnych układanek. Niektóre z nich układała w kilku egzemplarzach ( bo już nic nowego nie było w sklepie ). Wystarczyły dwa tygodnie, by Pani Marianna, z malutkiej wioski, w sercu Bieszczad zaraziła mnie pasją do układania PUZZLI :)
środa, 13 maja 2015
Kącik gier planszowych
Ferie zimowe i wakacje to okres, w których pomoc dziadków w
opiece nad młodszymi dziećmi okazuje się zazwyczaj bezcenna. Niestety pracujący
rodzice, o ile nie są nauczycielami, mają ograniczony okres urlopowy. Tak jest
również w przypadku naszego ukochanego wnusia Tomaszka. Zazwyczaj staramy się
pomóc naszym dzieciom i zabieramy go do naszej rodzinnej miejscowości. W
minione ferie postanowiłem zabrać mojego ośmioletniego wnuka do Miejskiej
Biblioteki Publicznej. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zorganizowane
przez władze naszego miasta zajęcia dla najmłodszych bardzo przypadły mu do
gustu, w dodatku w zajęciach tych mogli również uczestniczyć rodzice,
rodzeństwo oraz dziadkowie dzieciaków. W
bibliotece działał bowiem aktywnie Kącik Gier Planszowych. Pierwsze
spotkanie we wspomnianym kąciku odbyło się już pierwszego dnia pobytu.
Sympatycy „planszówek” spotkali się przy wspaniałej grze rodzinnej Poszukiwacze
Skarbów. Przenieśliśmy się razem z pozostałymi uczestnikami zajęć na Key Largo
– wyspę na Morzu Karaibskim, gdzie wcieliliśmy się w łowców złota, srebra,
antyków, a nawet diamentów. Dzięki tej grze dzieci bardzo miło spędziły czas.
Graliśmy ponad dwie godziny! Emocji było co niemiara. Tomaszek był zachwycony i
nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Kolejny dzień przyniósł nowe
wyzwania. Tym razem graliśmy w dostarczającą wiele zabawy grę Pędzące żółwie.
Wcieliliśmy się w tytułowych bohaterów i „biegliśmy” co sił w nogach, żeby
zdobyć sałatę jako pierwsi. Jednak to zadanie nie było takie proste, bo na
przeszkodzie stały nam inne żółwie, które próbowały utrudnić zdobycie
przysmaku. Trzeciego dnia po zakończonej grze wszyscy uczestnicy zostali
nagrodzeni, bowiem wszyscy aktywnie uczestniczyli we wspólnych zmaganiach.
Zajęcia w Kąciku Gier Planszowych to była naprawdę rewelacyjna rozrywka. Uczą
gry fair, zdrowej rywalizacji, zabawy z innymi, pracy w grupie, wspomagają
logiczne myślenie, pamięć, analizę wzrokową, spostrzegawczość, koncentrację,
refleks, kreatywność, wyobraźnię. Gry planszowe nie wymagają źródła zasilania,
Internetu, czy też dostępu do komputera. Wystarczy po prostu spakować je do
samochodu czy plecaka i zabrać na wakacje, ferie, wycieczkę, biwak. Sprawdzają
się zarówno na plaży, w górach, w parku, nad jeziorem czy w ogrodzie. Mam
nadzieję, że w okresie letnim również będą zorganizowane tego typu zajęcia, bo
Tomaszek już o nie dopytuje.
poniedziałek, 11 maja 2015
Gry towarzyskie
Ferie zimowe i wakacje to okres, w których pomoc dziadków w
opiece nad młodszymi dziećmi okazuje się zazwyczaj bezcenna. Niestety pracujący
rodzice, o ile nie są nauczycielami, mają ograniczony okres urlopowy. Tak jest
również w przypadku naszego ukochanego wnusia Tomaszka. Zazwyczaj staramy się
pomóc naszym dzieciom i zabieramy go do naszej rodzinnej miejscowości. W
minione ferie postanowiłem zabrać mojego ośmioletniego wnuka do Miejskiej
Biblioteki Publicznej. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zorganizowane
przez władze naszego miasta zajęcia dla najmłodszych bardzo przypadły mu do
gustu, w dodatku w zajęciach tych mogli również uczestniczyć rodzice,
rodzeństwo oraz dziadkowie dzieciaków. W
bibliotece działał bowiem aktywnie Kącik Gier Planszowych. Pierwsze
spotkanie we wspomnianym kąciku odbyło się już pierwszego dnia pobytu.
Sympatycy „planszówek” spotkali się przy wspaniałej grze rodzinnej Poszukiwacze
Skarbów. Przenieśliśmy się razem z pozostałymi uczestnikami zajęć na Key Largo
– wyspę na Morzu Karaibskim, gdzie wcieliliśmy się w łowców złota, srebra,
antyków, a nawet diamentów. Dzięki tej grze dzieci bardzo miło spędziły czas.
Graliśmy ponad dwie godziny! Emocji było co niemiara. Tomaszek był zachwycony i
nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Kolejny dzień przyniósł nowe
wyzwania. Tym razem graliśmy w dostarczającą wiele zabawy grę Pędzące żółwie.
Wcieliliśmy się w tytułowych bohaterów i „biegliśmy” co sił w nogach, żeby
zdobyć sałatę jako pierwsi. Jednak to zadanie nie było takie proste, bo na
przeszkodzie stały nam inne żółwie, które próbowały utrudnić zdobycie
przysmaku. Trzeciego dnia po zakończonej grze wszyscy uczestnicy zostali
nagrodzeni, bowiem wszyscy aktywnie uczestniczyli we wspólnych zmaganiach.
Zajęcia w Kąciku Gier Planszowych to była naprawdę rewelacyjna rozrywka. Uczą
gry fair, zdrowej rywalizacji, zabawy z innymi, pracy w grupie, wspomagają
logiczne myślenie, pamięć, analizę wzrokową, spostrzegawczość, koncentrację,
refleks, kreatywność, wyobraźnię. Gry planszowe nie wymagają źródła zasilania,
Internetu, czy też dostępu do komputera. Wystarczy po prostu spakować je do
samochodu czy plecaka i zabrać na wakacje, ferie, wycieczkę, biwak. Sprawdzają
się zarówno na plaży, w górach, w parku, nad jeziorem czy w ogrodzie. Mam
nadzieję, że w okresie letnim również będą zorganizowane tego typu zajęcia, bo
Tomaszek już o nie dopytuje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)