czwartek, 28 maja 2015

Porządki u mamy


io moja mama Zofia poprosiła mnie o pomoc przy wiosennych porządkach.  Długo nie trzeba było mnie namawiać , bowiem bardzo lubię odwiedzać swoje rodzinne strony. Mama mieszka sama w dużym rodzinnym domu. Trudno jej zatem utrzymać taki metraż w idealnej czystości. Na całe szczęście, oprócz mnie w obowiązkach tych z pomocą przychodzi mi również moje rodzeństwo, siostra Julita i brat Tomasz.  Zazwyczaj cała nasza trójka stawia się u mamy z pomocą . Jest to czas nie tylko ciężkiej pracy, ale również okazja do rodzinnych wspomnień. W każdym razie, tym razem mieliśmy do doprowadzenia do ładu piwnicę oraz strych domu. Na pierwszy rzut poszła piwnica. Czuliśmy się trochę jak poszukiwacze skarbów dosłowni  i w przenośni. Tuż za składem zimowego opału znaleźliśmy drewnianą skrzynię , a  w niej coś czego byśmy w życiu się nie spodziewali – gry planszowe dla dzieci. Gry, w które zwykliśmy  w dzieciństwie grać w długie, jesienne i  zimowe wieczory . Oczywiście opróżniliśmy zawartość skrzyni i po pracowitym dniu postanowiliśmy powspominać stare czasy. Przy lampce dobrego wina rozpoczęła się nasza podróż wehikułem czasu do lat dzieciństwa. Naszą ulubioną grą planszową dla dzieci był kultowy Eurobusiness. Zadaniem gracza było tu zdobycie jak największego majątku poprzez kupowanie nieruchomości   i zarabianie na nich. Oprócz pól z nieruchomościami w grze występują także pola z niespodzianką, tzw. szansa, pole z więzieniem, pole z siecią wodociągową,   z elektrownią atomową, areszt a także dwa pola z tzw. stratą, tzn. kara pieniężną dla gracza, który na nich stanie. Zwycięża ta osoba, która                     w określonym czasie zdobędzie jak największy majątek. Niestety pomimo upływu lat czarnym koniem gry została ponownie moja starsza o dwa lata siostrzyczka. Pozostałe zakurzone i zapomniane przez tyle lat gry planszowe dla dzieci zostawiliśmy na kolejne nasze spotkanie. Mam nadzieję, że przy następnej okazji będę mógł się zrewanżować. Poza tym do wspólnej zabawy zamierzamy zaprosić najmłodszych członków naszej rodziny, nasze dzieciaki. Mamy zamiar pokazać młodszemu pokoleniu, że nie tylko gry komputerowe mogą stanowić rewelacyjną rozrywkę.

wtorek, 26 maja 2015

Mój przyjaciel Tadeusz


0                                   MÓJ PRZYJACIEL - TADEUSZ

 

W zeszły czwartek odwiedziłem mojego serdecznego przyjaciela Tadeusza. Mieszka on w pobliskim  sąsiedztwie, w dużym domu jednorodzinnym                  z pięknym ogrodem. Bardzo lubię wpadać do niego na małą partyjkę  szach wiosenną porą. Tadeusz ma również niecodzienne hobby. Uwielbia układać puzzle. Na  poddaszu domu znajduje się jego gabinet. Oczywiście wstęp do niego jest ściśle wzbroniony, nawet jego żona może tam zaglądać tylko                 i wyłącznie w obecności męża. Wszystko w trosce o jego ukochane puzzle. Pod ścianami gabinetu, na wysokich pod sam sufit półkach leżą poukładane motywami pudełka z układankami, i tak w pierwszej kolejności znajdują się krajobrazy, rośliny, następnie zwierzęta, potem miasta, samochody, samoloty, motocykle, statki, jednak największą część kolekcji stanowią puzzle z cyklu kosmos. Te ostatnie są chyba najbardziej pracochłonne, a im większy stopień trudności i złożoności zadania tym większą satysfakcja. Tak przynajmniej twierdzi mój stary przyjaciel.  Pośrodku pokoju stanowiącego gabinet znajduje się ogromny, dobrze oświetlony stół, który jest głównym miejscem pracy Tadeusza. Ciekawą  część kolekcji stanowią puzzle trójwymiarowe, tzw. 3D.      Te z kolei zajmują swoje specjalne miejsce w gabinecie pasjonata. W oszklonej gablocie można podziwiać te dzieła. Najlepszy efekt wizualny stanowi kula ziemska, którą w zeszłym roku sprezentowałem Tadeuszowi na jego pięćdziesiąte urodziny, jest ona dodatkowo podświetlona modnym w ostatnim czasie, kolorowym oświetleniem ledowym. Kolekcja Tadeusza jest imponująca. On sam nie chce zdradzić jak duża, ale wystarczy przekroczyć próg gabinetu, by zrozumieć jak wiele pracy, wysiłku i czasu to wszystko kosztowało. Niewielu zapewne z nas może się pochwalić takim hobby. Jakiś czas temu starałem się namówić przyjaciela, by spróbował zorganizować wystawę swoich prac. Niestety bezskutecznie. Tadeusz uparcie twierdzi, że wszystko co zbudował, stworzył ku własnej uciesze i nie jest to przeznaczone dla innych oczu. Moim zdaniem troszkę w tym egoizmu i pyszałkowatości. Natomiast  jedynym               z pozytywów jego pasji jest to, że nigdy nie mam ani ja ani nikt inny problemu    z doborem odpowiedniego prezentu dla Tadeusza. Wystarczy odwiedzić sklep    z zabawkami i prezent w postaci nowego opakowania puzzli zawsze się znajdzie.

piątek, 22 maja 2015

Bilard


Ostatnio ze znajomymi udaliśmy się do pobliskiego pubu, celem uczczenia zdobycia prawa jazdy przez naszą wspólną przyjaciółkę Dorotę. Okazja była rzeczywiście wyjątkowa, gdyż dopiero za dziewiątym podejściem udało się jej uzyskać wynik pozytywny na egzaminie praktycznym. Pub, do którego się udaliśmy znajdował się w centrum naszego miasta. Piętrowy, nowo wybudowany  budynek prezentował się okazale. Na parterze znajdował się bar   i sala z ogromnym telebimem, na którym można było śledzić najważniejsze wydarzenia sportowe. Pierwsze piętro przeznaczone było dla pasjonatów  bilarda. Tam też znaleźliśmy jedyny wolny stolik. Po złożeniu zamówienia, postanowiliśmy spróbować swoich sił w grze. Wszyscy byliśmy laikami w tej dziedzinie sportu. Potraktowaliśmy rozgrywkę jako formę gry towarzyskiej. Szczerze mówiąc nie za bardzo wiedzieliśmy jak się do tego zabrać i jakimi dokładnie regułami się tu kierować. Na całe szczęście z pomocą nam przyszedł gracz z sąsiedniego stołu. Jak się okazało nasz wybawiciel wiedział o bilardzie więcej niż niejedna osoba na tej sali. Oczywiście najpierw opowiedział nam        w jaki sposób rozpoczęła się jego życiowa przygoda z bilardem . Początkowo traktował ją jak zwykłą grę towarzyską, która umilała mu sobotnie wieczory       w gronie najbliższych znajomych. Powoli przypadkowe rozgrywki w niewielkim klubie przerodziły się w pasję, której oddawał się godzinami. Za pierwsze zarobione pieniądze kupił porządne kije i postanowił spróbować  swoich sił na zawodach najniższego szczebla. Okazało się, że wielogodzinne ćwiczenia, zamiłowanie do gry, trochę  talentu i szczypta szczęścia dały mu pierwsze zwycięstwo. Zauważony przez człowieka, który stał się jego głównym  sponsorem,  a potem  menadżerem rozwijał się i zdobywał coraz wyższe tytuły. W taki oto sposób zwykła gra towarzyska, rozgrywana godzinami  w niewielkim klubie, w małej miejscowości pozwoliła mu dotrzeć na najwyższe podia spośród najlepszej kadry sportowej w tej dziedzinie, nie tylko na terenie naszego kraju, ale również poza jego granicami. To był rewelacyjny wieczór. Mieliśmy okazję spotkać wspaniałego człowieka, którego zacięcie i upór w dążeniu do doskonałości i rozwijania swojej pasji  sprawiły, że jego marzenia się urzeczywistniły.

wtorek, 19 maja 2015

Amelka


Ostatnio dłuższy okres czasu miałem okazję spędzić z moją wnuczką Amelką . Jej tata wyjechał do Niemiec na  dwumiesięczne szkolenie, zaś moja córka codziennie pracowała do późnych godzin wieczornych w redakcji znanego kobiecego miesięcznika. Amelia jest bardzo spokojnym i grzecznym dzieckiem. Sprawowanie nad nią opieki to czysta przyjemność. Oczywiście podczas jej pobytu należało dziecku, poza obowiązkami szkolnymi, zapewnić  jakąś dozę rozrywki. Zdaję sobie sprawę, że choć jej rodzice nie mają w zwyczaju sadzać dziecka na długie godziny przed monitorem, to obecnie gry komputerowe oraz konsole towarzyszom dzieciom od najmłodszych lat. Ostatnio jednak z wielką radością przyglądam się wzrostowi popularności gier planszowych dla   dzieci      i  coraz większej ich różnorodności. Postanowiłem zatem wykorzystać ten trend. Producenci gier planszowych dla dzieci dbają  bowiem o to, by rozrywka mogła być rodzinna, by sprawiała frajdę nie tylko najmłodszym, ale i rodzicom.            W moim domu jest wiele gier planszowych dla dzieci, tych sprzed lat, którymi zwykły się bawić moje córki. Choć w okrojonej i skromnej szacie graficznej, to jednak schematy gry pozostały te same. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby gra była prosta, ale wymagała myślenia i kombinowania. A grać z dziećmi warto! Ten sposób spędzania czasu nie tylko rozwija różne umiejętności, ale również pozwala na wspólne spędzanie czasu z rodzicami, rodzeństwem czy też dziadkami. Jest jednocześnie dobrą zabawą i nauką  zdrowej rywalizacji. Ponadto daje satysfakcję z wygranej, ale również uczy bardzo trudnej sztuki przegrywania. Przed przyjazdem Amelki postanowiłem zajrzeć do Internetu          i poczytać na temat współczesnych gier planszowych. Okazało się, że moda na wspólne granie powraca. Powstają specjalistyczne sklepy, portale społecznościowe dla miłośników gier, a nawet ich funkluby. Gry planszowe dla dzieci są natomiast coraz ładniejsze, lepiej wykonane, trwalsze. Oczywiście poza dość sporą kolekcją gier minionego pokolenia postanowiłem również zaopatrzyć się w nieco nowsze wersje gier planszowych. Dzięki temu codziennie wieczorem zasiadaliśmy wspólnie z moją wnuczką do małej partyjki. Amelka była zachwycona nową formą rozrywki, zaś dla mnie te wieczory należały do najlepiej spędzonych w jej towarzystwie. Mam  nadzieję, że nieraz będziemy mieli jeszcze  okazję to powtórzyć.

czwartek, 14 maja 2015

Puzzle

Tegoroczne ferie zimowe zapowiadały się wyjątkowo nudno. Rodzice pracowali od rana do zmierzchu, by opłacić moje wymarzone wakacje na Krecie,  a mnie planowali wysłać na całe dwa tygodnie do babci - mamy mojej mamy. Wprawdzie babcia Józefina to jedna z osób najbliższych memu sercu, jednak perspektywa spędzenia wyczekiwanego wypoczynku w towarzystwie starszej babuni, nie napawała mnie optymizmem. Jako nastoletnia dziewczyna wolałabym spędzić wolny czas w bardziej rozrywkowym towarzystwie. Niestety, pomimo moich protestów, już pierwszego dnia upragnionego odpoczynku, zostałam dowieziona przez moich rodziców do miejsca mojego udręczenia. Babcia Józefina mieszkała w malowniczo położonej wiosce, niedaleko Sanoka, w Bieszczadach. Fakt, dla mnie - mieszczucha, górskie widoki zapierały dech w piersiach. Niestety, poza podziwianiem malowniczego krajobrazu, niewiele się tu działo. Kilka gospodarstw wiejskich, okoliczny sklepik, oddalony od miejsca zamieszkania mojej babci o dobre dwadzieścia pięć minut szybkiego marszu oraz boisko - o tej porze roku przykryte sporą warstwą białego puchu. Pierwsze trzy dni spędziłam na długich rozmowach z moja babunią Józefiną. Nie widziałyśmy się od wakacji, więc było o czym opowiadać. Nowa szkoła,nowi nauczyciele, nowi znajomi etc. Czasem mam wrażenie, że babcia pomimo swojego sędziwego wieku doskonale mnie rozumie.Szkoda,że mieszkamy tak daleko od siebie i tak rzadko się widujemy. Czwartego dnia pobytu wydarzyło się coś, co sprawiło że właśnie TE ferie zimowe okazały się zaczątkiem nowego etapu mojego życia. Wybrałyśmy się z moją babcią w odwiedziny do jej przyjaciółki Mani, mieszkającej cztery domy dalej. Pani Maria była 65-letnią wdową. Gdy weszłyśmy do środka moją uwagę przykuły wiszące w przedsionku specyficzne obrazki. Po dłuższych oględzinach okazało się, że to puzzle oprawione w ramki. Panią Marię zastałyśmy siedzącą przy dużym stole. Była odwrócona tyłem. Gdy podeszłam, aby się przywitać, znieruchomiałam. Wszystkiego bym się spodziewała : lepienia pierogów, dziergania na drutach albo rozwiązywania krzyżówek... ale PUZZLE ! Rozłożyła mnie na łopatki ! W mieszkaniu  miała setki różnych układanek. Niektóre z nich układała w kilku egzemplarzach ( bo już nic nowego nie było w sklepie ). Wystarczyły dwa tygodnie, by Pani Marianna, z malutkiej wioski, w sercu Bieszczad zaraziła mnie pasją do układania PUZZLI :)

środa, 13 maja 2015

Kącik gier planszowych


Ferie zimowe i wakacje to okres, w których pomoc dziadków w opiece nad młodszymi dziećmi okazuje się zazwyczaj bezcenna. Niestety pracujący rodzice, o ile nie są nauczycielami, mają ograniczony okres urlopowy. Tak jest również w przypadku naszego ukochanego wnusia Tomaszka. Zazwyczaj staramy się pomóc naszym dzieciom i zabieramy go do naszej rodzinnej miejscowości. W minione ferie postanowiłem zabrać mojego ośmioletniego wnuka do Miejskiej Biblioteki Publicznej. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zorganizowane przez władze naszego miasta zajęcia dla najmłodszych bardzo przypadły mu do gustu, w dodatku w zajęciach tych mogli również uczestniczyć rodzice, rodzeństwo oraz dziadkowie dzieciaków. W  bibliotece działał bowiem aktywnie Kącik Gier Planszowych. Pierwsze spotkanie we wspomnianym kąciku odbyło się już pierwszego dnia pobytu. Sympatycy „planszówek” spotkali się przy wspaniałej grze rodzinnej Poszukiwacze Skarbów. Przenieśliśmy się razem z pozostałymi uczestnikami zajęć na Key Largo – wyspę na Morzu Karaibskim, gdzie wcieliliśmy się w łowców złota, srebra, antyków, a nawet diamentów. Dzięki tej grze dzieci bardzo miło spędziły czas. Graliśmy ponad dwie godziny! Emocji było co niemiara. Tomaszek był zachwycony i nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Kolejny dzień przyniósł nowe wyzwania. Tym razem graliśmy w dostarczającą wiele zabawy grę Pędzące żółwie. Wcieliliśmy się w tytułowych bohaterów i „biegliśmy” co sił w nogach, żeby zdobyć sałatę jako pierwsi. Jednak to zadanie nie było takie proste, bo na przeszkodzie stały nam inne żółwie, które próbowały utrudnić zdobycie przysmaku. Trzeciego dnia po zakończonej grze wszyscy uczestnicy zostali nagrodzeni, bowiem wszyscy aktywnie uczestniczyli we wspólnych zmaganiach. Zajęcia w Kąciku Gier Planszowych to była naprawdę rewelacyjna rozrywka. Uczą gry fair, zdrowej rywalizacji, zabawy z innymi, pracy w grupie, wspomagają logiczne myślenie, pamięć, analizę wzrokową, spostrzegawczość, koncentrację, refleks, kreatywność, wyobraźnię. Gry planszowe nie wymagają źródła zasilania, Internetu, czy też dostępu do komputera. Wystarczy po prostu spakować je do samochodu czy plecaka i zabrać na wakacje, ferie, wycieczkę, biwak. Sprawdzają się zarówno na plaży, w górach, w parku, nad jeziorem czy w ogrodzie. Mam nadzieję, że w okresie letnim również będą zorganizowane tego typu zajęcia, bo Tomaszek już o nie dopytuje.

poniedziałek, 11 maja 2015

Gry towarzyskie


Ferie zimowe i wakacje to okres, w których pomoc dziadków w opiece nad młodszymi dziećmi okazuje się zazwyczaj bezcenna. Niestety pracujący rodzice, o ile nie są nauczycielami, mają ograniczony okres urlopowy. Tak jest również w przypadku naszego ukochanego wnusia Tomaszka. Zazwyczaj staramy się pomóc naszym dzieciom i zabieramy go do naszej rodzinnej miejscowości. W minione ferie postanowiłem zabrać mojego ośmioletniego wnuka do Miejskiej Biblioteki Publicznej. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zorganizowane przez władze naszego miasta zajęcia dla najmłodszych bardzo przypadły mu do gustu, w dodatku w zajęciach tych mogli również uczestniczyć rodzice, rodzeństwo oraz dziadkowie dzieciaków. W  bibliotece działał bowiem aktywnie Kącik Gier Planszowych. Pierwsze spotkanie we wspomnianym kąciku odbyło się już pierwszego dnia pobytu. Sympatycy „planszówek” spotkali się przy wspaniałej grze rodzinnej Poszukiwacze Skarbów. Przenieśliśmy się razem z pozostałymi uczestnikami zajęć na Key Largo – wyspę na Morzu Karaibskim, gdzie wcieliliśmy się w łowców złota, srebra, antyków, a nawet diamentów. Dzięki tej grze dzieci bardzo miło spędziły czas. Graliśmy ponad dwie godziny! Emocji było co niemiara. Tomaszek był zachwycony i nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Kolejny dzień przyniósł nowe wyzwania. Tym razem graliśmy w dostarczającą wiele zabawy grę Pędzące żółwie. Wcieliliśmy się w tytułowych bohaterów i „biegliśmy” co sił w nogach, żeby zdobyć sałatę jako pierwsi. Jednak to zadanie nie było takie proste, bo na przeszkodzie stały nam inne żółwie, które próbowały utrudnić zdobycie przysmaku. Trzeciego dnia po zakończonej grze wszyscy uczestnicy zostali nagrodzeni, bowiem wszyscy aktywnie uczestniczyli we wspólnych zmaganiach. Zajęcia w Kąciku Gier Planszowych to była naprawdę rewelacyjna rozrywka. Uczą gry fair, zdrowej rywalizacji, zabawy z innymi, pracy w grupie, wspomagają logiczne myślenie, pamięć, analizę wzrokową, spostrzegawczość, koncentrację, refleks, kreatywność, wyobraźnię. Gry planszowe nie wymagają źródła zasilania, Internetu, czy też dostępu do komputera. Wystarczy po prostu spakować je do samochodu czy plecaka i zabrać na wakacje, ferie, wycieczkę, biwak. Sprawdzają się zarówno na plaży, w górach, w parku, nad jeziorem czy w ogrodzie. Mam nadzieję, że w okresie letnim również będą zorganizowane tego typu zajęcia, bo Tomaszek już o nie dopytuje.