Moja młodsza córka od
kilku lat jest aktywną wolontariuszką schroniska dla bezdomnych zwierząt.
Poświęca im każdą wolną chwilę. Niejednokrotnie zdarzyło się również ,że
przygarniała niechciane i zmaltretowane istotki . Wtedy dom zamieniał się w
istny szpital, ponieważ psiaki były zazwyczaj w opłakanym stanie. Z niektórymi
jeździła do warszawskiej kliniki, żeby je ratować, inne dzięki jej miłości i
zawziętości udało się przywrócić do dobrego stanu w warunkach domowych. Nie
zapomnę jednak pewnej suczki, którą kilka miesięcy temu przywiozła do domu z
interwencji. Jej właścicielka była anorektyczką i tak samo traktowała swojego
pupila. Pies był skrajnie wychudzony, nie miał siły by podnieść się na łapkach,
a do tego strasznie bał się każdego z nas. Wystarczyło na niego spojrzeć, by
zrozumieć, ile wycierpiał. Córka całymi
dniami walczyła o jego życie. Jej wiara i poświęcenie sprawiły,
że w zaledwie miesiąc suczka była nie do poznania. Stała się pełna życia i
powoli zaczęła ufać człowiekowi. Najlepszy kontakt złapała z wnuczką . Maja
codziennie ją odwiedzała, przynosiła smakołyki i ją zabawiała. Kilka tygodni
temu wnuczka miała spędzić u nas kilka dni. Przywiozła ze sobą ulubione
zabawki, a wśród nich ukochane puzzle „ Jej wysokość Zosia”. Dostała je ode
mnie na swoje piąte urodziny i przy każdej okazji prosiła, bym pomógł jej je
układać. Uwielbiała tą zabawę, bo zawsze podczas zabawy opowiadałem jej
śmieszne historyjki. Podczas tego
kilkudniowego pobytu Majki zdarzyła się rzecz niebywała. Któregoś
wieczoru usiedliśmy do ukochanych puzzli „Jej wysokość Zosia”. Puzzle zostały
złożone, a ja z wnuczką opowiadaliśmy
sobie śmieszne historyjki do późnych godzin wieczornych. Złożoną układankę
pozostawiliśmy na stole i poszliśmy spać. Następnego dnia z samego rana Maja
podniosła w całym domu alarm. Zerwałem się z łóżka. Puzzle „Jej wysokość Zosia”
zniknęły. Rozpoczęły się poszukiwania. W pierwszej chwili pomyślałem, że żona
robi sobie z nas żarty, ale gdy Majka
wpadła w histerię zrozumiałem , że to nie był zwykły psikus. Cały dzień szukaliśmy zguby.
Wieczorem zajrzałem do pokoju córki. W kojcu leżała suczka, o obok niej
porozsypywane puzzle Majki. Od tamtego pamiętnego dnia psinę nazywaliśmy
Psotką, bo spłatała nam wszystkim niezłego psikusa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz