piątek, 11 grudnia 2015

Psotka


Moja  młodsza córka od kilku lat jest aktywną wolontariuszką schroniska dla bezdomnych zwierząt. Poświęca im każdą wolną chwilę. Niejednokrotnie zdarzyło się również ,że przygarniała niechciane i zmaltretowane istotki . Wtedy dom zamieniał się w istny szpital, ponieważ psiaki były zazwyczaj w opłakanym stanie. Z niektórymi jeździła do warszawskiej kliniki, żeby je ratować, inne dzięki jej miłości i zawziętości udało się przywrócić do dobrego stanu w warunkach domowych. Nie zapomnę jednak pewnej suczki, którą kilka miesięcy temu przywiozła do domu z interwencji. Jej właścicielka była anorektyczką i tak samo traktowała swojego pupila. Pies był skrajnie wychudzony, nie miał siły by podnieść się na łapkach, a do tego strasznie bał się każdego z nas. Wystarczyło na niego spojrzeć, by zrozumieć, ile wycierpiał.  Córka całymi dniami walczyła    o jego życie. Jej wiara i poświęcenie sprawiły, że w zaledwie miesiąc suczka była nie do poznania. Stała się pełna życia i powoli zaczęła ufać człowiekowi. Najlepszy kontakt złapała z wnuczką . Maja codziennie ją odwiedzała, przynosiła smakołyki i ją zabawiała. Kilka tygodni temu wnuczka miała spędzić u nas kilka dni. Przywiozła ze sobą ulubione zabawki, a wśród nich ukochane puzzle „ Jej wysokość Zosia”. Dostała je ode mnie na swoje piąte urodziny i przy każdej okazji prosiła, bym pomógł jej je układać. Uwielbiała tą zabawę, bo zawsze podczas zabawy opowiadałem jej śmieszne historyjki. Podczas tego  kilkudniowego pobytu Majki zdarzyła się rzecz niebywała. Któregoś wieczoru usiedliśmy do ukochanych puzzli „Jej wysokość Zosia”. Puzzle zostały złożone,    a ja z wnuczką opowiadaliśmy sobie śmieszne historyjki do późnych godzin wieczornych. Złożoną układankę pozostawiliśmy na stole i poszliśmy spać. Następnego dnia z samego rana Maja podniosła w całym domu alarm. Zerwałem się z łóżka. Puzzle „Jej wysokość Zosia” zniknęły. Rozpoczęły się poszukiwania. W pierwszej chwili pomyślałem, że żona robi sobie z nas żarty, ale gdy  Majka wpadła w histerię zrozumiałem , że to nie był zwykły  psikus. Cały dzień szukaliśmy zguby. Wieczorem zajrzałem do pokoju córki. W kojcu leżała suczka, o obok niej porozsypywane puzzle Majki. Od tamtego pamiętnego dnia psinę nazywaliśmy Psotką, bo spłatała nam wszystkim niezłego psikusa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz