poniedziałek, 14 grudnia 2015

Fałszywy Święty Mikołaj


Zazwyczaj Wigilię Bożego Narodzenia spędzamy u mojej mamy w górach. Tam święta mają dopiero  wyjątkowy urok. Na brak śniegu nie można narzekać. Pierwszego dnia świąt staramy się organizować rodzinny kulig.  Są to niezapomniane wrażenia. Jednak w tym roku nie było mowy o spędzeniu tego świątecznego czasu w górach. Mama ostatnio chorowała i była zbyt słaba, by zorganizować tak poważne przedsięwzięcie. Postanowiliśmy zatem zabrać ją do siebie, do centrum Polski. Wprawdzie temperatury utrzymywały się dodatnie      i nie mogliśmy raczej liczyć na biały puch, ale zawsze to lepsze niż spędzenie świąt w samotności. Najbardziej rozczarowane jednak były dzieciaki. Uwielbiały jeździć w góry, lepić bałwana, rzucać się śnieżkami. Wieczorami oglądały bajki albo grały w jedyną grę, którą posiadała babcia na swoim wyposażeniu,              a mianowicie „5 sekund Junior”. Wiadomość o tym ,że w tym roku nie pojedziemy w góry bardzo je zasmuciła. Wpadłem jednak na pomysł, który urozmaicił troszkę te święta. Postanowiłem wynająć Świętego Mikołaja. Sam przebrać się nie mogłem, bo moje przebiegłe dzieciaki z pewnością zwietrzyłyby podstęp. Przeszukałem lokalne ogłoszenia . W końcu znalazłem takiego, którego koszt wynajęcia nie powalił mnie z nóg, w przeciwieństwie do pozostałych. Uzgodniłem z nim wszystkie szczegóły i czekałem                                z niecierpliwością na efekty jego pracy. Dzień przed wigilią przyjechała moja mama. Ku uciesze dzieciaków przywiozła ze sobą ich ulubioną grę „5 sekund junior” no i obowiązkowo masę pysznych wigilijnych pierogów. Nadszedł            w końcu dzień, na który wszyscy długo czekali. W duszy śmiałem się sam              z siebie, bo ja chyba bardziej niż dzieci czekałem na pojawienie się pierwszej gwiazdki na niebie. Nikomu nie zdradziłem mojego sekretu. Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Od progu przywitał mnie gruby Jegomość w czerwonym stroju. Wyglądał bardzo przekonująco. Zaprosiłem go do salonu. Cała rodzina osłupiała. Święty Mikołaj rozdawał prezenty. Ostatnią poprosił najmłodszą Zuzię, która po dłuższym zastanowieniu podeszła do Mikołaja i z całej siły pociągnęła za długą brodę. Stało się to, czego obawiałem się najbardziej. Święty Mikołaj został zdemaskowany. Pomimo wpadki długo jeszcze przeżywaliśmy jego wizytę w naszym domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz