Zazwyczaj Wigilię Bożego Narodzenia spędzamy u mojej mamy w
górach. Tam święta mają dopiero
wyjątkowy urok. Na brak śniegu nie można narzekać. Pierwszego dnia świąt
staramy się organizować rodzinny kulig. Są to niezapomniane wrażenia. Jednak w tym
roku nie było mowy o spędzeniu tego świątecznego czasu w górach. Mama ostatnio
chorowała i była zbyt słaba, by zorganizować tak poważne przedsięwzięcie.
Postanowiliśmy zatem zabrać ją do siebie, do centrum Polski. Wprawdzie
temperatury utrzymywały się dodatnie i nie mogliśmy raczej liczyć na biały puch,
ale zawsze to lepsze niż spędzenie świąt w samotności. Najbardziej rozczarowane
jednak były dzieciaki. Uwielbiały jeździć w góry, lepić bałwana, rzucać się
śnieżkami. Wieczorami oglądały bajki albo grały w jedyną grę, którą posiadała
babcia na swoim wyposażeniu, a mianowicie „5 sekund Junior”. Wiadomość
o tym ,że w tym roku nie pojedziemy w góry bardzo je zasmuciła. Wpadłem jednak
na pomysł, który urozmaicił troszkę te święta. Postanowiłem wynająć Świętego
Mikołaja. Sam przebrać się nie mogłem, bo moje przebiegłe dzieciaki z pewnością
zwietrzyłyby podstęp. Przeszukałem lokalne ogłoszenia . W końcu znalazłem
takiego, którego koszt wynajęcia nie powalił mnie z nóg, w przeciwieństwie do
pozostałych. Uzgodniłem z nim wszystkie szczegóły i czekałem z
niecierpliwością na efekty jego pracy. Dzień przed wigilią przyjechała moja
mama. Ku uciesze dzieciaków przywiozła ze sobą ich ulubioną grę „5 sekund
junior” no i obowiązkowo masę pysznych wigilijnych pierogów. Nadszedł w końcu dzień, na który wszyscy
długo czekali. W duszy śmiałem się sam z siebie, bo ja chyba bardziej niż
dzieci czekałem na pojawienie się pierwszej gwiazdki na niebie. Nikomu nie
zdradziłem mojego sekretu. Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi.
Pobiegłem otworzyć. Od progu przywitał mnie gruby Jegomość w czerwonym stroju.
Wyglądał bardzo przekonująco. Zaprosiłem go do salonu. Cała rodzina osłupiała. Święty
Mikołaj rozdawał prezenty. Ostatnią poprosił najmłodszą Zuzię, która po
dłuższym zastanowieniu podeszła do Mikołaja i z całej siły pociągnęła za długą
brodę. Stało się to, czego obawiałem się najbardziej. Święty Mikołaj został
zdemaskowany. Pomimo wpadki długo jeszcze przeżywaliśmy jego wizytę w naszym
domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz