Co roku mam
ten sam problem dotyczący wyboru prezentu dla każdego członka naszej rodziny,
począwszy od babci po najmłodszą Julkę. Nie wspominam już o
aspekcie finansowym tego całego obdarowywania się. Pod tym względem nie lubię
Świąt Wielkanocnych. Ostatnio w pracy koleżanka opowiadała o panujących w jej
rodzinie wielkanocnych zwyczajach. Bardzo mi się one spodobały, przede
wszystkim dlatego, że miesiąc przed świętami robią rodzinne losowanie. Każdy
losuje los i w ten sposób żadna osoba nie jest pominięta przy rozdawaniu
prezentów przy stole świątecznym. Można wówczas pokusić się o jakiś
porządniejszy i bardziej kosztowny upominek dla obdarowywanego. Pomysł tak
bardzo mi się spodobał, że postanowiłem zaproponować go swojej rodzince. Z
entuzjazmem wszyscy przyjęli moją propozycję. Kilka dni później spotkaliśmy się
i ciągnęliśmy losy z kapelusza. Najbardziej obawiałem się ,że trafi mi się
babcia. Z nią mam zawsze problem , albowiem nigdy nie wiem co tak naprawdę by
ją ucieszyło. Na całe szczęście wylosowałem Julkę i byłem z tego powodu bardzo
zadowolony, bo od razu wiedziałem jaki prezent mogę jej kupić. Julka bardzo
lubi układać puzzle z księżniczkami. Byłem ostatnio przypadkiem w pobliskim
sklepie i widziałem na jednej z półek puzzle ”Minnie”. Odetchnąłem z ulgą.
Lepiej trafić nie mogłem. Teraz wystarczyło odwiedzić sklep i problem z głowy.
Moje szczęście nie trwało jednak długo, ponieważ okazało się, że kilka dni temu
został sprzedany ostatni egzemplarz mojego idealnego prezentu. Byłem w kropce.
Pani ekspedientka oczywiście starała się przekonać mnie do innych puzzli, ale
nie byłem z tego pomysłu zadowolony. Podziękowałem więc za pomoc i rozczarowany
opuściłem sklep. Następnego dnia pomyślałem ,że przecież to nie koniec świata i
ruszyłem w rajd po hurtowniach z zabawkami. Wycieczka trwała pół dnia, ale nie
udało mi się znaleźć puzzli ”Minnie”. Zostały już tylko dwa punkty. Tym razem
szczęście mi sprzyjało. Kupiłem układankę i zadowolony wróciłem do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz