poniedziałek, 4 lipca 2016

Klapa


Niedawno moja firma zatrudniła nowego technologa. Traf chciał, że świeżo upieczonego pracownika ulokowano właśnie w moim pokoju. Początkowo wydawał mi się zarozumiały, ale z czasem zaczęliśmy się całkiem nieźle dogadywać. Robert, bo tak miał na imię mój nowy współpracownik chcąc zapewne zacieśnić naszą znajomość zaprosił mnie z rodziną na kolację. Jak się okazało mieszkał kilka przecznic od nas. Przed planowaną wizytą miałem oczywiście w domu małe piekiełko. Moja żona niemalże tydzień czasu biegała po sklepach, by znaleźć odpowiednią kreację na tę okazję. W końcu nadszedł dzień próby. W drodze do Roberta zatrzymaliśmy się przy najlepszym w naszym mieście sklepie z alkoholami i kupiliśmy wino dla pani domu. Zabraliśmy oczywiście ze sobą naszą jedyną pociechę Julkę. Miałem nadzieję, że nie będzie się nudziła, gdyż Robert z żoną również wychowywali córeczkę w podobnym wieku. Przywitaliśmy się serdecznie i usiedliśmy do wspólnej kolacji. Nasze żony od razu przypadły sobie do gustu, w przeciwieństwie do dziewczynek. Pomimo naszych wysiłków nie mogły znaleźć wspólnych zainteresowań. Nastąpiła totalna klapa. Takiego obrotu sprawy nikt z nas się nie spodziewał  W końcu żona Roberta przyniosła do salonu ulubione puzzle ich córeczki „Jej wysokość Zosia” i poprosiła dziewczynki, by spróbowały złożyć je w całość. To był strzał     w dziesiątkę. Każda chciała udowodnić, że taka układanka to dla niej pestka. My w tym czasie mogliśmy dalej prowadzić naszą rozmowę. Okazało się, że żona Roberta ma w centrum handlowym własny butik z damskimi ciuszkami. Przyniosła katalog, z którego właśnie miała dokonać wyboru nowej kolekcji jesienno-zimowej. Moja Zośka była zachwycona, tym bardziej, że otrzymała kupon rabatowy na cały asortyment. My natomiast z Robertem wnikliwie analizowaliśmy ostatni problem naszej kłopotliwej linii produkcyjnej. Tak bardzo pochłonięci byliśmy dyskusją, że nawet nie zauważyliśmy, że nasze córeczki zaczęły się całkiem nieźle dogadywać. Ułożyły w całość puzzle „Jej wysokość Zosia’” i pobiegły do dziecinnego pokoju, wesoło podskakując. To była całkiem udana kolacja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz