wtorek, 19 lipca 2016

Przyjazd Weroniki


W końcu nadszedł długo wyczekiwany urlop i wakacje. Do przejścia na upragnioną emeryturę pozostało mi zaledwie dwa lata, albo aż dwa lata, bo czułem się coraz bardziej zmęczony pracą. Urlop miałem spędzić z moją dwunastoletnią wnuczką Weroniką. Nie mogłem się doczekać jej przyjazdu. Nie widujemy się zbyt często, ponieważ ja mieszkam na wybrzeżu, a ona                     z rodzicami w centrum Polski. Oczywiście zazwyczaj okres wakacyjny spędza       u nas. Mieszkam z żoną w małej nadmorskiej miejscowości. Do pięknej, piaszczystej plaży mamy zaledwie dziesięć minut drogi. Weronika przyjechała      z rodzicami późnym wieczorem. Pomimo zmęczenia kilkugodzinną podróżą długo jeszcze siedzieliśmy i rozmawialiśmy . Następnego dnia udaliśmy się oczywiście na spacer brzegiem morza. Pogoda dopisywała. To był udany dzień. W niedzielę  z samego rana córka z zięciem wyruszyli do domu, by                       w poniedziałek stawić się w pracy, a my zostaliśmy sami z Weroniką. Niestety, ku naszemu wielkiemu niezadowoleniu, pogoda spłatała nam figla                          i z planowanego plażowania musieliśmy zrezygnować. Po śniadaniu pojechaliśmy na zakupy. Przechodząc obok jednej z wystaw sklepowych Weroniki uwagę przykuły puzzle „ Baśniowa kraina-puzzle romantic”. Rzeczywiście miały wyjątkowo piękną szatę graficzną. Pomyślałem, że brzydki, pochmurny dzień można by spędzić na ich układaniu. Wszedłem do sklepu            i kupiłem układankę. Po powrocie do domu od razu wzięliśmy się za zabawę. Puzzle składały się aż z tysiąca elementów. Nie było więc prostą sprawą złożenie ich w całość. Podeszliśmy jednak do tematu bardzo poważnie                   i postanowiliśmy nie dać za wygraną. W międzyczasie podjadaliśmy świeżo upieczony przez babcię placek z truskawkami, który Weronika wprost uwielbia. Wieczorem wnuczka dołożyła ostatni element układanki. „Baśniowa kraina- puzzle romantic” w dość sporych wymiarach uroczyście prezentowały się na stole. Byliśmy z siebie naprawdę dumni. Postanowiliśmy to uczcić                           i zamówiliśmy pyszną pizzę. Zmęczeni pracochłonnym zadaniem poszliśmy spać. Następnego dnia nie było już śladu po ciężkich, ciemnych chmurach. Świeciło słońce i zapraszało nas na plażę. Na całe szczęście przez kolejne dwa tygodnie aura nam sprzyjała, więc harcy w morskich falach nie było końca. Niestety urlop minął o wiele za szybko, ale Weronika została u nas do końca wakacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz