piątek, 8 lipca 2016

Niedzielna wycieczka


W ubiegła niedzielę wybraliśmy się całą rodzinką na wycieczkę. Korzystając ze wspaniałej pogody postanowiliśmy tym razem czas wolny spędzić na łonie natury. Od wielu lat mamy swoje ulubione miejsce piknikowe, które zna bardzo niewiele osób. Szanse zatem na to, że będziemy mieli towarzystwo są naprawdę bardzo niewielkie. Od samego rana moja małżonka uwijała się           w kuchni, by przygotować kosz piknikowy, pełny smakowitości. Ja natomiast przygotowywałem swój zestaw wędkarski no i oczywiście zapakowałem podróżnego grilla, którego nie mogło przecież zabraknąć podczas tej wyprawy. Gdy wszystko było już dopięte na ostatni guzik, pojechaliśmy po córkę , zięcia      i wnuków. Jak przewidywałem musieliśmy na nich czekać dobre pół godziny.      W końcu wyruszyliśmy.  Do celu naszej podroży mieliśmy niespełna trzydzieści kilometrów. Gdy dotarliśmy na miejsce chłopcy radośnie wybiegli na łąkę pograć w piłkę. Żona z córką rozłożyła koce piknikowe , a ja  przygotowałem swój sprzęt wędkarski i usadowiłem się wygodnie na brzegiem rzeki. Pogoda rzeczywiście była wspaniała, nie za zimno nie za gorąco, w sam raz na odpoczynek na świeżym powietrzu. Po godzinie uganiania się za piłką chłopcy postanowili troszkę odpocząć. Ułożyli się wygodnie na kocach i wyciągnęli swoje ulubione karty Zootopia-Gra Piotruś. Ja zająłem się rozpalaniem grilla, bo nadeszła pora obiadowa i każdemu zaczęło burczeć w brzuchach. Z zadowoloną miną układałem na tackach kiełbaski, kaszaneczki i swój ulubiony karczek. Teraz trzeba była troszkę cierpliwości, żeby w końcu można było nasycić się pysznym jedzeniem. Usadowiłem się w wygodnym krześle turystycznym                               i z zaciekawieniem obserwowałem jak maluchy rozgrywają kolejną partyjkę. Karty Zootopia-Gra Piotruś kupili kiedyś na szkolnej wycieczce. Odtąd nie rozstawali się z nimi podczas wszelkich podróży i wyjazdów. W końcu  można było skosztować grillowanych pyszności. Córka zrobiła moja ulubioną suróweczkę. Jedzenie na świeżym powietrzu smakuje o niebo lepiej niż               w czterech ścianach. Po obiedzie nadszedł czas na błogie lenistwo. Udało mi złapać krótką drzemkę. W końcu nadszedł czas powrotu. Z żalem pakowaliśmy opustoszałe kosze piknikowe do samochodu, ale ta niedziela upłynęła mi wyjątkowo przyjemnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz