Kilka dni temu moi wychowankowie zaproponowali wspólne
wyjście do kina z
okazji pierwszego dnia wiosny. Początkowo byłem przeciwny temu pomysłowi, gdyż
ostatnio klasa troszkę się opuściła w zachowaniu i wynikach w nauce. Podczas
lekcji wychowawczej, najbardziej rozrabiającą grupa chłopców obiecała poprawę.
Pozostała część klasy natomiast zaproponowała, że będą mieć na oku łobuziaków.
Nie mogłem więc ukarać wszystkich wychowanków za to, że kilkoro z nich
narozrabiało. Po raz kolejny dałem się namówić. Wspólnie przejrzeliśmy
repertuar kina i wybór padł na najnowszą ekranizację przygód Piotrusia Pana.
Chłopcy troszke kręcili nosami, że są już za duzi na bajki, ale najbardziej
sprzeciwiali się tej propozycji ci, którzy właśnie najbardziej rozrabiali.
Postanowiliśmy z pozostałą częścią klasy, że za karę nie mają prawa głosu, co
do wyboru tego,co będziemy oglądać w kinie. W końcu odpuścili, ponieważ
postawiłem warunek albo idziemy na Piotrusia Pana albo zostajemy w szkole i
prowadzimy normalne lekcje. Okazało się, że wszystko jest lepsze niż siedzenie
na lekcjach. Kilka dni później staliśmy w kolejce po bilety. Z okazji
premiery filmu, przed wejściem do sali kinowej, pracownicy kina rozdawali maluchom upominki w postaci
znanej chyba wszystkim dzieciom gry karcianej Avengers gra Piotruś. Pomimo
tego, iż moi wychowankowie, byli uczniami klasy czwartej, a zatem mieli po
dziesięć i jedenaście lat, ucieszyli się
z podarunku i zadowoleni zajęli swoje miejsca. Ku mojemu zaskoczeniu,
podczas całego seansu, grupa moich klasowych łobuziaków zachowywała się
wyjątkowo grzecznie. Byłem z nich naprawdę dumny. Po wyjściu z kina,
pochwaliłem ich za zachowanie i poszliśmy cała klasą na pyszne lody. Moi
podopieczni, w pobliskiej kawiarence, przy stoliczkach ,w najlepsze grali w Avengers gra Piotruś. Było przy tym dużo
śmiechu i zabawy. Takie duże dzieciaki, a w tym momencie zachowywali się jak
przedszkolaki, choć wszystko w granicach
przyzwoitości. Zadowoleni wróciliśmy do szkoły. Dłuższy spacer sprawił, że
zgłodnieli i czym prędzej pobiegli na stołówkę, w obawie, czy wystarczy dla
nich dań obiadowych. Po posiłku, pożegnaliśmy się i dzieciaki wróciły do swoich domów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz