piątek, 28 kwietnia 2017

Wyjście do kina


Kilka dni temu moi wychowankowie zaproponowali wspólne wyjście do kina                     z okazji pierwszego dnia wiosny. Początkowo byłem przeciwny temu pomysłowi, gdyż ostatnio klasa troszkę się opuściła w zachowaniu i wynikach w nauce. Podczas lekcji wychowawczej, najbardziej rozrabiającą grupa chłopców obiecała poprawę. Pozostała część klasy natomiast zaproponowała, że będą mieć na oku łobuziaków. Nie mogłem więc ukarać wszystkich wychowanków za to, że kilkoro z nich narozrabiało. Po raz kolejny dałem się namówić. Wspólnie przejrzeliśmy repertuar kina i wybór padł na najnowszą ekranizację przygód Piotrusia Pana. Chłopcy troszke kręcili nosami, że są już za duzi na bajki, ale najbardziej sprzeciwiali się tej propozycji ci, którzy właśnie najbardziej rozrabiali. Postanowiliśmy z pozostałą częścią klasy, że za karę nie mają prawa głosu, co do wyboru tego,co będziemy oglądać w kinie. W końcu odpuścili, ponieważ postawiłem warunek albo idziemy na Piotrusia Pana albo zostajemy w szkole i prowadzimy normalne lekcje. Okazało się, że wszystko jest lepsze niż siedzenie na lekcjach. Kilka dni później staliśmy                    w kolejce po bilety. Z okazji premiery filmu, przed wejściem do sali kinowej, pracownicy  kina rozdawali maluchom upominki w postaci znanej chyba wszystkim dzieciom gry karcianej Avengers gra Piotruś. Pomimo tego, iż moi wychowankowie, byli uczniami klasy czwartej, a zatem mieli po dziesięć i jedenaście lat, ucieszyli się     z podarunku i zadowoleni zajęli swoje miejsca. Ku mojemu zaskoczeniu, podczas całego seansu, grupa moich klasowych łobuziaków zachowywała się wyjątkowo grzecznie. Byłem z nich naprawdę dumny. Po wyjściu z kina, pochwaliłem ich za zachowanie i poszliśmy cała klasą na pyszne lody. Moi podopieczni, w pobliskiej kawiarence, przy stoliczkach ,w  najlepsze grali w  Avengers gra Piotruś. Było przy tym dużo śmiechu i zabawy. Takie duże dzieciaki, a w tym momencie zachowywali się jak przedszkolaki, choć wszystko w  granicach przyzwoitości. Zadowoleni wróciliśmy do szkoły. Dłuższy spacer sprawił, że zgłodnieli i czym prędzej pobiegli na stołówkę, w obawie, czy wystarczy dla nich dań obiadowych. Po posiłku, pożegnaliśmy się  i dzieciaki wróciły do swoich domów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz