piątek, 19 czerwca 2015
Sobotnie grilowanie
W
ubiegłą sobotę zaproszony zostałem przez mojego starego znajomego Tadeusza na
grilla. Pogoda była wspaniała, więc skorzystałem z zaproszenia. Tadeusz
organizował ucztę na świeżo zakupionej działeczce rekreacyjnej, położonej niespełna
dziesięć minut drogi od miejsca mojego zamieszkania. Ogrody działkowe, na
których znajdowała się posesja Tadeusza przeżywały tego dnia oblężenie. Na całe
szczęście nie musiałem korzystać z samochodu, a ciężko była znaleźć wolne
miejsce parkingowe. Tadeusz przywitał mnie i zaprowadził na teren swojej
nowej posesji. Dużo zieleni, drzewa i
krzewy owocowe no i oczywiście piękna drewniane altana
z dużą werandą, na której przygotowany
został stół biesiadny wyglądały imponująco. Byłem pierwszym gościem. Zaraz po
mnie przyszli pozostali biesiadownicy i jak się okazało sami mężczyźni.
Postanowiliśmy zatem wykorzystać uroki spotkania w męskim towarzystwie i zagrać w lubianą przez nas wszystkich
grę towarzyską – szachy. Tadeusz specjalnie przygotował się do tego spotkania i
mieliśmy do dyspozycji aż cztery plansze. W sam raz dla ośmioosobowego składu. Bowiem
szachy to gra, w której udział
biorą dwie osoby. Rozgrywa się ją na planszy, zwanej szachownicą, na której
rozstawia się 32 bierki, po 16 dla każdego z graczy. Celem jest tu danie tzw.
mata, co oznacza usunięcie króla przeciwnika z dalszej rozgrywki, którego nie
można uniknąć. Ta gra towarzyska rzadko jednak kończy się matem. Gracze
zazwyczaj poddają się, gdyż uważają, że dalsza gra doprowadzi ich do
ostatecznej porażki. Ustawiliśmy w ogrodzie stoły , rozpaliliśmy grilla i
zasiedliśmy do zabawy. Niestety nasze plany pokrzyżowała pogoda. Zerwał się
bardzo silny wiatr i nadciągnęła ogromna, burzowa chmura. W pośpiechu zbieraliśmy
przygotowane wcześniej plansze szachowe i karkóweczki z grilla. Na
całe szczęście zdążyliśmy przed ulewą. Przenieśliśmy się do altanki i tam z
nieustającym zapałem przystąpiliśmy do rozgrywki. Nasza ulubiona gra towarzyska
tak bardzo nas pochłonęła, że zapomnieliśmy o tlącym się grillu i pieczonym
mięsie. Do domu wróciłem po północy, ale pomimo
środa, 17 czerwca 2015
Z wizytą u Anny
Anna
to moja najstarsza siostra. Mieszka wraz z
rodziną niedaleko Kołobrzegu. Kilka lat temu wybudowali dom o
powierzchni niemalże dwustu metrów. Parter zamieszkuje ona z mężem. Na
pierwszym piętrze mieszka jej córka z mężem i dwójką dzieci w wieku ośmiu i
dziesięciu lat, Julką i Martynką, zaś na poddaszu znajdują się dwa pokoje
gościnne z łazienką. W zeszły weekend , jak co roku, wybraliśmy się do niej z
rodziną w odwiedziny. Nie mogliśmy pojechać z pustymi rękoma, więc dla
każdego przygotowaliśmy drobny upominek. Dziewczynki uwielbiają układać puzzle,
więc dla nich kupiliśmy zestawy układanek. Gdy dotarliśmy na miejsce po
kilkugodzinnej podróży, Julka
z Martynką przywitały nas pyszną
szarlotką, którą obydwie wraz z mamą upiekły na tę okoliczność. Wręczyliśmy
dziewczynkom prezenty i zasiedliśmy do wspólnej kolacji. Ponieważ zakupione
przez nas puzzle składały się z tej samej ilości elementów dziewczynki
postanowiły rywalizować ze sobą , której pierwszej uda się złożyć całą
układankę. Zajęło im to prawie dwie godziny, więc mieliśmy czas z pozostałymi
członkami rodziny by podzielić się wydarzeniami
ostatniego roku. Jak się okazało moja siostra Anna po przejściu dwa miesiące
temu na zasłużoną emeryturę postanowiła zająć się malarstwem. Zawsze miała
talent do malowania, ale nigdy wcześniej nie próbowała malować na płótnie.
Pokazała nam swoje pierwsze prace i byłem mile
zaskoczony. Malowidła były naprawdę dobre. Po kolacji Julka z Martynką
zaprowadziły nas do swoich pokoi, by pokazać kolekcję swoich puzzli. Gdy
byliśmy rok temu, dziewczynki owszem lubiły tego typu układanki i miały może po
dziesięć zestawów, ale przez ten czas ich zasoby urosły do dość potężnych rozmiarów.
Julka najbardziej zainteresowana była układaniem puzzli ze zwierzętami , zaś
Martynka uwielbiała motywy z kwiatami. W pierwszej chwili pomyślałem, że zakupione przeze mnie puzzle z
księżniczkami z bajek to nie był jednak dobry pomysł, ale dziewczynki wyprzedziły
moje pytanie i z rozbrajającymi uśmiechami powiedziały : „ Nie martw się wujku
. Twoje puzzle też są śliczne i zajmą
honorowe miejsce wśród naszych kolekcji”. Odetchnąłem z ulgą, ale w przyszłym roku najpierw
zadzwonię do ich mamy spytać, czy aby
dziewczynki
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Dni Tomaszowa
W zeszłym tygodniu wybraliśmy się cała rodziną na
zorganizowane przez władze naszego miasta Dni Tomaszowa. Impreza rozpoczęła się
piątkowym popołudniem ,zaś finał przewidziano na późne godziny wieczorne w niedzielę. Pogoda
była wspaniała. Na Placu zebrały się tłumy. Wszystko dlatego, że tego typu
impreza ostatnio odbyła się w naszym mieście kilka lat temu. Za sprawą
nowo wybranych władz przywrócono wieloletnią tradycję. Dni Tomaszowa
rozpoczęto pokazem najmłodszych gwiazd estrady, tj. utalentowanego zespołu
tanecznego, wielokrotnie nagradzanego w
konkursach na terenie całej Polski. Tego wieczoru punktem kulminacyjnym okazał
się jednak koncert znanego młodzieżowego zespołu. Program imprezy był naprawdę
urozmaicony. Poza oczywiście występami scenicznymi odbywały się również drobne
atrakcje współtowarzyszące przeznaczone dla najmłodszej grupy mieszkańców
Tomaszowa., tzn. karuzele, zjeżdżalnie, pokazy szczudlarzy, stoiska z malowaniem twarzy i włosów oraz
wiele konkursów, w których można było zdobyć ciekawe nagrody. Ku mojemu
zaskoczeniu zorganizowany został również
turniej gier planszowych minionego pokolenia. Nie omieszkałem zatrzymać
się tam na dłuższą chwilę, by choć na chwilę powrócić wspomnieniami do lat
młodzieńczych. Chętnych do wzięcia udziału w rywalizacji było sporo.
Przeważała jednak grupa osób w wieku powyżej lat trzydziestu. Młodsi postawili jednak na rozgrywane niedaleko turnieje gier interaktywnych. Gry planszowe choć
wracają ponoć do łask są jeszcze daleko z tyłu za wszechobecną komputeryzacją, ale
mam nadzieję, że producenci tych gier będą potrafili w niezbyt odległej
przyszłości zjednać sobie rzeszę fanów w różnych kategoriach wiekowych. W każdym
razie zlokalizowana na uboczu sceny strefa gier planszowych cieszyła się
rosnącą popularnością . W strefie tej rozstawiono kilkanaście namiotów, pod
którym można było zagrać w inną grę, począwszy od tak popularnych jak Chińczyk,
Monopoly, Zbieranie Grzybów po troszkę nowocześniejsze jak Scrabble czy Gra o
tron. Pomysł był naprawdę rewelacyjny i niedrogi w
zorganizowaniu. Pod namiotami spędziłem niemalże cały wieczór. Zabawa była
wyśmienita, a ponieważ cała impreza trwała aż do niedzieli , w sobotę zabrałem
ze sobą do strefy gier planszowych swoje wnuki. Śmiechu było co niemiara, ale
bardzo im się podobało. Niestety w niedzielę cały
dzień lało, dopiero późnym wieczorem pogoda się poprawiła, więc wybraliśmy się
na ostatni punkt programu : pokaz sztucznych ogni.
czwartek, 11 czerwca 2015
Wesele
W
zeszłym miesiącu bawiłem się jako gość na weselu mojego bratanka Igora. Powiem
szczerze, że młoda para prezentowała się
tak cudownie, że gdyby nie to, że jestem mężczyzną niejeden raz łezka zakręciłaby mi się w oku, a poza tym sama zabawa na weselu
była wyśmienita. Wszystko dzięki rewelacyjnemu zespołowi i wodzirejowi, który sprawił,
że ta impreza na długi e lata pozostanie w pamięci niejednego gościa . Gry
towarzyskie to niemal nieodłączny element każdego wesela. Pozwalają one uniknąć
nudy i rutyny. Oczywiście zabawą wprowadzająca były oczepiny. To starodawny
zwyczaj podkreślający rozstanie się przez Młodych ze stanem panieńskim i
kawalerskim. Obrzędowi temu towarzyszą różne zabawy, konkursy i gry towarzyskie. Mnie osobiście podobała się gra
pod nazwą „poznajmy się”, choć w jej udziale powinny niewątpliwie brać udział
pary, które mają duże poczucie humoru i nie należą do typu zazdrośników. Gra
miała przede wszystkim za zadanie sprawdzić, czy nowożeńcy dobrze poznali się w
okresie narzeczeństwa. Po kolei Panna Młoda oraz Pan Młody rozpoznawali swoje
połówki po wymienionej części ciała. Na pierwszy ogień poszła Panna Młoda,
której zawiązano oczy. Panowie zaś razem z Panem Młodym zasiedli na przygotowanych
krzesełkach. Panna Młoda miała rozpoznać nowo upieczonego małżonka najpierw po
nosie, potem po udach, a na końcu po pośladkach. Śmiechu było co
niemiara. Potem przyszła kolej na Pana Młodego. I tutaj podobnie, mąż szukał
żony zmysłem dotyku najpierw po nosie, udach no i żeby podgrzać nieco atmosferę
na sali weselnej, po biuście. Na całe szczęście udało mu się odgadnąć, które
piersi należały do wybranki serca, w przeciwnym razie mogłoby się to źle
skończyć. Kolejną z gier towarzyskich, która wzbudziła największe emocje wśród
gości był tzw. „sznurek z ubrań”. Zabawa
polegała na spleceniu z ubrań gości jak najdłuższego sznurka. W tym celu
utworzono dwa zespoły, ustawione naprzeciw siebie w dość sporej odległości.
Uczestnicy gry musieli upleść sznur z ubrań
w jak najszybszym czasie. Wygrała natomiast drużyna, która jako pierwsza
dotarła do obozu przeciwnika. Oczywiście gier towarzyskich było o wiele więcej.
Na zakończenie każdej z nich zwycięzcy konkurencji otrzymywali nagrody,
zazwyczaj w postaci butelki wódki weselnej, bądź dodatkowej porcji tortu. Takie
zabawy mogą
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Targi zabawek
Niedawno miałem okazję uczestniczyć w zorganizowanych w Berlinie międzynarodowych targach zabawek.
Wizyta ta związana była z moją pracą zawodową . Od przeszło piętnastu lat
pracuję bowiem jako przedstawiciel handlowy znanego w Polsce producenta
zabawek. Pomimo upływu lat branża jaką się zajmuję nadal mnie fascynuje i
ciekawi. To niezwykle interesujące móc doświadczać i śledzić, w jaki sposób na
przestrzeni tych kilkunastu lat zmieniają się zabawki dla dzieci. Poza tym często również mam okazję
uczestniczyć w różnego
rodzaju imprezach okolicznościowych, organizowanych przez naszą firmą dla
najmłodszych odbiorców naszych produktów. Z wielką przyjemnością obserwuję
radosne twarze maluchów i jest to dla mnie kolejnym bodźcem motywującym do
efektywnej pracy. Wróćmy jednak do berlińskich targów, które wywarły na mnie i
moich bliskich współpracownikach
piorunujące wrażenie. Na powierzchni ponad 10 tysięcy metrów kwadratowych,
w pięciu halach wystawienniczych swoją ofertę zaprezentowało przeszło 300 firm
z takich krajów jak Wiela Brytania, Niemcy, Czechy, Litwa, Belgia, Holandia,
Hiszpania, Francja, Chiny no i oczywiście Polska . Oprócz innowacyjnych zabawek
na targach podziwiać można było również najnowocześniejsze modele wózków i
fotelików dziecięcych, jak również najmodniejsze wzory tekstyliów i odzieży.
Wśród debiutujących na targach firm znalazł się także między innymi niemiecki
producent zabawek drewnianych. Prezentowane przez niego produkty wzbudziły ogromne emocje wśród zwiedzających.
Mogliśmy tu bowiem podziwiać połączenie nowoczesnego wzornictwa i kolorystyki z
tradycyjnymi zabawkami minionego pokolenia. Nie zabrakło również
przedstawicieli producentów przeżywających na całym świecie renesans gier planszowych. Co więcej targi zabawek to
nie tylko stoiska wystawowe przedstawicieli branży dziecięcej. To również czas
spotkań merytorycznych. I tak tematem przewodnim stała się w tym roku
prezentacja niemieckiej specjalistki do spraw badań nad trendami w
rodzicielstwie dotycząca aspektów, którymi kierują się współcześni rodzice
podczas zakupów. Przedstawione zostały także najnowsze dane dotyczące
międzynarodowego rynku zabawek. Targi zakończyła uroczysta gala, podczas której
wręczono medale i wyróżnienia dla najlepszych produktów. Wystawę odwiedziło
według podanych informacji przeszło cztery tysiące zwiedzających z 33 krajów.
Takiej różnorodności w świecie zabawek jeszcze nie widziałem. Można było
podziwiać nie tylko bardzo nowoczesne i nowatorskie produkty, ale także
przeżywające swoją drugą młodość zabawki
w nowych odsłonach graficznych.
czwartek, 4 czerwca 2015
Spotkanie po latach
W ubiegły weekend zorganizowaliśmy z kolegą ze szkolnej ławy
spotkanie naszej klasy licealnej. Nie było to łatwe zadanie, bowiem wiele osób
imigrowało poza granice naszego miasta a nawet państwa, czy to w poszukiwaniu pracy czy też miłości, w
każdym razie lepszego życia. Ja natomiast, z wcześniej już wspomnianym kolegą
ze szkolnej ławy Edwardem, należałem do bardzo nielicznego grona ludzi na stałe
związanych z naszym miastem lat szkolnych. Zorganizowanie takiego spotkania
wymagało nie lada umiejętności organizacyjnych. W każdym bądź razie udało się i
miniony weekend należał do bardzo udanych. Pośród grona znalazł się również
Paweł, który jak tylko sięgnę pamięcią, uwielbiał układać puzzle. Jak się
okazało zamiłowanie do młodzieńczych układanek przerodziło się w pasję na całe
życie. Paweł był niezwykle spokojnym nastolatkiem, ale przy tym ciepłą i
towarzyską osobą . Nie było chyba w naszej klasie ucznia, który nie odwiedziłby
Pawła w jego tzw. Pracowni, w której znajdowały się piramidy pudełek z
puzzlami. Oczywiście wizyta u Pawła w domu nie obyła się bez zabawy
układankami. Było to całkiem ciekawe doświadczenie, aczkolwiek o wiele bardziej
ciągnęło mnie do psot, które zwykliśmy czynić z moją osiedlową ferajną. Podczas
spotkania klasowego Paweł zaprosił
pozostałych uczestników do odwiedzenia łódzkiej wystawy pod tytułem ”Moja pasja
- puzzle”, oczywiście autorstwa nikogo
innego, jak naszego klasowego pasjonata.
Okazja ku temu nadarzyła się już w najbliższy poniedziałek. Będąc przejazdem w
Łodzi postanowiłem sprawdzić jak wygląda tak mocno zachwalana przez Pawła
kolekcja. Gdy tylko przekroczyłem próg hali, w której miała miejsce wystawa,
oniemiałem ze zdumienia. Oczom moim ukazał się niesamowity widok. Na
przestrzeni kilkuset metrów umieszczone były w gablotach, złożone przez Pawła
puzzle. Od tych, które jak mi się wydaje miałem okazję oglądać w pracowni
kolegi ze szkolnej ławy w latach młodzieńczych po niezwykle skomplikowane i
wielotysięczne układanki świeżo stworzone. To było niezwykłe przeżycie.
wtorek, 2 czerwca 2015
Skrable
Zeszły weekend nie należał do tych leniwych, spokojnych dni
, spędzonych przed telewizorem.
Moje dorosłe już dzieci postanowiły wyjechać
wspólnie na kilka dni do Ustronia Morskiego, żeby odpocząć od trudów
codziennego dnia. My z żoną podjęliśmy się opieki nad najmłodszymi członkami naszej rodziny:
Dominikiem , Mikołajem i Piotrem. Chłopcy mają odpowiednio osiem, dziewięć i
dziesięć lat. Ze względu na porę roku, a mamy przecież piękną wiosnę,
zdecydowaliśmy spędzić te dni na naszej działce, położonej nad uroczym Jeziorem
Białym. Podróż tam zajmuje niespełna
trzydzieści minut. Po zrobieniu zapasów żywności, ruszyliśmy w drogę. Po
przyjeździe na miejsce, chłopcy pobiegli na łąkę, żeby pograć w piłkę. Nagle pogoda zmienił się nie do poznania.
Rozpętała się potężna burza. Na całe szczęście nikt nie ucierpiał. Jedynie chłopcy byli bardzo zawiedzeni. Moja żona jest jednak
osobą potrafiącą przewidzieć każdą chyba sytuację, nawet tą najbardziej
zaskakującą . Z szafy wyjęła grę planszową dla dzieci – Scrabble . Gra polega
na losowaniu płytek z literami i kolejnym układaniu z nim słów na planszy.
Słowa układane są w sposób przypominający krzyżówkę. Pierwsze słowo powinno
przechodzić przez środek planszy. Każdy kolejny wyraz musi wykorzystywać co
najmniej jedną literę znajdującą się już na planszy, zatem nowo układane wyrazy
bądź krzyżują się już z istniejącymi, bądź przedłużają je o kolejne litery.
Gracz, który nie może ułożyć kolejnego słowa, może albo spasować albo wymienić
litery. Ułożone słowa są punktowane, przy czym grę wygrywa ten, kto łącznie
zdobędzie większą liczbę punktów niż każdy z przeciwników. Gra w scrabble
pomaga ponoć w nauce języka polskiego,
ortografii, a nawet języków obcych czy matematyki. Ponadto uczy podejmowania
strategicznych decyzji, logicznego myślenia, radzenia sobie ze stresem, a także
zapamiętywania. Oczywiście oboje z żoną włączyliśmy się do zabawy. Mogę śmiało
powiedzieć, że to jedna z najlepszych gier planszowych dla dzieci, z jakimi
miałem do czynienia. Jest naprawdę rozwijająca. Chłopcy tak bardzo wciągnęli
się w zabawę, że nawet nie
zauważyli, gdy przestało grzmieć i wyszło słońce. Pierwszy odpadł Dominik,
ale wcale nie dlatego, że miał
najmniejszą ilość punktów. Po prostu ułożył się wygodnie w sofie i zasnął.
Następnego dnia pierwszym pytaniem, jakie chłopcy nam zadali było : „Gramy w
Scrabble ?”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)