Niedawno moja wnusia Martynka obchodziła swoje szóste
urodziny. Postanowiłem zatem uczcić ten dzień w sposób inny niż zazwyczaj i zaproponowałem jej
wspólny wypad do kina. Wybór filmu bądź bajki należał do niej. Przejrzeliśmy
razem repertuar na niedzielne popołudnie . Martynka zdecydowała, że obejrzymy
nowy film animowany produkcji Walta
Disneya „ Kraina Lodu”. Kupiliśmy bilety i wygodnie rozsiedliśmy się w loży
Sali kinowej. Film był świetny, a moja wnusia zachwycona. Opowiada on o tym jak
główna bohaterka Anna wyrusza w podróż, żeby odnaleźć siostrę Elsę, która
osiadając moc kontroli nad śniegiem i lodem sprowadza srogą zimę na swoje
królestwo. Anna ma zamiar położyć kres pogodowym anomaliom. Przeżywa
fascynujące przygody, poznaje ciekawe postacie. Mnie osobiście wycieczka po
Krainie Lodu upłynęła w bardzo sympatycznej
atmosferze . Miło było patrzeć, jak Martynka przeżywa przygody wraz z
bohaterami bajki. Po zakończonym seansie zabrałem wnuczkę do sklepu z
zabawkami, aby mogła wybrać sobie prezent. Nastawiłem się na kolejną lalkę, ale
Martynka mnie zaskoczyła . Poprosiła o puzzle Przyjaciele z Krainy Lodu.
Pomyślałem , że to genialny wybór, po pierwsze dlatego że będzie miała jakąś
pamiątkę ze wspólnie spędzonego dnia, a po drugie układanie puzzli to bardzo
rozwijające zajęcie . Po przyjeździe do domu, zjedliśmy kolację i usiedliśmy do
wspólnego układania .W trakcie zabawy, musiała oczywiście opowiedzieć rodzicom,
jak upłynął jej dzień i o czym była bajka. Pomimo zmęczenia, udało nam się
złożyć w całość układankę, a nie
należała ona do najłatwiejszych. Składała
się z stu części i była dość trudna. Z pomocą rodziców o dwóch godzinach
pracy, udało się skończyć zadanie. Poprosiłem Martynkę, aby nie ruszała puzzli
do następnego dnia. Rankiem zakupiłem antyramę i delikatnie przeniosłem efekty
naszej pracy pod szklaną osłonę. Przyjaciele z Krainy Lodu zostali uwiecznieni.
Martynka była zachwycona pomysłem. Poprosiła, aby wyjątkowy obrazek zawisł nad
jej łóżeczkiem i stwierdziła stanowczo ,że o był najlepszy prezent urodzinowy.
Byłem szczęśliwy.
środa, 12 sierpnia 2015
niedziela, 9 sierpnia 2015
Piknik nad jeziorem
W miniony weekend wybraliśmy się na rodzinny piknik w okolice
miejscowego jeziora. Pogoda była rewelacyjna. Tylko nasze dzieciaki nie były
tym pomysłem zachwycone. Przyzwyczajone do spędzania wolnego czasu przed
komputerem bardzo cierpiały, że tego dnia nie będą mogły korzystać z
dobrodziejstw internetu. Oczywiście z góry przewidziałem ich reakcję, więc
dzień wcześniej wybrałem się do sklepu z zabawkami i kupiłem grę planszową
Memos – Kraina Lodu, aby urozmaicić im ten dzień. Gdy rozłożyliśmy nasze koce piknikowe,
zaczęło się biadolenie, że im się nudzi, że nie ma żadnych rozrywek ani gier.
Tylko czekałem na ten moment i z uśmiechem na twarzy przyniosłem z samochodu wspomnianą
wcześniej grę. Początkowo wcale nie byli nią zainteresowani. Stwierdzili
bowiem, że gry planszowe dobre są staruszków a nie dla nich. Położyłem ją więc
na widoku i nie zwracając uwagi na ich narzekania, napawałem się pięknem
otaczającej mnie przyrody. Po pewnym czasie, Piotrek mój starszy syn, znużony
bezczynnością postanowił zajrzeć, co kryje w sobie zakupiona przeze mnie gra i
na czym polega. Udawałem oczywiście , że tego nie widzę. Poklepał młodszego
Adasia po ramieniu i
wspólnie zaczęli dyskutować nad zasadami gry, a były one banalne. Na 60
kartonikach znajdowało się 30 obrazków z postaciami z filmu Disneya „Kraina
Lodu”, które należało ze sobą połączyć w pary. Dla utrudnienia kartoniki
należało ułożyć obrazkami do dołu , odnajdując jak najwięcej par. Gra kończyła
się w momencie, gdy wszystkie pary zostały odnalezione. Tak, jak się
spodziewałem, chłopców pochłonęła rywalizacja . Nie obyło się również bez kilku
niegroźnych sprzeczek, kto oszukiwał a kto nie. Gdy wygrał Adaś, Piotruś na
chwilę się obraził, rzucając krótko, że musiał oszukiwać, bo przecież jest
starszy i to niemożliwe że młodszemu bratu udałoby się tyle zapamiętać. Muszę
przyznać, że Memos-Kraina Lodu, choć banalna, to gra ćwicząca przede wszystkim
pamięć wzrokową, koncentrację no i oczywiście spostrzegawczość. W sam raz dla
tak młodych umysłów.
czwartek, 6 sierpnia 2015
Moje własne przedszkole
Wczoraj wieczorem odwiedziły mnie moje córki i poprosiły o
pomoc w opiece nad dziećmi. Nie byłoby w tym nic strasznego , gdyby nie fakt,
że miałem się nimi zajmować cały tydzień, podczas gdy obie wraz z mężami wybiorą się na tygodniowy
wypad w góry. Odkąd pamiętam zawsze chcieli wspólnie odkrywać łańcuchy górskie
naszych pięknych Tatr, ale nigdy nie było ku temu okazji. Teraz kiedy dzieciaki
są już na tyle duże, mogą w końcu zrealizować swoje marzenia. Szkoda tylko, że
decyzję o wyjeździe podjęli w ostatniej chwili i właściwie postawili mnie
troszkę w sytuacji bez wyjścia. Kocham moje wnuki i bardzo lubię gdy mnie
odwiedzają, ale perspektywa spędzenia siedmiu dni w towarzystwie czterech
urwisów przyprawiała mnie o zawrót głowy .Oczywiście nie odmówiłem i z
uśmiechem na twarzy powiedziałem, że to żaden problem. Niestety problem był i
to spory. Byłem przerażony, że sobie nie poradzę. Moja żona właśnie wyjechała
do sanatorium, a tu taka niespodzianka. Całą noc rozmyślałem, jak mogę
dzieciakom zorganizować wolny czas. Były ferie zimowe. Z pewnością wybierzemy
się na sanki albo łyżwy, ale co dalej. Postanowiłem odwiedzić sklep z
zabawkami. Poprosiłem o pomoc właścicielkę sklepu. Zaproponowała grę „
Kalejdoskop 50 gier” wydawnictwa Trefl. Właściwie nie była to jedna gra, ale
rodzinny zestaw gier. Jak sama nazwa wskazywała składał się on z 50 gier. W
komplecie producent przewidział instrukcję i komplet akcesoriów do wspólnej
zabawy. Pomyślałem ,że to idealny pomysł na spędzenie długich zimowych
wieczorów w towarzystwie moich wnuków. Miałem nadzieję, że popularne gry takie
jak szachy, młynek, tryktrak i wiele
innych pozycji przypadną im do gustu i siedem dni upłynie zanim się obejrzę. Kupiłem
grę i pojechałem do marketu zrobić zapasy w lodówce. Zadowolony z zakupów
czekałem na przyjazd moich wnucząt. Pomyślałem sobie, że będę miał swoje własne
przedszkole. Teraz pozostawało tylko czekać na ich przyjazd. „ Kalejdoskop 50 gier ” miał być zatem moim asem w rękawie.
środa, 5 sierpnia 2015
Klub miłośników puzzli
Od kilku miesięcy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w naszym
niewielkim mieście działa Klub Miłośników Puzzli i cieszy się rosnącą
popularnością . Niedawno miałem okazję sprawdzić jak w rzeczywistości to
wszystko wygląda . Wybrałem się tam z moim ośmioletnim bratankiem Kamilem. W
obszernej Sali na półach zamiast książek leżały pudła z puzzlami. Pośrodku
znajdowały się stoły, przy których siedziały grupki dzieciaków układających
wybrane przez siebie historie obrazkowe. Spoczywające na półkach puzzle były
różnych formatów, rozmiarów, z przeróżnymi motywami. Nie zabrakło również
cieszących największym zainteresowaniem wśród starszych puzzli trójwymiarowych.
Warunkiem skorzystania z niecodziennej atrakcji było zapisanie się do Klubu Miłośników Puzzli oraz złożenie
deklaracji uczestniczenia w zajęciach co najmniej dwa razy w miesiącu. Kamil
poprosił mnie o pomoc w wypełnieniu formularza zgłoszenia i
deklaracji. Po dopełnieniu formalności przyszła pora wybrać odpowiednia
układankę i zasiąść do stołu. Wybór padł na Avengers – Puzzle Magic Decor.
Bratanek wyjaśnił mi na wstępie, że Avengers to drużyna bohaterów jednego z jego ulubionych filmów i
bajek, która stawia czoła bezwzględnemu wrogowi, żeby ochronić Ziemię przed
zagładą. W skład drużyny wchodzą Iron Man, Thor, Kapitan Ameryka, Hulk, Sokole
Oko i Czarna Wdowa, a każda z tych postaci posiada inną moc i umiejętności.
Puzzle składały się ze stu dwudziestu elementów. Pierwsza myśl, jaka przeszła
mi przez głowę, że we dwójkę będziemy układać te puzzle do rana, ale nagle do
naszego stolika podeszli dwaj chłopcy w wieku dziesięć i jedenaście lat i
spytali Kamila, co układa. Gdy w odpowiedzi usłyszeli, że Avengers – Puzzle
Magic Decor, uśmiechem na twarzy zaproponowali swoją pomoc. Okazało się, że to
ich ulubiona układanka, którą znają niemalże na pamięć . Wybawili mnie z
opresji. Z ich pomocą puzzle były złożone w całość po niemalże godzince, a
Kamilowi tak bardzo przypadli do gustu nowi koledzy, że umówił się z nimi na
kolejny dzień. Stwierdził, że następnym razem zabierze ze sobą swojego
starszego brata, żeby mu pokazać jak ciekawe może być wspólne składanie puzzli.
niedziela, 2 sierpnia 2015
Ferie zimowe
W czasie zorganizowanych przez naszą szkołę ferii zimowych,
jako opiekun grupy, miałem okazje pograć z dziećmi w grę planszową wydawnictwa
Trefl „ 5 sekund Junior”. Pogoda nie zachęcała do zimowych igraszek. Był
siarczysty mróz i silny wiatr. Jak to bywa w czasie takiego dyżuru, grupa była
łączona, to znaczy znalazły si e w niej dzieci z różnych klas 1-3. Postanowiłem
zatem pokazać dzieciakom, że gra planszowa potrafi być równie emocjonująca, co
gry komputerowe, a do tego uczy zdrowej rywalizacji. Chociaż gra „ 5 sekund
Junior” nie jest właściwie przeznaczona dla dużej ilości graczy, postanowiłem
wszystkich uczestników podzielić na dwie drużyny. Metoda ta sprawdziła się
znakomicie. W każdej drużynie wyznaczyłem kapitana, pilnującego porządku, by
każde dziecko mogło wziąć udział w grze i nie zostało pominięte. Rozgrywkę
rozpocząłem od ustawienia tzw. „gorącego krzesła”, na którym po kolie siadali
uczestnicy gry, aby odpowiadać na zadane im pytania. Zasady gry były bardzo
proste. Polegają one na tym, że każdy gracz ma w ciągu pięciu sekund
odpowiedzieć na zadane mu pytanie z karty gry. Żeby najmłodszym uczestnikom
ułatwić zadanie, pierwszoklasiści mieli podać dwie odpowiedzi, starsze dzieci
już trzy. Gra spodobała się dzieciakom, ale były momenty, że tym młodszym
trzeba było dać więcej czasu na
odpowiedź. Dzięki wprowadzonemu podziałowi na dwie drużyny , no i oczywiście
lekkiemu zmodyfikowaniu zasad gry, w rozgrywce wzięły udział niemalże wszyscy
podopieczni, z wyjątkiem najmłodszej dziewczynki, której nie mogliśmy żadnymi
namowami nakłonić do wspólnej zabawy. W grze jest ponad siedemset pytań, więc
szansa na powtórzenie któregoś z nich była praktycznie niemożliwa. Pytania były
oczywiście dostosowane wiekowo do poziomu wiedzy maluchów i poruszały różne
sfery . Dzięki temu gra pomimo tego ,że była czasochłonna i wiele osób brało w
niej udział nie stała się nudna. Z pewnością „ 5 sekund junior” to jedna z
fajniejszych propozycji przygotowanych przez wydawnictwo Trefl i mam nadzieję,
że przez długie lata będzie służyć moim podopiecznym.
poniedziałek, 6 lipca 2015
Z wizytą w przedszkolu
Niedawno miałem okazję odwiedzić przedszkole, do którego pierwszy rok uczęszcza moja wnusia Hania. Wizyta wiązała się z niebyle jaką uroczystością, a mianowicie obchodami Dnia Dziadka. Przedstawienie było wspaniałe, a Hania recytowała krótki wierszyk o miłości do dziadka. Gdybym był0 kobietą z pewnością nie powstrzymałbym łez. Po przedstawieniu pani oprowadziła nas po przedszkolu, a Hania pokazała swoje prace plastyczne. Byłem zaskoczony, gdy okazało się, że w ramach zajęć obowiązkowych, dzieci codziennie ukladają puzzle. Nie są to oczywiście skomplikowane układanki, ale adekwatne do ich wieku i zdolności manualnych. Pierwszy raz spotkałem się z tak oryginalnym pomysłem. Pani zaprezentowała niektóre z prac dzieci i opowiedziała na temat znaczenia tego typu zabaw w rozwoju maluchów. Nie zdawałem sobie sprawy, jak wiele zalet ma układanie puzzli. Przede wszystkim uczą one logicznie myśleć, pomagają rozwijać zdolności manualne i mobilizują dzieci do wytrwałości. Uczą także spostrzegawczości. Jak wspomniała pani nauczycielka, naukowcy udowodnili również, iż dzieci które często układają puzzle szybciej uczą się czytać i pisać. Dlatego też przedszkole, do którego uczęszcza Hania zostało objęte patronażowym programem naukowym. Raz na pół roku do placówki przyjeżdżają profesorzy z Uniwersytetu Jagiellońskiego
i studiują prace maluchów w poszczególnych grupach wiekowych, poczynając od maluchów do starszaków. Możliwe to jest dzięki temu, że każda układanka po jej ułożeniu zostaje utrwalona na sztywnym kartonie za pomocą kleju. Tu oczywiście z pomocą przychodzą dzieciom panie nauczycielki. Kolejnym etapem badań ma być obserwacja postępów dzieci w edukacji wczesno szkolne, tych uczęszczających do przedszkola objętego programem oraz z pozostałych placówek, które patronatem nie zostały objęte. Myślę, że to ciekawy pomysł, a do tego sądząc po piskach, jakie towarzyszyły Hani przy prezentowaniu mi swoich układanek, również świetna zabawa. Bardzo się ucieszyłem, gdy na zakończenie uroczystości panie wręczyły Dziadkom złożone i oprawione w ramki puzzle podopiecznych wraz ze wzruszającymi życzeniami z okazji Dnia Dziadka.
czwartek, 2 lipca 2015
Piknik z grami
W ubiegłą sobotę wybrałem się z rodziną na pierwszomajowy
piknik. Pogoda była doskonała, niezbyt gorąca, ale też ni za chłodno. W sam raz
na majowy wypad w plener. Zabraliśmy ze sobą siostrzenicę, Lidkę. Lidka ma
siedem lat i jest wyjątkowo
poukładaną dziewczynką. Opieka nad nią sprawia nam ogromną przyjemność.
Pojechaliśmy za miasto, na łąki. Rozłożyliśmy koce i nasze kosze piknikowe z
przygotowanym wcześniej jedzonkiem. Lidka zabrała ze sobą piłkę plażową i
badmingtona. Nie byłem z tego powodu za szczęśliwy, gdyż tego typu gry
towarzyskie wymagają ode mnie zbyt dużego wysiłku fizycznego. Kilka lat temu
przeszedłem bowiem ciężką operację serca, więc muszę bardzo uważać, żeby się
nie przemęczać. Pograłem troszkę z Lidką
w piłkę, ale badmingtona
musieliśmy sobie odpuścić. W zamian zaproponowałem jej grę w bierki, którymi
bawiłem się z moim synem, gdy był jeszcze dzieckiem. Lidka początkowo miała kwaśną
minę , bo cóż to za gra gra towarzyska, która składa się z kilku patyczków o
różnych końcach. Gdy wytłumaczyłem jej zasady gry i przystąpiliśmy do zabawy,
stwierdziła, że jednak miałem rację i gra jest naprawdę fajna. Spytała nawet ,
czy mógłbym ją jej podarować. Zgodziłem się oczywiści, bo u mnie w domu była
tylko wciąż przekładana z miejsca na miejsce , a jakoś nie miałem sumienia jej
wyrzucić. W końcu to pewien rodzaj
pamiątki.. A tak przynajmniej z domu ubędzie parę szpargałów, ale przynajmniej
przydadzą się dziecku. W zanadrzu miałem także inną grę towarzyską, a
mianowicie pchełki. To także była gra
mojego syna. Lidka była zachwycona, bo nie miała jeszcze okazji grać w takie
gry. Po dłuższym namyśle, spytała z rozbrajającym uśmiechem, czy jej podaruję także pchełki, bo wtedy mogłaby
pokazać je koleżankom w szkole i
zabierać ze sobą na wszystkie wycieczki, bo zajmują mało miejsca w plecaku. Z
pikniku wszyscy wróciliśmy zadowoleni, szczególnie moja mała siostrzenica.
Subskrybuj:
Posty (Atom)