W ubiegłą sobotę zorganizowaliśmy swojemu dziesięcioletniemu jedynakowi imprezę
urodzinową. Planowaliśmy ten dzień uczcić w jakiejś sali zabaw albo w pizzerii. Niestety nasz Igorek uparł się,
żeby przyjęcie odbyło się w domu. Nie byliśmy z żoną tym pomysłem zachwyceni. Mieliśmy
już jedno doświadczenie z
organizowaniem tego typu imprez właśnie w domu. Kilka lat temu Igor zaprosił
bodajże ośmiu najlepszych kolegów. Na całe szczęście byłem wtedy w podróży służbowej i nie miałem okazji
nadzorować tego przyjęcia , ale moja małżonka ponoć włosy z głowy sobie rwała.
Widziałem natomiast efekt końcowy tej imprezy, zrobiła bowiem zdjęcie i mi je
wysłała. Dom został przez te brzdące wywrócony do góry nogami. Wyglądało to tak
jakby tajfun przeszedł nie tylko przez pokój Igora, ale przez niemal całe
mieszkanie. Wtedy żona powiedziała sobie, nigdy więcej. I rzeczywiście przez
następne lata wszelkie przyjęcia organizowane były w specjalnie do tego celu
stworzonych salach zabaw. Dzieci mogły dać upust swoim emocjom, wyładować
ogromne pokłady energii, a mieszkanie pozostawało czyściutkie. W tym roku Igor
się uparł, żeby zorganizować domówkę. Od dwóch tygodni trwały zatem w naszym
domu negocjacje co do miejsca zorganizowania przyjęcia. W końcu żona uległa,
ale pod jednym warunkiem, że nie zostawię jej w tym dniu samej . Igor zaprosił
kolegów. Początkowo dzieciaki bawiły się całkiem spokojnie, o ile spokojną
zabawą można nazwać gry na konsoli z czujnikiem ruchu. Po pewnym czasie jednak
przyszło znużenie i chłopcy zaczęli
penetrować dom. Zawołałem wtedy chłopaków do salonu , położyłem na stole
specjalnie na tę okazję zakupioną grę „5 sekund Junior” i rozpoczęły się zawody, w których wygraną były
bilety do kina dla trzech osób. Dostałem je w pracy, więc postanowiłem
wykorzystać ten fant , gdy przyjdzie krytyczny moment imprezy. Chłopcy poddali
się emocjom, jakie niosła ze sobą rozgrywka. Rywalizacja była naprawdę zacięta.
W końcu gra „5 sekund Junior „ dobiegła końca, wyłoniliśmy zwycięzców i
podziękowaliśmy pozostałym uczestnikom gry za doskonałą zabawę, wręczając im drobne
nagrody pocieszenia. Tym razem przyjęcie urodzinowe nie zrujnowało naszego
mieszkania.
środa, 14 października 2015
poniedziałek, 12 października 2015
Farma
Niedawno wybraliśmy się z naszą wnuczką do rodziny w okolice
Mikołajek. Mieszka tam mój brat Staszek z żoną Lidką i trójką dzieci :
Mikołajem, Adamem i Olą. Mają ogromny dom i duże gospodarstwo. Zajmują się
głównie hodowlą bydła. Zawsze podziwiałem ich pracowitość i zaangażowanie.
Prowadzenie tak dużego gospodarstwa wymaga ogromnego wysiłku. Z pomocą
przychodzi im najstarszy syn Mikołaj. To bardzo odpowiedzialny młodzieniec. Od ostatniego razu, gdy byliśmy
u nich w gościnie minęło dwa lata. Nasza wnuczka Martynka skończyła w tym roku
sześć lat. Była więc już na tyle duża, by mogła wreszcie wybrać się z nami do
rodziny. Gdy dotarliśmy na miejsce był już wieczór. Lidka zaprowadziła nas do
naszych pokoi gościnnych na poddaszu i zaprosiła na pyszną kolację. Nie mogłem
uwierzyć, jak szybko dorastają dzieci. Mikołaj skończył niedawno siedemnaście
lat. Był już prawie dorosłym mężczyzną, wysokim i postawnym. Adam o dwa lata
młodszy niemal dorównywał mu wzrostem . Najmłodsza była Ola, która niedługo
będzie obchodziła swoje siódme urodziny. Nasza wnuczka Martynka nie odstępowała
jej na krok, a Ola dumnie opowiadała, co dzieje się u niej na wsi. Z samego
rana dziewczynki pobiegły na podwórze. Ola koniecznie chciała pokazać naszej
wnuczce króliki. Zapewne, gdyby Lidka nie zawołała ich na obiad, zupełnie
zapomniałyby ,że czasem też trzeba coś zjeść. Następnego dnia wybraliśmy się na
wycieczkę do Mikołajek. Zwiedzając miasteczko natrafiliśmy na sklep z
zabawkami. Martynka bardzo chciała kupić sobie jakąś pamiątkę , która będzie
jej przypominała o tym wyjeździe. Spośród niezliczonej ilości zabawek wybrała
puzzle „Farma”. Gdy wróciliśmy do rodzinnego domu Staszka poprosiła Olę, by
pomogła jej je ułożyć. Dziewczynki pobiegły do pokoju dziecięcego, a my
mieliśmy okazję wreszcie spokojnie porozmawiać. Po jakimś czasie do salonu
dumnie wkroczyła Ola z Martynką
niosąc ostrożnie ułożone w pudełku puzzle „Farma”. Były tak dumne, że same
potrafiły złożyć w całość, bez pomocy dorosłych układankę, że nie zauważyły
leżącego na dywanie psa i po paru sekundach puzzle razem z dziewczynkami również znalazły się na dywanie, a psiak
skomląc uciekł na podwórze. Wyglądało to tak komicznie, że nie mogliśmy
powstrzymać śmiechu. Z początku dziewczynki były strasznie złe, ale po chwili
roześmiały się głośno i
stwierdziły, że puzzle poczekają do jutra, bo trzeba nakarmić króliki. To był
wyjątkowo udany pobyt. Najbardziej z niego zadowolona była Martynka, choć przykro
jej było, że musi wracać do domu.
piątek, 9 października 2015
Sobota
To miała być zwykła sobota. Z samego rana wybrałem się
z moją szanowną małżonką na zakupy. Najpierw kupiliśmy świeże warzywa i owoce
na pobliskim ryneczku, a później wybraliśmy się do supermarketu, celem
uzupełnienia zapasów żywności. Tuż przy kasach wystawiono duże stoisko z grami
planszowymi w atrakcyjnych cenach znanej marki. Pomyślałem, że warto skorzystać
z okazji i kupiłem grę o nazwie „5 sekund” .Spodobał mi się opis gry, według którego jest to gra o
bardzo prostych i przejrzystych zasadach, a do tego wywołująca wiele
pozytywnych emocji. Postanowiłem zatem sprawdzić czy producent aby nie
przechwalił gry. Zaprosiłem więc naszych starych znajomych na małą partyjkę.
Pogoda była wyśmienita, więc postanowiliśmy spędzić ten wieczór w ogrodzie.
Małżonka upiekła pyszne ciasto ze śliwkami, a Mieczysław, mój przyjaciel przyniósł moją
ulubioną nalewkę z owoców leśnych własnej produkcji. Na dużym ogrodowym stole
rozłożyłem planszę gry „5 sekund” i przystąpiliśmy do zabawy. Rzeczywiście była
to doskonała rozrywka. Emocje towarzyszące zabawie były ogromne. Zasady gry są
niezwykle proste. Losuje się karteczki z pytaniem polegającym na wymienieniu
trzech rzeczy w czasie 5 sekund. Czas odmierza bardzo ciekawe urządzenie,
skonstruowane na podobieństwo klepsydry wydającej dźwięk, który dodaje uroku i
adrenaliny. Pytania są zróżnicowane, zaczynając od bardzo prostych jak na
przykład polegające na wymienieniu trzech rzeczy koloru żółtego po takie, które
wymagają dużej wiedzy. Są tu też pytania wymagające kreatywności oraz takie z
życia wzięte. Okazuje się w pewnym momencie gry, że osoby , które posiadają dużą
wiedzę książkową, odpadają na pytaniach wręcz banalnych. Gra posiada bardzo
proste zasady, ale okrojony czas pięciu sekund na udzielenie odpowiedzi, jak
również nietypowość pytania powoduje u każdego z graczy lekki stres. Gra „5 sekund” ma jeszcze jeden
dodatkowy atut, bowiem ilość pytań jest tak duża, że są naprawdę niewielkie
szanse na powtórzenie któregoś z nich. Naszą rozrywkę skończyliśmy w bardzo późnych godzinach wieczornych w
wyjątkowo dobrych nastrojach.
czwartek, 8 października 2015
Zguba
W ubiegłą sobotę wybraliśmy
się całą rodziną na organizowany przez naszego pracodawcę festyn
rodzinny z okazji zakończenia wakacji. Impreza zorganizowana została na obrzeżach naszego miasta. Atrakcji
było co niemiara. Darmowy poczęstunek przyciągał tłumy. Można było zjeść
zarówno dania z grilla jak i
tradycyjne dania polskie, takie jak żurek czy pierogi . Dla najmłodszych
przygotowano osobne stanowiska, na których serwowano popcorn, lody, hot-dogi
oraz pyszne naleśniki na słodko. Całej imprezie towarzyszyły zawody sportowe
dla starszych uczestników i mnóstwo atrakcji dla dzieciaków, typu wyścigi na
gokartach, dmuchane zjeżdżalnie, zamki, ścianki wspinaczkowe czy trampoliny.
Uwagę mojego siostrzeńca, którego zabrałem ze sobą, przykuły pokazy aikido. Zwolennicy
sztuk walki tłumnie zebrali się wokół
sportowców. W pewnym momencie pod naszymi nogami ujrzałem jakiś przedmiot .
Okazało się , że to ostatni trend mody – zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch.
Obejrzałem to cacko ze wszystkich stron. Prezentował się całkiem ciekawie.
Siostrzeniec objaśnił mi dokładnie, jakie posiada funkcje. To rewelacyjny
gadżet elektroniczny na rękę. Posiada wbudowany ekran dotykowy, aparat
fotograficzny, dyktafon oraz trzy super gry. Ma też możliwość podłączenia do
komputera . Umożliwia dzieciom zgrywanie zdjęć
i filmów oraz kreatywną zabawę. Tego wszystkiego dowiedziałem się od
siostrzeńca. W końcu nadeszła pora odszukania właściciela drogocennej zguby.
Właściwie nie było to trudne zadanie. Wystarczyło poprosić obsługę imprezy o
ogłoszenie komunikatu. Nie musieliśmy długo czekać. Po paru minutach z tłumu
wyłoniła się zapłakana twarzyczka chłopca. Podbiegł do nas i serdecznie
podziękował za odnalezienie jego
VTech-Kidizoom Smart Watch. Bardzo przeżył zgubę, gdyż był to świeżo
otrzymany, upragniony prezent urodzinowy. Mój siostrzeniec , sądząc po minie,
nie był zbyt zadowolony. Miał chyba nadzieję, że nikt nie zgłosi się po
zegarek. Jednak po chwili podszedł do nas tata chłopca. Pogratulował
siostrzeńcowi godnej naśladowania przygody i wyjął z kiszeni kupon rabatowy na
wszystkie gry komputerowe w jego sklepie. Cieszyłem się że ta historia miała
tak szczęśliwe zakończenie. W końcu
siostrzeniec dostał prawdziwą lekcję życia, zgodnie z zasadą, że uczciwość
zawsze popłaca.
poniedziałek, 5 października 2015
Wycieczka
Ostatnio wybrałem się z moim wnuczkiem do kina. Mieszkamy w
małym miasteczku w centrum Polski i nasze miejscowe kino bardzo odbiega od tych
wielkomiejskich, nowoczesnych i komfortowych dużych ekranów. Stąd też gdy tylko
mamy okazję robimy sobie wycieczkę do stolicy , by napawać się efektami
światowej kinematografii w ekskluzywnym wydaniu. Na wyprawę zabraliśmy ze sobą
również najlepszego kolegę mojego wnuczka. Przed wyjazdem przejrzeliśmy grany w
tym dniu repertuar . Były trzy pozycje godne uwagi. Chłopcy po długiej dyskusji
postanowili, że obejrzymy bajkę animowaną Produkcji Walta Disneya Przyjaciele z
Krainy Lodu. Dokonaliśmy internetowej rezerwacji biletów i wyruszyliśmy. Gdy
dotarliśmy na miejsce okazało się, że sala kinowa jest pełna. Film został
nagrodzony dwoma Oscarami , więc z ogromną ciekawością
czekaliśmy aż z dużego ekranu znikną męczące reklamy. Ekranizacja wzruszającej powieści
Andersena okazała się wspaniałą przygodą. Chłopcy początkowo kręcili nosem, że
to bajka o księżniczkach i raczej dla dziewczyn, ale podczas seansu stwierdzili,
że właściwie chłopcom też może się podobać. Po wyjściu z sali kinowej ,
mieszczącej się w ogromny centrum handlowym zaproponowałem, że byłoby miło
kupić jakiś drobiazg dla młodszej wnusi, która została w domu z powodu choroby.
Chłopcy przyjęli pomysł z
entuzjazmem i udaliśmy się do sklepu z zabawkami. Wybór nie był prosty. Zabawek
,gier, lalek było całe mnóstwo. W pewnym momencie mój wnuczek przybiegł do mnie
trzymając w ręku pudełko puzzli Przyjaciele z Krainy Lodu. Stwierdził, że skoro
siostra nie mogła jechać z nimi do kina, warto kupić jej coś, co choć troszkę
ją rozweseli. Po powrocie do domu wnuczek
z dumą wręczył siostrze upominek, pocałował ją w policzek i powiedział,
by się nie smuciła. Zostawiłem maluchów samych w pokoju i poszedłem do kuchni
uciąć sobie małą pogawędkę z córką. Zza
ściany słyszałem, jak wnuczek pomaga siostrze układać puzzle Przyjaciele z
Krainy Lodu, opowiadając jej przy tym całą fabułę bajki. Gdy skończyli wnusia
była bardzo szczęśliwa, że jej starszy brat o niej nie zapomniał i zrobił jej
ogromną niespodziankę.
Weekend w Zakopanem
Właśnie wróciliśmy ze znajomymi ze wspólnego wypadu do
Zakopanego. To była znakomita przygoda . Weekend w górach planowaliśmy od
jakichś dwóch miesięcy. Nie mogliśmy się zgrać, ponieważ okazywało się , że
albo mam szkolenie, albo Robert, mój znajomy pracuje, albo jego żona się
rozchorowała. Wszystko wskazywało na to, że wspólna wyprawa nie dojdzie do
skutku. Wreszcie kilka dni temu Robert wpadł do mnie na kawę i ku mojemu
zaskoczeniu wszyscy mieliśmy wolny weekend. Nie było czasu na rezerwację
kwatery. Z marszu, w piątek po pracy spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy wyruszyliśmy w drogę. Był majowy weekend.
Pogoda dopisywała. Gdy dotarliśmy na miejsce, był już późny wieczór. Pomimo
naszych obaw co do zakwaterowania, okazało się, że w pierwszym pensjonacie, do
którego trafiliśmy właśnie zwolniły się dwa dwuosobowe pokoje. Szczęście na
sprzyjało. Następnego dnia z rana ruszyliśmy w góry. Widoki zapierały dech w
piersiach. W połowie naszej wyprawy zatrzymaliśmy się na gorącą czekoladę w schronisku. Nagle
usłyszeliśmy grzmot. Podeszliśmy do okien, nadciągała burza. Nie było innego
wyjścia, jak zostać w środku i przeczekać nawałnicę. Mieliśmy nadzieję, że nie
potrwa to długo. Niestety szczęście nas opuściło. Gdy przestało się błyskać i
grzmieć, a wiatr przegonił czarne chmury, była już szarówka. Czystym
szaleństwem byłby w takich okolicznościach
powrót do naszego pensjonatu. Zadzwoniliśmy
więc do recepcji, by poinformować, że nie zjawimy się na noc. Nie było innego
wyjścia, jak zostać na noc w schronisku.
Burza zakłóciła sygnał radiowy i telewizyjny, więc wieczór nie zapowiadał się
zbyt optymistycznie. Na całe szczęście placówka dysponowała również grami
planszowymi. Wybraliśmy Kalejdoskop - 50
gier i udaliśmy się do naszego pokoju. Rozpoczęliśmy od partyjki szachów.
Robert jest doskonałym szachistą, więc
rozgrywka była bardzo krótka. Ku naszej uciesze Kalejdoskop 50 gier to zestaw
gier planszowych i każdy może znaleźć tu coś dla siebie. Takiego wieczoru dawno
nie pamiętam. Było wiele śmiechu, zabawy , ale i emocji związanych ze zdrową
rywalizacją.
piątek, 2 października 2015
Urodziny Marysi
W zeszłą sobotę zostałem zaproszony przez moją siostrę na
urodziny jej córki. Marysia, tak ma na imię moja chrześnica, właśnie skończyła
siedem lat. Od kiedy sięgnę pamięcią jej ulubionym zajęciem jest układanie
puzzli dla dzieci. Zakup prezentu dla Marysi nie jest wcale dużym wyzwaniem . Zazwyczaj bowiem idę po prostu do sklepu z zabawkami i
proszę o dowolny zestaw puzzli dla
dziewczynki. Nawet, jeżeli okazuje się, że zakupiona przeze mnie kolejna
układanka znajduje się już zbiorach małej
pasjonatki, nie stanowi to dla niej żadnego problemu. Zaprasza wtedy
swoją przyjaciółkę do wspólnej zabawy. Każda z nich ma wówczas ten sam zestaw
układanki i mogą rozpocząć zawody w ich
układaniu. Marysia jest bardzo energiczną i żywiołową siedmiolatką i tego typu
zajęcie nijak do niej nie pasuje. Dla mnie puzzle to nudne i bardzo
pracochłonne zajęcie. Jednak eksperci są zgodni co do znaczenia tego typu układanek w
rozwoju psychoruchowym dzieci. Należą one do kategorii gier umysłowych,
rozwijają pamięć, spostrzegawczość i umiejętność kojarzenia, są doskonałym
treningiem dla umysłu najmłodszych . Puzzle dla dzieci poprawiają koordynację
między rączką a okiem, ćwiczą wyobraźnię oraz wzrok dziecka. Moja siostra
twierdzi, że dzięki układankom Amelka ćwiczy koncentrację i co najważniejsze
cierpliwość, co przekłada się przede wszystkim na jej wyniki w szkole. Udałem się zatem do
pobliskiego sklepu z zabawkami, celem zakupu prezentu. Przy samym wejściu w
oczy rzucił mi się zestaw puzzli pod nazwą „Jej wysokość Zosia”. Starałem sobie
przypomnieć czy Marysia posiada już w swojej kolekcji takie puzzle. Niestety
nie było to łatwe zadanie. Postanowiłem zaryzykować . Impreza urodzinowa miała
rozpocząć się o godzinie 17.00. Jak na
złość nie chciał mi odpalić samochód. Byłem mocno spóźniony. Gdy dotarłem na miejsce Marysia wybiegła
mi na powitanie. Wręczyłem jej puzzle „ Jej wysokość Zosia” i czekałem na jej
reakcję. Rozbrajający uśmiech Marysi powiedział mi wszystko. To był strzał w
dziesiątkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)