poniedziałek, 12 października 2015

Farma


Niedawno wybraliśmy się z naszą wnuczką do rodziny w okolice Mikołajek. Mieszka tam mój brat Staszek z żoną Lidką i trójką dzieci : Mikołajem, Adamem i Olą. Mają ogromny dom i duże gospodarstwo. Zajmują się głównie hodowlą bydła. Zawsze podziwiałem ich pracowitość i zaangażowanie. Prowadzenie tak dużego gospodarstwa wymaga ogromnego wysiłku. Z pomocą przychodzi im najstarszy syn Mikołaj. To bardzo odpowiedzialny  młodzieniec. Od ostatniego razu, gdy byliśmy u nich w gościnie minęło dwa lata. Nasza wnuczka Martynka skończyła w tym roku sześć lat. Była więc już na tyle duża, by mogła wreszcie wybrać się z nami do rodziny. Gdy dotarliśmy na miejsce był już wieczór. Lidka zaprowadziła nas do naszych pokoi gościnnych na poddaszu i zaprosiła na pyszną kolację. Nie mogłem uwierzyć, jak szybko dorastają dzieci. Mikołaj skończył niedawno siedemnaście lat. Był już prawie dorosłym mężczyzną, wysokim i postawnym. Adam o dwa lata młodszy niemal dorównywał mu wzrostem . Najmłodsza była Ola, która niedługo będzie obchodziła swoje siódme urodziny. Nasza wnuczka Martynka nie odstępowała jej na krok, a Ola dumnie opowiadała, co dzieje się u niej na wsi. Z samego rana dziewczynki pobiegły na podwórze. Ola koniecznie chciała pokazać naszej wnuczce króliki. Zapewne, gdyby Lidka nie zawołała ich na obiad, zupełnie zapomniałyby ,że czasem też trzeba coś zjeść. Następnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do Mikołajek. Zwiedzając miasteczko natrafiliśmy na sklep z zabawkami. Martynka bardzo chciała kupić sobie jakąś pamiątkę , która będzie jej przypominała o tym wyjeździe. Spośród niezliczonej ilości zabawek wybrała puzzle „Farma”. Gdy wróciliśmy do rodzinnego domu Staszka poprosiła Olę, by pomogła jej je ułożyć. Dziewczynki pobiegły do pokoju dziecięcego, a my mieliśmy okazję wreszcie spokojnie porozmawiać. Po jakimś czasie do salonu dumnie wkroczyła Ola           z Martynką niosąc ostrożnie ułożone w pudełku puzzle „Farma”. Były tak dumne, że same potrafiły złożyć w całość, bez pomocy dorosłych układankę, że nie zauważyły leżącego na dywanie psa i po paru sekundach puzzle razem             z dziewczynkami  również znalazły się na dywanie, a psiak skomląc uciekł na podwórze. Wyglądało to tak komicznie, że nie mogliśmy powstrzymać śmiechu. Z początku dziewczynki były strasznie złe, ale po chwili roześmiały się głośno        i stwierdziły, że puzzle poczekają do jutra, bo trzeba nakarmić króliki. To był wyjątkowo udany pobyt. Najbardziej z niego zadowolona była Martynka, choć przykro jej było, że musi wracać do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz