Niedawno wybraliśmy się z naszą wnuczką do rodziny w okolice
Mikołajek. Mieszka tam mój brat Staszek z żoną Lidką i trójką dzieci :
Mikołajem, Adamem i Olą. Mają ogromny dom i duże gospodarstwo. Zajmują się
głównie hodowlą bydła. Zawsze podziwiałem ich pracowitość i zaangażowanie.
Prowadzenie tak dużego gospodarstwa wymaga ogromnego wysiłku. Z pomocą
przychodzi im najstarszy syn Mikołaj. To bardzo odpowiedzialny młodzieniec. Od ostatniego razu, gdy byliśmy
u nich w gościnie minęło dwa lata. Nasza wnuczka Martynka skończyła w tym roku
sześć lat. Była więc już na tyle duża, by mogła wreszcie wybrać się z nami do
rodziny. Gdy dotarliśmy na miejsce był już wieczór. Lidka zaprowadziła nas do
naszych pokoi gościnnych na poddaszu i zaprosiła na pyszną kolację. Nie mogłem
uwierzyć, jak szybko dorastają dzieci. Mikołaj skończył niedawno siedemnaście
lat. Był już prawie dorosłym mężczyzną, wysokim i postawnym. Adam o dwa lata
młodszy niemal dorównywał mu wzrostem . Najmłodsza była Ola, która niedługo
będzie obchodziła swoje siódme urodziny. Nasza wnuczka Martynka nie odstępowała
jej na krok, a Ola dumnie opowiadała, co dzieje się u niej na wsi. Z samego
rana dziewczynki pobiegły na podwórze. Ola koniecznie chciała pokazać naszej
wnuczce króliki. Zapewne, gdyby Lidka nie zawołała ich na obiad, zupełnie
zapomniałyby ,że czasem też trzeba coś zjeść. Następnego dnia wybraliśmy się na
wycieczkę do Mikołajek. Zwiedzając miasteczko natrafiliśmy na sklep z
zabawkami. Martynka bardzo chciała kupić sobie jakąś pamiątkę , która będzie
jej przypominała o tym wyjeździe. Spośród niezliczonej ilości zabawek wybrała
puzzle „Farma”. Gdy wróciliśmy do rodzinnego domu Staszka poprosiła Olę, by
pomogła jej je ułożyć. Dziewczynki pobiegły do pokoju dziecięcego, a my
mieliśmy okazję wreszcie spokojnie porozmawiać. Po jakimś czasie do salonu
dumnie wkroczyła Ola z Martynką
niosąc ostrożnie ułożone w pudełku puzzle „Farma”. Były tak dumne, że same
potrafiły złożyć w całość, bez pomocy dorosłych układankę, że nie zauważyły
leżącego na dywanie psa i po paru sekundach puzzle razem z dziewczynkami również znalazły się na dywanie, a psiak
skomląc uciekł na podwórze. Wyglądało to tak komicznie, że nie mogliśmy
powstrzymać śmiechu. Z początku dziewczynki były strasznie złe, ale po chwili
roześmiały się głośno i
stwierdziły, że puzzle poczekają do jutra, bo trzeba nakarmić króliki. To był
wyjątkowo udany pobyt. Najbardziej z niego zadowolona była Martynka, choć przykro
jej było, że musi wracać do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz