poniedziałek, 15 lutego 2016

Znowu ferie


Jak co roku okres ferii zimowych to dla mnie i mojej małżonki nie lada wyzwanie. Przyjeżdżają do nas wnuki, ponieważ rodzice pracują i nie są              w stanie zapewnić im opieki na całe dwa tygodnie. Poza tym my mieszkamy na południu Polski, w malowniczo położonej wiosce u podnóża gór. Pobyt dzieciaków u nas jest zatem idealnym rozwiązaniem na tę okoliczność. Oczywiście bardzo cieszymy się z ich odwiedzin, choć zapewnienie atrakcji dwóm dziewięcioletnim chłopcom wymaga od nas dużej organizacji i sporej tężyzny fizycznej.  Na całe szczęście pogoda w tym roku dopisuje. Spadło sporo puszystego śniegu, więc od kilku dni przygotowuję plan zajęć, tak aby dzieciaki miały sporo frajdy. Odkurzyłem sanki i narty, a na wszelki wypadek gdyby warunki atmosferyczne nie sprzyjały szaleństwom na śniegu kupiłem dość ciekawą grę „ 5 sekund junior”. Mam więc nadzieję, że chłopcom  nie będzie dokuczać nuda. Małżonka natomiast od wczoraj przygotowuje w kuchni rożne domowe wypieki. Można by pomyśleć, że mamy w domu małą powtórkę Świąt Bożego Narodzenia. Od czasu do czasu zaglądałem do kuchni i skubałem troszkę pyszności, ale nie obyło się to bez reprymendy ze strony żony. Chłopcy uwielbiają babcine pierogi i makowca, ja zresztą także. Wieczorem usiadłem     w salonie i postanowiłem sprawdzić, czy zakupiona przeze mnie gra „ 5 sekund junior” rzeczywiście jest tak ciekawa, jak twierdził sprzedawca w sklepie z zabawkami. Poprosiłem żonę , żeby ze mną zagrała, bo samemu jest to raczej zadanie nierealne. Kręciła nosem dłuższą chwilę, że znów wymyślam jakieś głupoty, ale w końcu dała się namówić. Przyniosła gorącą czekoladę, którą wprost uwielbiam i zaczęliśmy grę. Rzeczywiście była rewelacyjna i mieliśmy przy tym sporo zabawy. Teraz wszystko było już dopięte na ostatni guzik . Pozostawało więc czekać na przyjazd wnuczków. Z samego rana, zgodnie             z wcześniejszymi ustaleniami, poszedłem do sąsiada i razem udaliśmy się saniami  odebrać chłopców ze stacji kolejowej. To miał być początek ich nowej przygody.

piątek, 12 lutego 2016

Kazimierz


Kilka tygodni temu wybraliśmy się ze znajomymi do Kazimierz Dolnego. Wspólny wypad planowaliśmy od dawna, ale zawsze coś komuś wypadało            i nigdy nie mogliśmy się zgrać. Ten wyjazd można spokojnie zaliczyć do jednego z najlepszych. Po prostu któregoś dnia wróciłem zmęczony po pracy do domu     i stwierdziłem, że chyba czas najwyższy odpocząć od ciągłej gonitwy.                  W czwartek oświadczyłem małżonce, że ma nas spakować na kilka dni, bo wyjeżdżamy następnego dnia po  pracy. Wyrazu jej twarzy chyba nigdy nie zapomnę. Zaniemówiła, a jej oczy stały się nadzwyczaj ogromne. W  pierwszej chwili jak sądzę pomyślała, że postradałem zmysły, ale po jakimś kwadransie dotarło do niej, że ja mówię całkiem serio. Zadzwoniłem do znajomych, choć nie spodziewałem się ochów i achów. Ku mojemu zaskoczeniu Irek stwierdził, że jadą z nami. Chyba miałem taki sam wyraz twarzy, jak moja małżonka kilka godzin wcześniej. W każdym razie do Kazimierza dotarliśmy około godziny dziewiętnastej. Nie mieliśmy zarezerwowanej kwatery, więc jej znalezienie zajęło nam trochę czasu, ale się udało. Następnego dnia, po śniadaniu zwiedzaliśmy to urocze miasteczko. Największe wrażenie zrobiła nam mnie wystawa narzędzi średniowiecznych tortur. Zmęczeni całym dniem odkrywania uroków Kazimierza wróciliśmy do naszej kwatery. W planach mieliśmy grilla, jednak niespodziewanie pogoda popsuła nam szyki. Zaczęło padać. Wróciliśmy do pokoi. W pewnym momencie pod łóżkiem zauważyłem jakieś pudło. Okazało się, że jest to gra towarzyska o nazwie „ 5 sekund”. Najprawdopodobniej zostawili ją poprzedni goście. Postanowiliśmy w nią zagrać, bo właściwie nie mieliśmy innego pomysłu na spędzenie wieczoru. Gra okazała się świetną zabawą. Graliśmy w nią do późnych godzin nocnych. Następnego ranka do drzwi zapukała właścicielka pensjonatu i spytała, czy nie znaleźliśmy w pokoju gry „5 sekund”, bo jej córce gdzieś się zapodziała. Z ciężkim sercem przyznaliśmy, że znaleźliśmy takową pod łóżkiem i pozwoliliśmy sobie w nią pograć. Właścicielka uśmiechnęła się i  podziękowała za uczciwość.

środa, 10 lutego 2016

Urodziny bratanicy


Na początku stycznia moja bratanica Emilka obchodziła swoje siódme urodziny. Już podczas wigilii zostałem uroczyście zaproszony na małe przyjęcie z tej okazji. Prezent urodzinowy pomogła mi wybrać moja córka, ponieważ miałem słabą orientację czym obecnie interesuje się bratanica. Razem pojechaliśmy do sklepu z zabawkami. Wybór padł na „ Craft Castle- Królewski Zamek Anny             i Elsy”.  Później dopiero dowiedziałem się , że to bohaterki ostatniego filmu animowanego „ Przyjaciele z Krainy Lodu”, którym Emilka od pewnego czasu jest zachwycona. Przyjęcie odbyło się w wynajętej sali zabaw, która znajdowała się w centrum miasta. Obok pomieszczenia, w którym zastawiono pysznościami stół dla najbliższych przyjaciółek bratanicy, znajdowała się niewielka salka, do której poproszono członków rodziny. To było doskonałe rozwiązanie, ponieważ dzieciaki czuły się niemal  jak dorośli, a dorośli uczestnicy przyjęcia mogli spokojnie porozmawiać z dala od zgiełku i hałasu. Przy wejściu każdy z gości dostał czapeczkę urodzinową. Dzieci wyglądały uroczo, a my troszkę śmiesznie. Nadszedł czas na wręczanie upominków. Emilka była zachwycona moim prezentem. Poprosiła resztę koleżanek o pomoc przy składaniu imponującej budowli „ Craft Castle- Królewski Zamek Anny i Elsy”. Mnie osobiście również bardzo spodobała się zabawka, którą pomogła mi wybrać  moja córka. Wspólnie z bratem, gdy przy naszym stole zaczęto poruszać typowo damskie tematy, postanowiliśmy pobawić się w fotografów i uwiecznić jedyne siódme urodziny jego córki. Niebawem wniesiono okazały  tort, pośrodku którego stały dwie figurki przedstawiające bajkowe postacie Annę i Elsę. Był nie tylko śliczny, ale i bardzo smaczny. Emilka była zachwycona. Kolejnym punktem przyjęcia urodzinowego było karaoke dla najmłodszych. Dziewczynki przebrały się  za swoich ulubionych muzyków i rozpoczęła się zabawa. Było przy tym dużo śmiechu, ale nie zabrakło drobnych upominków dla wszystkich uczestników muzycznego show. Przyjęcie zakończyło się w dość późnych godzinach wieczornych, ale przyjaciółki Emilki były bardzo z niego zadowolone. Stwierdziły nawet, że to najlepsze urodziny, na których do tej pory były.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Mała Nikola


Dwa dni temu udałem się do hurtowni zabawek po prezent urodzinowy dla mojej chrześnicy Martynki. Kiedy wszedłem do środka nie wiedziałem co mam wybrać . Przeglądałem półki, na których znajdowały się, a to puzzle , a to zabawki. Po chwili w rogu ogromnej sali ujrzałem wielkiego, białego misia. Stwierdziłem, że będzie on idealnym prezentem. Kiedy dotarłem do niego            i spojrzałem na cenę stwierdziłem, że nie mieści się ona niestety w moim budżecie. Zastanawiałem się , co mam zrobić, więc po chwili namysłu sięgnąłem po dużo mniejszego misia. Musiałem w takim razie dokupić coś do niego tylko nie miałem pojęcia co to mogłoby być . Nagle podbiegła do mnie mała dziewczynka, która przyszła z mamą wybrać sobie zabawkę. Uśmiechnęła się  na widok dużego miśka. Stwierdziła ,że dużo lepszy jest ten większy . Zaśmiałem się i powiedziałem ,że ma rację, ale jest także dużo droższy. Dziewczynka miała na imię Nikola i bardzo chciała pomóc mi wybrać dodatkowy prezent dla Martynki . Powiedziała, że zna się na zabawkach jak nikt inny              i zaprowadziła mnie do działu z lalkami. Przeglądała każdą półkę, dokładnie oglądała każdą zabawkę ,ale żadna jej się nie podobała. Poszliśmy ,więc do działu z grami. Kiedy przeglądałem puzzle , Nikola zawołała mnie i powiedziała, że znalazła idealny prezent dla siebie i mojej Martynki . Zaśmiałem się ,a ona pokazała mi grę planszową „Memos-Kraina Lodu”.  Jej mama stojąca obok także zaczęła się śmiać razem ze mną, kiedy to dziewczynka zaczęła opowiadać historię bohaterów z tej oto bajki. Widać było, że bardzo ją lubiła, więc stwierdziłem, że i mojej chrześnicy powinna się spodobać . Podziękowałem bardzo małej Nikoli za pomoc i udałem się do kasy. Stojąc w kolejce oglądałem grę, która nie dość, że ćwiczyła pamięć wzrokową, koncentrację oraz spostrzegawczość u dzieci, to na dodatek gwarantowała świetną zabawę.”Memos – Kraina Lodu” wydawała się być wprost idealna dla Martynki .Kiedy wróciłem do domu , bardzo cieszyłem się, iż dzięki Nikoli udało mi się dokonać zakupu wspaniałego prezentu i wiem, że gdyby nie ona, to nie udałoby mi się wyborać odpowiedniego upominku.

piątek, 5 lutego 2016

Awaria


Podczas ferii zimowych wybrałem się ze znajomymi w góry. Wyjechaliśmy późnym południem, a na miejsce mieliśmy dotrzeć dopiero rano . Czekała nas długa podróż. Kiedy przejeżdżaliśmy przez las, który zdawał się nie mieć końca zepsuło się nam auto. Nie mogliśmy go uruchomić mimo wielu starań. Dodatkowo nie było tam zasięgu, co utrudniało nam wszystko. Po paru godzinach zaczęło się ściemniać ,a kilka aut mijających nas nawet się nie zatrzymało. Nie mieliśmy pojęcia co mamy zrobić. Wpadliśmy więc na pomysł, aby poszukać jakiegoś domu ,z którego moglibyśmy zadzwonić po pomoc. Było już bardzo ciemno ,a my nadal szukaliśmy. Kiedy zaczęliśmy tracić nadzieję,        w oddali zauważyliśmy światło i udaliśmy się tam. Nie było to za blisko, a my byliśmy już strasznie przemarznięci. W końcu byliśmy na miejscu. Zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła nam kobieta z dzieckiem na rękach. Kiedy wytłumaczyliśmy jej oraz jej mężowi całą sytuację, zaproponowali nam żebyśmy zostali na noc, ponieważ była już bardzo późna godzina. Nie chcieliśmy się narzucać, lecz nie mieliśmy wyboru, ponieważ gdybyśmy spali na zewnątrz zamarzlibyśmy do szpiku kości. Rodzina była przemiła , pościelili nam łóżka w pokoju gościnnym oraz w salonie i zaprosili na kolację. Po jakimś czasie ich córeczka przyniosła grę „Kalejdoskop 50 gier” i położyła ją na stole . Poprosiła wszystkich, aby zagrali. Nie mieliśmy nic innego do zrobienia, a więc nie mieliśmy także nic przeciwko. W grze „Kalejdoskop 50 gier” można było wybierać od klasycznych gier planszowych takich jak Warcaby, Szachy, Młynek, aż po gry karciane. Postanowiliśmy, że każdy wybierze jedną grę, która mu się najbardziej podoba     i zaczęliśmy zabawę. Granie pochłonęło wszystkich i zanim się obejrzeliśmy było już po dwunastej w nocy. Kiedy każdy był już zmęczony, postanowiliśmy zakończyć rozgrywki i położyliśmy się spać. Rano po wspólnym śniadaniu skorzystaliśmy z telefonu i zadzwoniliśmy po pomoc drogową, która miała się niebawem zjawić. Podziękowaliśmy wszystkim, pożegnaliśmy się i wyruszyliśmy do naszego auta, które stało na poboczu drogi . Muszę powiedzieć, że mimo przeciwności losu , było to niesamowite przeżycie.

środa, 3 lutego 2016

Pobyt w Wiśle


W ubiegłym roku wyjechaliśmy z cała rodziną na ferie zimowe do Wisły. Zakwaterowaliśmy się w pięknym pensjonacie. Każdy pokój wyposażony był       w łazienkę, mały aneks kuchenny, telewizor. Widać było, że właściciele dbają       o wygodę gości. Świeżo wyremontowane pokoje, czysta pościel i ręczniki. Rozpakowaliśmy walizki i ucięliśmy sobie mała drzemkę po długiej podroży. Tylko nasze wnuki Filip i Ola wcale nie miały zamiaru leniuchować, ale żeby nam nie przeszkadzać wyciągnęli z bagażu swoją ulubioną grę „ Memos – Kraina Lodu” i po cichutku się bawili. Gdy nabraliśmy więcej siły postanowiliśmy udać się na spacer po malowniczej Wiśle. Pogoda nam dopisywała. Było słonecznie, aczkolwiek mroźno. Najważniejszym punktem naszej wycieczki była słynna skocznia imienia Adama Małysza. Widok zeń był przepiękny. Stoki gór pokrywała puchowa śnieżna pierzynka. Zrobiliśmy kilka fajnych zdjęć i udaliśmy się na obiad do pobliskiej restauracji. W drodze powrotnej do pensjonatu zaczął sypać drobny śnieg. Troszkę się ociepliło. Wieczorem, ku uciesze dzieciaków, za oknem było już biało. Postanowiliśmy następnego dnia z samego rana, wybrać się na sanki. Pensjonat, w którym się zatrzymaliśmy miał do dyspozycji gości całkiem spory asortyment sprzętu zimowego. Dzieciaki, pomimo zmęczenia, nie miały zamiaru kłaść się spać. Z trudem zagoniliśmy je do łóżek, a my przenieśliśmy się do pokoju obok, by móc w spokoju porozmawiać. Nagle zza ściany dobiegł mnie cichy chichot. Zajrzałem do dzieci. Okazało się, że przy świetle latarki, pod kołdrą  w najlepsze grały w „Memos-Kraina Lodu”. Gdy odkryłem ich podstęp troszkę się wystraszyły, ale w końcu udało mi się im przetłumaczyć, jak ważny jest wypoczynek i sen, bo bez niego nie będą miały siły na zaplanowane śniegowe harce. Podziałało i już za niespełna pół godzinki słodko spały w swoich łóżkach. Następnego dnia śniegu napadało dobre dwadzieścia centymetrów. Pogoda nam sprzyjała. Zjedliśmy śniadanie, przyodzialiśmy cieple ubrania i ruszyliśmy po sprzęt zimowy. To był bardzo fajny dzień. Wieczorem dzieciaki były tak zmęczone, że już nie musiałem wyganiać ich do snu. Pobyt w Wiśle należał do jednych z bardziej udanych i mam nadzieję, że tegoroczne ferie będą równie ciekawe i wesołe.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Spotkanie karnawałowe


Niedawno z żoną zostaliśmy zaproszeni do znajomych na małą imprezkę karnawałową. Tomek i Mirka mieszkają w niewielkim domku na obrzeżach naszego miasta. Tam też zazwyczaj organizujemy wszelkie spotkania, ponieważ większość z nas, a mam na myśli naszą starą paczkę, mieszka w blokach, więc imprezy z głośną muzyką i tańcami w otoczeniu wszechobecnych i wścibskich sąsiadów odpadają. Żeby nie nadwyrężać zbytnio kieszeni gospodarzy, każdy       z nas przynosi ze sobą coś do jedzenia. Oczywiście najpierw wszyscy uzgadniamy ze sobą, co i kto ma kupić bądź przyrządzić. My zazwyczaj jesteśmy zobowiązani do dostarczenia słodkości, ponieważ żona piecze przepyszne ciasta. Co do tego wszyscy są zgodni. Urozmaiceniem spotkania miała być maskarada, a każdego kto spróbuje nie włożyć maski, mieliśmy poczęstować wiadrem zimnej wody. Na całe szczęście nie było chętnych do kąpieli. Umówiliśmy się w sobotę o godzinie osiemnastej. Zabrałem ze sobą grę „  5 sekund”, która od pewnego czasu jest obowiązkowym punktem naszych spotkań. Wszyscy przybyli mieli na twarzach genialne maski. Zauroczył mnie wystrój salonu, w którym organizowane  są nasze imprezki. Mirka włożyła           w niego dużo pracy i fantazji. Dodatkowo uwagę moją przykuła rewelacyjna żarówka w kształcie mini disco kuli, która dawała niesamowite efekty świetlne. Sobotnie spotkanie odbywało się przy dźwiękach muzyki lat osiemdziesiątych       i dziewięćdziesiątych. Wszyscy byli w doskonałych nastrojach. Zanim przystąpiliśmy do fazy tanecznej, postanowiliśmy rozerwać się przy partyjce gry „ 5 sekund”. Jak zwykle było dużo śmiechu. Tylko nasz znajomy Heniu, jak zwykle naburmuszał się, gdy tylko gorzej mu szło. Wtedy Hanka, jego narzeczona, długo  musiała mu tłumaczyć, że to tylko zabawa. Śmiesznie to wyglądało, ale każdy z nas się do tego już przyzwyczaił. Gra pochłonęła nas tak bardzo, że nawet nie zauważyliśmy, że już dawno płyta z muzyką przestała grać . Na całe szczęście Mirka ocknęła się we właściwym momencie. Włączyła ulubiony kawałek całej naszej ekipy i porwała w pierwszej kolejności do tańca Heńka. Resztę spotkania przetańczyliśmy.