Jak co roku okres ferii zimowych to dla mnie i mojej małżonki
nie lada wyzwanie. Przyjeżdżają do nas wnuki, ponieważ rodzice pracują i nie są
w stanie zapewnić im opieki
na całe dwa tygodnie. Poza tym my mieszkamy na południu Polski, w malowniczo
położonej wiosce u podnóża gór. Pobyt dzieciaków u nas jest zatem idealnym rozwiązaniem
na tę okoliczność. Oczywiście bardzo cieszymy się z ich odwiedzin, choć
zapewnienie atrakcji dwóm dziewięcioletnim chłopcom wymaga od nas dużej
organizacji i sporej tężyzny fizycznej.
Na całe szczęście pogoda w tym roku dopisuje. Spadło sporo puszystego
śniegu, więc od kilku dni przygotowuję plan zajęć, tak aby dzieciaki miały
sporo frajdy. Odkurzyłem sanki i narty, a na wszelki wypadek gdyby warunki
atmosferyczne nie sprzyjały szaleństwom na śniegu kupiłem dość ciekawą grę „ 5
sekund junior”. Mam więc nadzieję, że chłopcom
nie będzie dokuczać nuda. Małżonka natomiast od wczoraj przygotowuje w
kuchni rożne domowe wypieki. Można by pomyśleć, że mamy w domu małą powtórkę
Świąt Bożego Narodzenia. Od czasu do czasu zaglądałem do kuchni i skubałem
troszkę pyszności, ale nie obyło się to bez reprymendy ze strony żony. Chłopcy
uwielbiają babcine pierogi i makowca, ja zresztą także. Wieczorem usiadłem w salonie i postanowiłem sprawdzić, czy
zakupiona przeze mnie gra „ 5 sekund junior” rzeczywiście jest tak ciekawa, jak
twierdził sprzedawca w sklepie z zabawkami. Poprosiłem żonę , żeby ze mną
zagrała, bo samemu jest to raczej zadanie nierealne. Kręciła nosem dłuższą
chwilę, że znów wymyślam jakieś głupoty, ale w końcu dała się namówić. Przyniosła
gorącą czekoladę, którą wprost uwielbiam i zaczęliśmy grę. Rzeczywiście była rewelacyjna
i mieliśmy przy tym sporo zabawy. Teraz wszystko było już dopięte na ostatni
guzik . Pozostawało więc czekać na przyjazd wnuczków. Z samego rana,
zgodnie z wcześniejszymi
ustaleniami, poszedłem do sąsiada i razem udaliśmy się saniami odebrać chłopców ze stacji kolejowej. To miał
być początek ich nowej przygody.
poniedziałek, 15 lutego 2016
piątek, 12 lutego 2016
Kazimierz
Kilka tygodni temu wybraliśmy się ze znajomymi do Kazimierz
Dolnego. Wspólny wypad planowaliśmy od dawna, ale zawsze coś komuś wypadało i nigdy nie mogliśmy się zgrać. Ten
wyjazd można spokojnie zaliczyć do jednego z najlepszych. Po prostu któregoś
dnia wróciłem zmęczony po pracy do domu i stwierdziłem, że chyba czas najwyższy
odpocząć od ciągłej gonitwy. W czwartek oświadczyłem
małżonce, że ma nas spakować na kilka dni, bo wyjeżdżamy następnego dnia
po pracy. Wyrazu jej twarzy chyba nigdy
nie zapomnę. Zaniemówiła, a jej oczy stały się nadzwyczaj ogromne. W pierwszej chwili jak sądzę pomyślała, że
postradałem zmysły, ale po jakimś kwadransie dotarło do niej, że ja mówię
całkiem serio. Zadzwoniłem do znajomych, choć nie spodziewałem się ochów i
achów. Ku mojemu zaskoczeniu Irek stwierdził, że jadą z nami. Chyba miałem taki
sam wyraz twarzy, jak moja małżonka kilka godzin wcześniej. W każdym razie do
Kazimierza dotarliśmy około godziny dziewiętnastej. Nie mieliśmy zarezerwowanej
kwatery, więc jej znalezienie zajęło nam trochę czasu, ale się udało.
Następnego dnia, po śniadaniu zwiedzaliśmy to urocze miasteczko. Największe
wrażenie zrobiła nam mnie wystawa narzędzi średniowiecznych tortur. Zmęczeni
całym dniem odkrywania uroków Kazimierza wróciliśmy do naszej kwatery. W planach
mieliśmy grilla, jednak niespodziewanie pogoda popsuła nam szyki. Zaczęło
padać. Wróciliśmy do pokoi. W pewnym momencie pod łóżkiem zauważyłem jakieś
pudło. Okazało się, że jest to gra towarzyska o nazwie „ 5 sekund”.
Najprawdopodobniej zostawili ją poprzedni goście. Postanowiliśmy w nią zagrać,
bo właściwie nie mieliśmy innego pomysłu na spędzenie wieczoru. Gra okazała się
świetną zabawą. Graliśmy w nią do późnych godzin nocnych. Następnego ranka do
drzwi zapukała właścicielka pensjonatu i spytała, czy nie znaleźliśmy w pokoju
gry „5 sekund”, bo jej córce gdzieś się zapodziała. Z ciężkim sercem przyznaliśmy,
że znaleźliśmy takową pod łóżkiem i pozwoliliśmy sobie w nią pograć.
Właścicielka uśmiechnęła się i
podziękowała za uczciwość.
środa, 10 lutego 2016
Urodziny bratanicy
Na początku stycznia moja bratanica Emilka obchodziła swoje
siódme urodziny. Już podczas wigilii zostałem uroczyście zaproszony na małe
przyjęcie z tej okazji. Prezent urodzinowy pomogła mi wybrać moja córka,
ponieważ miałem słabą orientację czym obecnie interesuje się bratanica. Razem
pojechaliśmy do sklepu z zabawkami. Wybór padł na „ Craft Castle- Królewski
Zamek Anny i Elsy”.
Później dopiero dowiedziałem się , że to bohaterki ostatniego filmu
animowanego „ Przyjaciele z Krainy Lodu”, którym Emilka od pewnego czasu jest
zachwycona. Przyjęcie odbyło się w wynajętej sali zabaw, która znajdowała się w
centrum miasta. Obok pomieszczenia, w którym zastawiono pysznościami stół dla
najbliższych przyjaciółek bratanicy, znajdowała się niewielka salka, do której
poproszono członków rodziny. To było doskonałe rozwiązanie, ponieważ dzieciaki
czuły się niemal jak dorośli, a dorośli
uczestnicy przyjęcia mogli spokojnie porozmawiać z dala od zgiełku i hałasu. Przy
wejściu każdy z gości dostał czapeczkę urodzinową. Dzieci wyglądały uroczo, a
my troszkę śmiesznie. Nadszedł czas na wręczanie upominków. Emilka była
zachwycona moim prezentem. Poprosiła resztę koleżanek o pomoc przy składaniu
imponującej budowli „ Craft Castle- Królewski Zamek Anny i Elsy”. Mnie
osobiście również bardzo spodobała się zabawka, którą pomogła mi wybrać moja córka. Wspólnie z bratem, gdy przy naszym
stole zaczęto poruszać typowo damskie tematy, postanowiliśmy pobawić się w fotografów
i uwiecznić jedyne siódme urodziny jego córki. Niebawem wniesiono okazały tort, pośrodku którego stały dwie figurki
przedstawiające bajkowe postacie Annę i Elsę. Był nie tylko śliczny, ale i
bardzo smaczny. Emilka była zachwycona. Kolejnym punktem przyjęcia urodzinowego
było karaoke dla najmłodszych. Dziewczynki przebrały się za swoich ulubionych muzyków i rozpoczęła się
zabawa. Było przy tym dużo śmiechu, ale nie zabrakło drobnych upominków dla
wszystkich uczestników muzycznego show. Przyjęcie zakończyło się w dość późnych
godzinach wieczornych, ale przyjaciółki Emilki były bardzo z niego zadowolone.
Stwierdziły nawet, że to najlepsze urodziny, na których do tej pory były.
poniedziałek, 8 lutego 2016
Mała Nikola
Dwa dni temu udałem się do hurtowni zabawek po prezent
urodzinowy dla mojej chrześnicy Martynki. Kiedy wszedłem do środka nie
wiedziałem co mam wybrać . Przeglądałem półki, na których znajdowały się, a to
puzzle , a to zabawki. Po chwili w rogu ogromnej sali ujrzałem wielkiego,
białego misia. Stwierdziłem, że będzie on idealnym prezentem. Kiedy dotarłem do
niego i spojrzałem na cenę stwierdziłem, że nie
mieści się ona niestety w moim budżecie. Zastanawiałem się , co mam zrobić,
więc po chwili namysłu sięgnąłem po dużo mniejszego misia. Musiałem w takim
razie dokupić coś do niego tylko nie miałem pojęcia co to mogłoby być . Nagle
podbiegła do mnie mała dziewczynka, która przyszła z mamą wybrać sobie zabawkę.
Uśmiechnęła się na widok dużego miśka.
Stwierdziła ,że dużo lepszy jest ten większy . Zaśmiałem się i powiedziałem ,że
ma rację, ale jest także dużo droższy. Dziewczynka miała na imię Nikola i
bardzo chciała pomóc mi wybrać dodatkowy prezent dla Martynki . Powiedziała, że
zna się na zabawkach jak nikt inny i zaprowadziła mnie do działu z
lalkami. Przeglądała każdą półkę, dokładnie oglądała każdą zabawkę ,ale żadna
jej się nie podobała. Poszliśmy ,więc do działu z grami. Kiedy przeglądałem
puzzle , Nikola zawołała mnie i powiedziała, że znalazła idealny prezent dla
siebie i mojej Martynki . Zaśmiałem się ,a ona pokazała mi grę planszową
„Memos-Kraina Lodu”. Jej mama stojąca
obok także zaczęła się śmiać razem ze mną, kiedy to dziewczynka zaczęła
opowiadać historię bohaterów z tej oto bajki. Widać było, że bardzo ją lubiła,
więc stwierdziłem, że i mojej chrześnicy powinna się spodobać . Podziękowałem
bardzo małej Nikoli za pomoc i udałem się do kasy. Stojąc w kolejce oglądałem
grę, która nie dość, że ćwiczyła pamięć wzrokową, koncentrację oraz
spostrzegawczość u dzieci, to na dodatek gwarantowała świetną zabawę.”Memos –
Kraina Lodu” wydawała się być wprost idealna dla Martynki .Kiedy wróciłem do
domu , bardzo cieszyłem się, iż dzięki Nikoli udało mi się dokonać zakupu
wspaniałego prezentu i wiem, że gdyby nie ona, to nie udałoby mi się wyborać
odpowiedniego upominku.
piątek, 5 lutego 2016
Awaria
Podczas ferii zimowych wybrałem się
ze znajomymi w góry. Wyjechaliśmy późnym południem, a na miejsce mieliśmy
dotrzeć dopiero rano . Czekała nas długa podróż. Kiedy przejeżdżaliśmy przez
las, który zdawał się nie mieć końca zepsuło się nam auto. Nie mogliśmy go
uruchomić mimo wielu starań. Dodatkowo nie było tam zasięgu, co utrudniało nam
wszystko. Po paru godzinach zaczęło się ściemniać ,a kilka aut mijających nas
nawet się nie zatrzymało. Nie mieliśmy pojęcia co mamy zrobić. Wpadliśmy więc
na pomysł, aby poszukać jakiegoś domu ,z którego moglibyśmy zadzwonić po pomoc.
Było już bardzo ciemno ,a my nadal szukaliśmy. Kiedy zaczęliśmy tracić
nadzieję, w oddali zauważyliśmy światło i udaliśmy
się tam. Nie było to za blisko, a my byliśmy już strasznie przemarznięci. W
końcu byliśmy na miejscu. Zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła nam kobieta z
dzieckiem na rękach. Kiedy wytłumaczyliśmy jej oraz jej mężowi całą sytuację,
zaproponowali nam żebyśmy zostali na noc, ponieważ była już bardzo późna
godzina. Nie chcieliśmy się narzucać, lecz nie mieliśmy wyboru, ponieważ
gdybyśmy spali na zewnątrz zamarzlibyśmy do szpiku kości. Rodzina była przemiła
, pościelili nam łóżka w pokoju gościnnym oraz w salonie i zaprosili na
kolację. Po jakimś czasie ich córeczka przyniosła grę „Kalejdoskop 50 gier” i
położyła ją na stole . Poprosiła wszystkich, aby zagrali. Nie mieliśmy nic
innego do zrobienia, a więc nie mieliśmy także nic przeciwko. W grze
„Kalejdoskop 50 gier” można było wybierać od klasycznych gier planszowych
takich jak Warcaby, Szachy, Młynek, aż po gry karciane. Postanowiliśmy, że
każdy wybierze jedną grę, która mu się najbardziej podoba i zaczęliśmy zabawę. Granie pochłonęło
wszystkich i zanim się obejrzeliśmy było już po dwunastej w nocy. Kiedy każdy
był już zmęczony, postanowiliśmy zakończyć rozgrywki i położyliśmy się spać.
Rano po wspólnym śniadaniu skorzystaliśmy z telefonu i zadzwoniliśmy po pomoc
drogową, która miała się niebawem zjawić. Podziękowaliśmy wszystkim,
pożegnaliśmy się i wyruszyliśmy do naszego auta, które stało na poboczu drogi .
Muszę powiedzieć, że mimo przeciwności losu , było to niesamowite przeżycie.
środa, 3 lutego 2016
Pobyt w Wiśle
W ubiegłym roku wyjechaliśmy z cała rodziną na ferie zimowe
do Wisły. Zakwaterowaliśmy się w pięknym pensjonacie. Każdy pokój wyposażony
był w łazienkę, mały aneks kuchenny,
telewizor. Widać było, że właściciele dbają o wygodę gości. Świeżo wyremontowane
pokoje, czysta pościel i ręczniki. Rozpakowaliśmy walizki i ucięliśmy sobie
mała drzemkę po długiej podroży. Tylko nasze wnuki Filip i Ola wcale nie miały
zamiaru leniuchować, ale żeby nam nie przeszkadzać wyciągnęli z bagażu swoją
ulubioną grę „ Memos – Kraina Lodu” i po cichutku się bawili. Gdy nabraliśmy
więcej siły postanowiliśmy udać się na spacer po malowniczej Wiśle. Pogoda nam
dopisywała. Było słonecznie, aczkolwiek mroźno. Najważniejszym punktem naszej
wycieczki była słynna skocznia imienia Adama Małysza. Widok zeń był przepiękny.
Stoki gór pokrywała puchowa śnieżna pierzynka. Zrobiliśmy kilka fajnych zdjęć i
udaliśmy się na obiad do pobliskiej restauracji. W drodze powrotnej do
pensjonatu zaczął sypać drobny śnieg. Troszkę się ociepliło. Wieczorem, ku
uciesze dzieciaków, za oknem było już biało. Postanowiliśmy następnego dnia z
samego rana, wybrać się na sanki. Pensjonat, w którym się zatrzymaliśmy miał do
dyspozycji gości całkiem spory asortyment sprzętu zimowego. Dzieciaki, pomimo
zmęczenia, nie miały zamiaru kłaść się spać. Z trudem zagoniliśmy je do łóżek,
a my przenieśliśmy się do pokoju obok, by móc w spokoju porozmawiać. Nagle zza
ściany dobiegł mnie cichy chichot. Zajrzałem do dzieci. Okazało się, że przy
świetle latarki, pod kołdrą w najlepsze
grały w „Memos-Kraina Lodu”. Gdy odkryłem ich podstęp troszkę się wystraszyły,
ale w końcu udało mi się im przetłumaczyć, jak ważny jest wypoczynek i sen, bo
bez niego nie będą miały siły na zaplanowane śniegowe harce. Podziałało i już
za niespełna pół godzinki słodko spały w swoich łóżkach. Następnego dnia śniegu
napadało dobre dwadzieścia centymetrów. Pogoda nam sprzyjała. Zjedliśmy
śniadanie, przyodzialiśmy cieple ubrania i ruszyliśmy po sprzęt zimowy. To był
bardzo fajny dzień. Wieczorem dzieciaki były tak zmęczone, że już nie musiałem
wyganiać ich do snu. Pobyt w Wiśle należał do jednych z bardziej udanych i mam
nadzieję, że tegoroczne ferie będą równie ciekawe i wesołe.
poniedziałek, 1 lutego 2016
Spotkanie karnawałowe
Niedawno z żoną zostaliśmy zaproszeni do znajomych na małą
imprezkę karnawałową. Tomek i Mirka mieszkają w niewielkim domku na obrzeżach
naszego miasta. Tam też zazwyczaj organizujemy wszelkie spotkania, ponieważ
większość z nas, a mam na myśli naszą starą paczkę, mieszka w blokach, więc
imprezy z głośną muzyką i tańcami w otoczeniu wszechobecnych i wścibskich
sąsiadów odpadają. Żeby nie nadwyrężać zbytnio kieszeni gospodarzy, każdy z nas przynosi ze sobą coś do jedzenia.
Oczywiście najpierw wszyscy uzgadniamy ze sobą, co i kto ma kupić bądź
przyrządzić. My zazwyczaj jesteśmy zobowiązani do dostarczenia słodkości,
ponieważ żona piecze przepyszne ciasta. Co do tego wszyscy są zgodni.
Urozmaiceniem spotkania miała być maskarada, a każdego kto spróbuje nie włożyć
maski, mieliśmy poczęstować wiadrem zimnej wody. Na całe szczęście nie było
chętnych do kąpieli. Umówiliśmy się w sobotę o godzinie osiemnastej. Zabrałem
ze sobą grę „ 5 sekund”, która od
pewnego czasu jest obowiązkowym punktem naszych spotkań. Wszyscy przybyli mieli
na twarzach genialne maski. Zauroczył mnie wystrój salonu, w którym
organizowane są nasze imprezki. Mirka
włożyła w niego dużo pracy i fantazji. Dodatkowo uwagę
moją przykuła rewelacyjna żarówka w kształcie mini disco kuli, która dawała
niesamowite efekty świetlne. Sobotnie spotkanie odbywało się przy dźwiękach
muzyki lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wszyscy byli w
doskonałych nastrojach. Zanim przystąpiliśmy do fazy tanecznej, postanowiliśmy
rozerwać się przy partyjce gry „ 5 sekund”. Jak zwykle było dużo śmiechu. Tylko
nasz znajomy Heniu, jak zwykle naburmuszał się, gdy tylko gorzej mu szło. Wtedy
Hanka, jego narzeczona, długo musiała mu
tłumaczyć, że to tylko zabawa. Śmiesznie to wyglądało, ale każdy z nas się do
tego już przyzwyczaił. Gra pochłonęła nas tak bardzo, że nawet nie
zauważyliśmy, że już dawno płyta z muzyką przestała grać . Na całe szczęście
Mirka ocknęła się we właściwym momencie. Włączyła ulubiony kawałek całej naszej
ekipy i porwała w pierwszej kolejności do tańca Heńka. Resztę spotkania przetańczyliśmy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)