Niedawno z żoną zostaliśmy zaproszeni do znajomych na małą
imprezkę karnawałową. Tomek i Mirka mieszkają w niewielkim domku na obrzeżach
naszego miasta. Tam też zazwyczaj organizujemy wszelkie spotkania, ponieważ
większość z nas, a mam na myśli naszą starą paczkę, mieszka w blokach, więc
imprezy z głośną muzyką i tańcami w otoczeniu wszechobecnych i wścibskich
sąsiadów odpadają. Żeby nie nadwyrężać zbytnio kieszeni gospodarzy, każdy z nas przynosi ze sobą coś do jedzenia.
Oczywiście najpierw wszyscy uzgadniamy ze sobą, co i kto ma kupić bądź
przyrządzić. My zazwyczaj jesteśmy zobowiązani do dostarczenia słodkości,
ponieważ żona piecze przepyszne ciasta. Co do tego wszyscy są zgodni.
Urozmaiceniem spotkania miała być maskarada, a każdego kto spróbuje nie włożyć
maski, mieliśmy poczęstować wiadrem zimnej wody. Na całe szczęście nie było
chętnych do kąpieli. Umówiliśmy się w sobotę o godzinie osiemnastej. Zabrałem
ze sobą grę „ 5 sekund”, która od
pewnego czasu jest obowiązkowym punktem naszych spotkań. Wszyscy przybyli mieli
na twarzach genialne maski. Zauroczył mnie wystrój salonu, w którym
organizowane są nasze imprezki. Mirka
włożyła w niego dużo pracy i fantazji. Dodatkowo uwagę
moją przykuła rewelacyjna żarówka w kształcie mini disco kuli, która dawała
niesamowite efekty świetlne. Sobotnie spotkanie odbywało się przy dźwiękach
muzyki lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wszyscy byli w
doskonałych nastrojach. Zanim przystąpiliśmy do fazy tanecznej, postanowiliśmy
rozerwać się przy partyjce gry „ 5 sekund”. Jak zwykle było dużo śmiechu. Tylko
nasz znajomy Heniu, jak zwykle naburmuszał się, gdy tylko gorzej mu szło. Wtedy
Hanka, jego narzeczona, długo musiała mu
tłumaczyć, że to tylko zabawa. Śmiesznie to wyglądało, ale każdy z nas się do
tego już przyzwyczaił. Gra pochłonęła nas tak bardzo, że nawet nie
zauważyliśmy, że już dawno płyta z muzyką przestała grać . Na całe szczęście
Mirka ocknęła się we właściwym momencie. Włączyła ulubiony kawałek całej naszej
ekipy i porwała w pierwszej kolejności do tańca Heńka. Resztę spotkania przetańczyliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz