Jak co roku okres ferii zimowych to dla mnie i mojej małżonki
nie lada wyzwanie. Przyjeżdżają do nas wnuki, ponieważ rodzice pracują i nie są
w stanie zapewnić im opieki
na całe dwa tygodnie. Poza tym my mieszkamy na południu Polski, w malowniczo
położonej wiosce u podnóża gór. Pobyt dzieciaków u nas jest zatem idealnym rozwiązaniem
na tę okoliczność. Oczywiście bardzo cieszymy się z ich odwiedzin, choć
zapewnienie atrakcji dwóm dziewięcioletnim chłopcom wymaga od nas dużej
organizacji i sporej tężyzny fizycznej.
Na całe szczęście pogoda w tym roku dopisuje. Spadło sporo puszystego
śniegu, więc od kilku dni przygotowuję plan zajęć, tak aby dzieciaki miały
sporo frajdy. Odkurzyłem sanki i narty, a na wszelki wypadek gdyby warunki
atmosferyczne nie sprzyjały szaleństwom na śniegu kupiłem dość ciekawą grę „ 5
sekund junior”. Mam więc nadzieję, że chłopcom
nie będzie dokuczać nuda. Małżonka natomiast od wczoraj przygotowuje w
kuchni rożne domowe wypieki. Można by pomyśleć, że mamy w domu małą powtórkę
Świąt Bożego Narodzenia. Od czasu do czasu zaglądałem do kuchni i skubałem
troszkę pyszności, ale nie obyło się to bez reprymendy ze strony żony. Chłopcy
uwielbiają babcine pierogi i makowca, ja zresztą także. Wieczorem usiadłem w salonie i postanowiłem sprawdzić, czy
zakupiona przeze mnie gra „ 5 sekund junior” rzeczywiście jest tak ciekawa, jak
twierdził sprzedawca w sklepie z zabawkami. Poprosiłem żonę , żeby ze mną
zagrała, bo samemu jest to raczej zadanie nierealne. Kręciła nosem dłuższą
chwilę, że znów wymyślam jakieś głupoty, ale w końcu dała się namówić. Przyniosła
gorącą czekoladę, którą wprost uwielbiam i zaczęliśmy grę. Rzeczywiście była rewelacyjna
i mieliśmy przy tym sporo zabawy. Teraz wszystko było już dopięte na ostatni
guzik . Pozostawało więc czekać na przyjazd wnuczków. Z samego rana,
zgodnie z wcześniejszymi
ustaleniami, poszedłem do sąsiada i razem udaliśmy się saniami odebrać chłopców ze stacji kolejowej. To miał
być początek ich nowej przygody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz