W ostatnią sobotę postanowiliśmy wspólnie z rodzinką spędzić wolny
czas na świeżym powietrzu . Dzień wcześniej długo debatowaliśmy nad tym co
możemy robić . Pomysłów było kilka , od przejażdżki rowerowej po piknik nad
wodą. Nie mogliśmy się zdecydować , więc przeprowadziliśmy głosowanie, które
znowu nie przyniosło rezultatu, albowiem głosy rozłożyły się równomiernie.
Postanowiłem zatem ,że można mieć i wycieczkę rowerową i piknik jednocześnie.
Każdemu pomysł się spodobał. Poprosiłem syna o pomoc w przygotowanie rowerów do
wspólnej wyprawy. Wstaliśmy bardzo wczesną porą, by dotrzeć na miejsce zanim z
nieba zacznie lać się żar. Poszedłem do
piekarni po świeże bułeczki i nasze ulubione drożdżówki. Każdy z nas zabrał
plecak z jedzeniem i piciem. Martynka, moja pięcioletnia córka, miała
największy bagaż, bo na wycieczce nie mogło przecież zabraknąć jej ukochanych
lalek i ostatnio zakupionej planszowej gry edukacyjnej „ A to było tak”. Na
całe szczęście plecak, choć spory, nie był wcale ciężki. Wyruszyliśmy w drogę.
Pogoda była rewelacyjna. Nasza trasa przebiegała leśnymi ścieżkami, więc było
wyjątkowo przyjemnie. Gdy dotarliśmy na miejsce rozłożyliśmy koce i oddaliśmy
się błogiemu leniuchowaniu . Pomysł z piknikiem był naprawdę udany. Słoneczko
cudownie przygrzewało, a z koron drzew słychać było wesoły świergot ptaków. Gdy
troszkę odpoczęliśmy, postanowiliśmy z synem pograć w piłkę . Martynka nie
miała na to ochoty. Rozstawiła sobie bowiem swoją układankę edukacyjną A to
było tak, obok naszych kocy i cichutku bawiła się nią. Gra w piłkę totalnie mnie
wykończyła. Padłem na zieloną trawę i nie miałem siły się ruszyć. Zamknąłem
oczy i chyba nawet chwilkę się zdrzemnąłem, ale zaczął mi dokuczać głód.
Małżonka wyciągnęła z koszyka drożdżówki z truskawkami i borówkami. Po
przekąsce zagraliśmy w karty. Martynka przyłączyła się do zabawy. Czas upływał
nam bardzo szybko. W
końcu nadszedł moment powrotu. Niechętnie pakowaliśmy nasze tobołki. Do domu
dotarliśmy, gdy zaczęło się już ściemniać. Wzięliśmy prysznic i niezmiernie
zmęczeni, choć zadowoleni z wycieczki, położyliśmy się spać. To był wyjątkowo
fajnie spędzony dzień.
wtorek, 21 listopada 2017
poniedziałek, 20 listopada 2017
Piżama party
Moja
10 letnia wnuczka Mania zaprosiła dziś na noc 3 koleżanki z klasy. Dziewczynki
postanowiły użądzić sobie piżama party – wieczorną imprezę w piżamach. Ola,
Madzia i Ewka zaproszone były na godzinę 18:00. Wnuczka wszystko już
przygotowała, pokój udekorowała balonami, zorganizowała poczęstunek, przebrała
nawet pościel. Teraz trzeba tylko wymyślić w co będą się bawić, żeby wieczór
upłynął miło i ciekawie. Mamo nie mam pomysłu w co się będziemy bawić! –
zawołała zaniepokojona Mańka. Pomóż mi mamo coś wymyślić! Kochanie a pamiętasz
grę którą dostałaś ostatnio od dziadziusia – tą z Trefla – jak się ona nazywa?
Wiem – Na kółkach. To świetny pomysł, idę jej poszukać.
Kiedy dziewczynki zapukały do drzwi
plansza do gry Na kółkach była już rozłożona na biurku wnuczki. Gra to świetny
quiz o przygodach popularnej bohaterki serialu dla młodzierzy Soy Luna.
Koleżanki zachwycone były propozycją wnuczki. Gra Na kółkach Trefla okazała się
wspaniałym pomysłem na spędzenie casu przez dziewczynki. Dziewczynki sprawdzały
swoją wiedzę na temat Luny, śmiechom i wygłupom nie było końca. W między czasie
częstowały się smakołykami przygotowanymi wcześniej i ani się nie obejrzały
kiedy zrobiło się bardzo, bardzo późno. Zawsze tak jest przy świetnej zabawie –
czas leci zdecydowanie za szybko. Każda
z zaproszonych dziewczynek zamarzyła o grze Na kółkach na własność. Dobrze, że
zbliża się Mikołaj powiedziała Ewka. Jak wrócę do domu muszę napisać list do
Świętego Mikołaja. My też, my też - zawturowała reszta dzieci. Mania była
szczęśliwa, że koleżanki dobrze się bawiły i że dobrze zorganizowała imprezę. Była
wdzięczna o przypomnieniu jej o schowanej do szafy grze od dziadka. Niestety
nie miałam czasu z nią pograć więc mała odłożyła ją i całkiem o niej
zapomniała. Spotkanie z przyjaciółkami przypomniało jej jaką ciekawą grę
dostała. Dziś obiecałam Mańce, że w ten weekend koniecznie musimy razem pograć
w grę Na kółkach.
piątek, 17 listopada 2017
Draka
Jakieś dwa tygodnie temu moja wnusia Karolinka dostała w
prezencie urodzinowym od swojej najlepszej koleżanki z przedszkola Amelki – puzzle sensoryczne
– Fun for everyone Myszka Miki . Przyjęcie urodzinowe odbyło się nowej sali
zabaw w centrum naszego miasta i jak mówi Karola były to najfajniejsze urodziny
w całym jej życiu. Od tamtej pory nie rozstawała się ze swoim ukochanym
upominkiem od Ameli. Zabierała go w swoim pluszowym plecaczku dosłownie
wszędzie , nawet z mamą na zakupy, bo twierdziła, że nigdy nie wiadomo, kogo
się spotka. Pewnego dnia córka poprosiła mnie, bym odebrał małą z przedszkola,
bo ma tego dnia zaplanowaną wizytę u okulisty. Postanowiłem zabrać Karolę na
pizzę. Zanim jednak pojechaliśmy zjeść , musiałem zrobić po drodze zakupy w
supermarkecie i podrzucić je żonie do domu. Wychodząc ze sklepu Karolinka
zauważyła foto budkę i zaciekawiona weszła do środka . Wewnątrz znajdowały się
przeróżne zabawne rekwizyty, pomocne w robieniu śmiesznych ujęć, takie jak
peruki, wąsy , okulary. Wrzuciłem do automatu kilka dwuzłotówek i już po chwili
można było pozować do zdjęć. Bardzo nas rozweseliła ta foto budka, zresztą
fotki były rewelacyjne. W świetnych nastrojach zawieźliśmy zakupy do domu i
pojechaliśmy do pizzerii. Po złożeniu zamówienia, nagle Karola pobladła i
zaczęła płakać. Z trudem wyjąkała, że zgubiła swój ukochany plecaczek , w
którym był jej urodzinowy upominek puzzle sensoryczne firmy Trefl - Myszka Miki,
z którym przecież się nie rozstawała. Zacząłem uspakajać wnusię i obiecałem ,że
gdy tylko zjemy pizzę od razu udamy się w poszukiwaniu plecaczka. Zgodziła się.
Podczas posiłku razem analizowaliśmy każdy nasz krok przed wejściem do
pizzerii. Najpierw zadzwoniłem do małżonki i spytałem, , czy plecak nie został
w domu, gdy zawieźliśmy zakupy. Niestety tam go nie było. Teraz byłem już przekonany,
że jedynym miejscem w którym Karola mogła go zostawić była foto budka.
Zjedliśmy pizzę i czym prędzej udaliśmy się do supermarketu. Dosłownie biegiem
wpadliśmy do magicznej budki. Rozejrzałem się dookoła. Pod ławeczką leżał sobie
plecaczek Karoli. Wnusia głęboko odetchnęła z ulgą i
przytuliła zgubę, obiecując, że już nigdzie jej nie zostawi.
Imieniny
Kilka dni temu spotkaliśmy się, zresztą jak co roku, całą
naszą rodzinką na imieninach u mojej mamy. Nie przepadam za tymi spotkaniami,
gdyż zazwyczaj są strasznie nudne. Przeważającą liczbą gości w tym gronie są
kobiety, więc jak zaczną opowiadać o swoich babskich problemach, ciężko
wysiedzieć przy stole. Na całe szczęście na imieninach zjawił się także mój
szwagier. Byłem wybawiony. Przy stole usiedliśmy obok siebie. Byliśmy jedynymi
mężczyznami na tej imprezie. Mama podała gorący obiad. Po pysznym posiłku wznieśliśmy toast za solenizantkę. Na
nasze nieszczęście, zaczęło się to babskie świergotanie. Uszy puchły. Pomimo
tego, że siedzieliśmy ze szwagrem obok siebie, ledwo się słyszeliśmy. Tomek
pobiegł do auta i przyniósł ze sobą, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, grę
towarzyską o nazwie 5 sekund. Zaproponował dziewczynom małą rozgrywkę. Byliśmy zaskoczeni, ale wszyscy jednogłośnie przystaliśmy na
nietypową propozycję. Mama była troszkę zła, że zamiast zajadać się jej
kuchennymi wypiekami, będziemy bawić się w jakieś gierki, jak małe dzieci. Oczywiście
ona , jako jedyna wyłamała się z zabawy. Zrobiliśmy troszkę miejsca na stole i
zaczęła się rozgrywka. W miarę upływu czasu, gra stawała się coraz fajniejsza.
Po pewnym czasie nawet moja uparta mama stwierdziła, że jest rewelacyjna, ale
nie dała się namówić do wspólnej zabawy. Musiałem przyznać szwagrowi rację , że
był to świetny pomysł. Dzięki temu ryzyko babskiej paplaniny ograniczyliśmy do
minimum. Dziewczyny były grą zachwycone. Po dwóch godzinach świetnej zabawy w
grę 5 sekund, postanowiliśmy zrobić mamie przyjemność, usunęliśmy grę ze stołu
i zajadaliśmy się mistrzowskimi daniami naszej solenizantki. Należało przyznać,
że gotuje wyśmienicie. Nadszedł wreszcie czas na powrót do domu . Zamówiliśmy
taksówkę. Leżąc już w łóżku , pomyślałem ,że dobrze by było mieć taką grę
towarzyską w domu, tak na wszelki wypadek. Gra 5 Sekund z pewnością
rozkręciłaby każde nudne spotkanie. Postanowiłem, że w poniedziałek, zaraz po pracy wybiorę się do
naszego centrum handlowego i poszukam tej wyjątkowej gry.
środa, 15 listopada 2017
Wycieczka
Co roku dla naszych starszych podopiecznych organizujemy jesienią w
naszym przedszkolu jakiś jednodniowy
wyjazd. Tym razem mieliśmy do wyboru zwiedzanie zoo albo przedstawienie w
teatrze. Postanowiliśmy więc zapytać o
zdanie najmłodszych. Wybór był niemalże jednogłośny i padł na wycieczkę do zoo.
Dzieciaki nie mogły sie doczekać. Dzień wyjazdu
przypadł pod koniec tygodnia,
w piątek. Pogoda była wspaniała. Było wyjątkowo ciepło i słonecznie. W
sam raz na zwiedzanie ogrodu zoologicznego. Od samego rana dzieciom dopisywały
humory. Każde zabrało ze sobą mały ekwipunek w postaci suchego prowiantu na
drogę oraz małą zabawkę, by nie nudziły się w autokarze. W końcu ruszyliśmy. Do
przejechania mieliśmy niespełna sześdziesiąt kilometrów. Ulokowałem się na
końcu naszego wesołego autobusu, by mieć wszystkich uczestników na oku. Obok
mnie siedziała Zosia , moja ulubienica.
Po pewnym czasie wyjęła z plecaczka swoją ulubioną grę Gdzie jest Dory
gra Piotruś i poprosiła mnie, abym się z nią pobawił. Nie miałem nic przeciwko.
Dzieciaczki spokojnie siedziały na swoich miejscach w autobusie i zachowywały się
wyjątkowo grzecznie. Gra pochłonęła nam większość czasu i zanim się obejrzeliśmy byliśmy
już na miejscu. Z racji wczesnej pory kolejki do kas wcale nie były spore. Zakupiliśmy bilety wstępu i można było zająć
się oprowadzaniem grupy po ogrodzie. Z pomocą przyszła nam sympatyczna
przewodniczka. Największe emocje
wzbudzały lwy i tygrysy oraz szympansy. Pośrodku zoo znajdowała sie strefa
zabaw dla dzieci oraz kilka kiosków z pamiątkami,
słodyczami i lodami. Tam zabawiliśmy troszkę dłużej. Dzieciaki były
przeszczęśliwe. Nie obyło sie również
bez pamiątkowych zdjęć. Zwiedzanie ogrodu
zoologicznego dobiegło wreszcie końca. Podziękowaliśmy wszyscy naszej
przewodniczce i się pożegnaliśmy. W drodze powrotnej znów grałem z Zosią w Gdzie jest Dory gra
Piotruś . Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Umęczone, ale i uśmiechnięte maluchy odebrali
ich opiekunowie. Jeszcze tego samego dnia postanowiłem wrzucić na internetową
stronę naszego wesołego przedszkola pamiątkowe zdjęcia, uwieczniające wyjatkowy
dzień.
poniedziałek, 13 listopada 2017
Rodzinne spotkania
Kilka dni temu zaprosiliśmy z małżonką nasze dzieci z wnukami
na niedzielny obiad. Staramy się , gdy tylko nadarzy się ku temu okazja
odciążać ich w codziennych obowiązkach. Praca, dzieci ,szkoła i ciągła
bieganina powodują, że w tygodniu na nic nie ma czasu, więc dni wolne powinno
spędzać się z rodziną. Dlatego też nasze wspólne niedzielne obiady stały się właściwie naszym
rodzinnym zwyczajem. Bardzo korzystnie wpływa to dzieciaki i buduje wyjątkową
więź emocjonalną . Po obiedzie zazwyczaj staramy się wszyscy wspólnie spędzić
czas na zabawie i relaksie. Gdy tylko pozwala na to pogoda wybieramy się na
wycieczkę za miasto, by delektować się świeżym , leśnym powietrzem. Niestety
nie zawsze nam się to udaje. Ostatnia niedziela nie należała do wyjątkowo pogodnych,
choć zapowiadał się słoneczny dzień, to jednak po południu niebo przesłoniły
ciemne chmury i zaczął padać deszcz. Zazwyczaj staram się też kupić jakąś
drobnostkę dla dzieciaków. Są to albo słodycze albo drobne zabaweczki. Tym
razem kupiłem dla Karolinki i Jagódki puzzle Bajkowe księżniczki. Natrafiłem na
nie całkiem przypadkiem , przy okazji robienia zakupów na niedzielny obiad.
Kosztowały dosłownie parę groszy, ale od razu wpadły mi w oko. Dobrze
wiedziałem , że dziewczynki bardzo lubią bohaterów tej disney’owskiej bajki,
którą zresztą wspólnie oglądaliśmy całkiem niedawno w kinie. W każdym razie po
pysznym posiłku, dzieciaczki były bardzo zasmucone, ponieważ od rana miały
ochotę na wyprawę do lasu. Pogoda jednak spłatała nam figla i musieliśmy zostać
w domu. Zawołałem je do siebie i poprosiłem o zamknięcie oczu i wyciągnięcie
rączek. Na ich buzi od razu pojawił się uśmiech, bo dobrze wiedziały, że
oznacza to jakiś upominek. Delikatnie
położyłem im na dłoniach malutkie pudełeczka z puzzlami Bajkowe księżniczki.
Gdy ponownie otworzyły oczy, podskoczyły z radości i pobiegły do salonu ułożyć
układanki. Tym sposobem smutne buzie zniknęły, a dziewczynki miały choć troszkę radości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)