Niedawno pojechaliśmy
z synem i córką do rodziny w Niemczech. Ciotka mieszka w pięknym domu na
obrzeżu Monachium. Ma dwóch synów w
wieku dziesięć i piętnaście lat.
Ciotka Jolanta to młodsza siostra mojej mamy. Gdy miała troszkę ponad
dwadzieścia lat poznała swojego przyszłego męża Wilfrieda i wyjechała do
Niemiec. Spotykamy się bardzo rzadko. Do Monachium jest przeszło tysiąc
dwieście kilometrów, więc podróż jest długa i męcząca. Tym razem jednak postanowiliśmy
wybrać się do niej liniami lotniczymi. W tej chwili ceny biletów nie są zbyt
wygórowane. Właściwie po przeliczeniu kosztów podróży samochodem i samolotem
okazało się, że różnica jest zaledwie dwustu złotych, ale komfort i czas
podróży wart jest dopłacenia tych kilku groszy. Wzięliśmy z żoną kilka dni
urlopu, zamówiliśmy bilety lotnicze i kilka dni później staliśmy już na głównej
płycie portu lotniczego w Monachium. Z podróży najbardziej zadowolony był nasz
syn Igor, gdyż był to jego pierwszy lot. Na lotnisko przyjechał po nas wuj
swoim wielkim Jeepem. Gdy dotarliśmy na miejsce na spotkanie wybiegły
dzieciaki, młodszy Martin i starszy Lukas. Przywitali się z nami i zaprowadzili
do naszych pokoi gościnnych. Dom mieli ogromny. Ciotka przygotowała pyszną
kolację. Po posiłku Igor z Martinem pobiegli do pokojów chłopców, żeby się
pobawić. Synowie ciotki, choć urodzili się w Niemczech świetnie mówią po
polsku. My siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. W pewnym
momencie przybiegł do nas Igor, trzymając w ręku jakiś drobiazg. Z podniecenia
mówił tak szybko, że nie mogliśmy go wcale zrozumieć . Chwilę później do salonu
wkroczył Martin, który wytłumaczył nam, że podarował Igorowi swój
VTech-Kidizoom Smart Watch. Martin tłumaczył, że nasz syn był tak zafascynowany
tym zegarkiem, że postanowił mu go dać. Stwierdził, że u nich w Niemczech takie
zabawki elektroniczne, bo VTech-Kidizoom Smart Watch poza wskazywaniem czasu ma
szereg dodatkowych funkcji, które bardziej sprowadzają go do roli zabawki niż
zegarka, nie są drogie i jeszcze zdąży sobie taki kupić. Nasz syn promieniał z
radości. U ciotki spędziliśmy pięć rewelacyjnych dni. Po powrocie do domu, nasz
syn stwierdził, że nigdy nie rozstanie się ze swoim nowym prezentem od Martina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz