poniedziałek, 19 października 2015

Monachium


Niedawno pojechaliśmy  z synem i córką do rodziny w Niemczech. Ciotka mieszka w pięknym domu na obrzeżu Monachium. Ma dwóch synów w  wieku dziesięć  i piętnaście lat. Ciotka Jolanta to młodsza siostra mojej mamy. Gdy miała troszkę ponad dwadzieścia lat poznała swojego przyszłego męża Wilfrieda i wyjechała do Niemiec. Spotykamy się bardzo rzadko. Do Monachium jest przeszło tysiąc dwieście kilometrów, więc podróż jest długa i męcząca. Tym razem jednak postanowiliśmy wybrać się do niej liniami lotniczymi. W tej chwili ceny biletów nie są zbyt wygórowane. Właściwie po przeliczeniu kosztów podróży samochodem i samolotem okazało się, że różnica jest zaledwie dwustu złotych, ale komfort i czas podróży wart jest dopłacenia tych kilku groszy. Wzięliśmy z żoną kilka dni urlopu, zamówiliśmy bilety lotnicze i kilka dni później staliśmy już na głównej płycie portu lotniczego w Monachium. Z podróży najbardziej zadowolony był nasz syn Igor, gdyż był to jego pierwszy lot. Na lotnisko przyjechał po nas wuj swoim wielkim Jeepem. Gdy dotarliśmy na miejsce na spotkanie wybiegły dzieciaki, młodszy Martin i starszy Lukas. Przywitali się z nami i zaprowadzili do naszych pokoi gościnnych. Dom mieli ogromny. Ciotka przygotowała pyszną kolację. Po posiłku Igor z Martinem pobiegli do pokojów chłopców, żeby się pobawić. Synowie ciotki, choć urodzili się w Niemczech świetnie mówią po polsku. My siedzieliśmy w salonie                  i rozmawialiśmy. W pewnym momencie przybiegł do nas Igor, trzymając w ręku jakiś drobiazg. Z podniecenia mówił tak szybko, że nie mogliśmy go wcale zrozumieć . Chwilę później do salonu wkroczył Martin, który wytłumaczył nam, że podarował Igorowi swój VTech-Kidizoom Smart Watch. Martin tłumaczył, że nasz syn był tak zafascynowany tym zegarkiem, że postanowił mu go dać. Stwierdził, że u nich w Niemczech takie zabawki elektroniczne, bo VTech-Kidizoom Smart Watch poza wskazywaniem czasu ma szereg dodatkowych funkcji, które bardziej sprowadzają go do roli zabawki niż zegarka, nie są drogie i jeszcze zdąży sobie taki kupić. Nasz syn promieniał z radości. U ciotki spędziliśmy pięć rewelacyjnych dni. Po powrocie do domu, nasz syn stwierdził, że nigdy nie rozstanie się ze swoim nowym prezentem od Martina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz