środa, 21 października 2015

Nieoczekiwane spotkanie


W ubiegłą sobotę zupełnie przypadkiem, przy okazji robienia zakupów na naszym podmiejskim ryneczku, spotkałem dawnego znajomego , którego nie widziałem od co najmniej dziesięciu lat. Razem studiowaliśmy na politechnice    w Poznaniu. Przez ostatnie dwa lata wspólnie wynajmowaliśmy małe mieszkanko niedaleko uczelni. To były wyjątkowe lata. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy, niejedną noc zarwaliśmy, nawet podobały się nam te same dziewczyny. Wtedy dochodziło do niewielkich scysji, ale zawsze potrafiliśmy jakoś się dogadać. Po otrzymaniu dyplomów ukończenia uczelni, każdy z nas wyjechał do swojego rodzinnego miasta. Nasze drogi się rozeszły. Później docierały do mnie informacje, że Mirek wyjechał do Niemiec i tam założył rodzinę. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy spotkałem go przy stoisku         z warzywami w moim rodzinnym mieście. Okazało się, że jego małżonka ma tu babcię, do której właśnie przyjechali w odwiedziny. Zamieniliśmy kilka słów          i wymieniliśmy się telefonami. Po powrocie do domu opowiedziałem żonie         o niezwykłym spotkaniu. Zaproponowała , żeby Mirek z żoną wpadli do nas na kolację. Uradowany chwyciłem za telefon i o godzinie siedemnastej rozległo się głośne pukanie do drzwi. Ku memu zaskoczeniu towarzyszyła im córeczka, na oko w tym samym wieku co nasza Amelka. Dziewczynki przypadły sobie do gustu. Po kolacji pobiegły do dziecięcego pokoju, by się pobawić. Po godzinie zaniepokojeni ciszą zajrzeliśmy do dziewczyn. W skupieniu układały najnowsze puzzle Amelki „Jej wysokość Zosia”. Były tak pochłonięte układanką, że nawet nie zauważyły jak cała nasza czwórka stała nad ich głowami. Gdy w końcu zorientowały się , że są obserwowane nastąpiło takie poruszenie, że przez przypadek, ze stołu, na którym pracowały, puzzle” Jej wysokość Zosia” spadły na ziemię i się rozsypały. Dziewczynki były strasznie złe . Z zaciśniętymi zębami wyprosiły nas z pokoju, by od nowa w spokoju złożyć układankę. Wróciliśmy zatem do salonu i postanowiliśmy im już nie przeszkadzać. W końcu one też nie zakłócały nam spotkania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz