piątek, 22 stycznia 2016

Sylwester dla najmłodszych


Niedawno wracając z zakupów zauważyłem na jednym z budynków niewielki plakat z  kolorowymi napisami „Sylwester dla najmłodszych” . Zaciekawiony podszedłem bliżej, by przeczytać o co w tym  chodzi. Okazało się , że                   w pobliskiej  Sali Zabaw, w której zazwyczaj organizuje się przyjęcia urodzinowe dla dzieci, tym razem zostanie zorganizowana zabawa sylwestrowa. Postanowiłem wejść do środka i dopytać o szczegóły. Propozycja była niezwykle ciekawa. Dotyczyła dzieci w wieku od sześciu do dwunastu lat. Podczas zabawy, która miał trwać od godziny osiemnastej do dziesiątej rano następnego dnia przewidziano takie atrakcje, jak konkursy, zabawy, dyskoteka, bitwa na poduszki, seans filmowy, poczęstunek, a z samego rana śniadanie. Byłem mile zaskoczony, ponieważ cena również nie była zbyt wygórowana. Pomyślałem, że to idealne rozwiązanie dla rodziców, którzy chcieliby tej nocy się pobawić i nie mają z kim zostawić dziecka. Zadzwoniłem do córki i zaproponowałem, że poniosę koszty tej imprezy, jeżeli oczywiście wyrazi zgodę na uczestnictwo        w niej naszej wnuczki Majki. Nie miała nic przeciwko temu, a Majka gdy tylko się o tym dowiedziała, nie mogła się już doczekać swojego własnego Sylwestra. Dzieci miały ze sobą zabrać jedynie śpiwory, poduszki, pidżamy i swoją ulubioną zabawkę. Majka już na kilka dni przed planowaną zabawą zaczęła kompletować swój ekwipunek, w którym nie mogło oczywiście zabraknąć  jej ulubionych puzzli „Jej wysokość Zosia”. Troszkę się obawialiśmy, czy Majka nie jest przypadkiem za mała na całonocne buszowanie, ale właścicielka Sali Zabaw, pocieszyła nas, twierdząc, że już któryś rok z rzędu organizują taką zabawę dla dzieciaków i nawet te najmłodsze sześciolatki są zachwycone, a poza tym po bitwie na poduszki przewidziany jest seans filmowy, podczas którego nawet najwytrwalsi uczestnicy, zmęczeni harcami zapadają w głęboki sen. Troszkę to nas pocieszyło, ale na wszelki wypadek, poprosiliśmy o kontakt, gdyby jednak Majce zatęskniło się za rodziną. Nasze obawy się nie potwierdziły. Z rana przed dziesiąta pojechałem odebrać wnuczkę. Gdy wszedłem do środka, okazało się że Majka z koleżankami układają jej ulubione puzzle „ Jej wysokość Zosia”            i wcale nie mają ochoty wracać do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz