piątek, 15 stycznia 2016

Urlop na działce


Tegoroczne wakacje spędziliśmy w domu. Nie udało nam się niestety z żoną zgrać urlopów, gdyż w naszych firmach termin wakacyjnego wypoczynku ściśle narzucił pracodawca. Nie było szans na jakiekolwiek przesunięcia. Mój urlop przypadał w połowie lipca, a żony na początku sierpnia. Postanowiliśmy wspomóc naszą córkę w opiece nad naszym pięcioletnim wnuczkiem Krzysiem. Na całe szczęście pogoda była rewelacyjna. Codziennie rano zabierałem wnuczka na naszą działkę. Słoneczko prażyło dość mocno, więc napełniłem zakupiony jeszcze przed sezonem wakacyjnym basen, żeby maluch miał troszkę frajdy .Na działce mamy altankę z łazienką i małym aneksem kuchennym i sporą wiatę chroniącą przed promieniami słonecznymi. Właściwie całe wakacje można tam spędzić. Żona codziennie wieczorem przygotowywała dla nas obiad na kolejny dzień, a ja w drodze na działkę kupowałem zimne napoje i łakocie dla Krzysia. Wnuczek zabrał ze sobą całą masę  zabawek, w tym jego ulubione puzzle „Przyjaciele z Krainy Lodu”. Przez pierwszych kilka dni właściwie nie wychodził z basenu. Po pewnym jednak czasie zaczęło mu się tęsknić za rówieśnikami. Na całe szczęście sąsiadka z działki obok przyprowadziła również swojego wnuczka Patryka. Był o rok starszy od naszego Krzysia. Początkowo chłopcy wstydzili się do siebie podejść. Musieliśmy więc z sąsiadką pomóc maluchom w poznaniu. Gdy jednak Krzysiek zaprosił kolegę do ogrodowego basenu , nie mogli się rozstać. Harcom nie było końca. Następnego dnia, żeby urozmaicić chłopcom zajęcia przyniosłem z domu namiot i rozbiłem na działce. Frajdę mieli niesamowitą . W środku namiotu zrobili sobie bazę, poznosili wszystkie zabawki i zaczęli układać puzzle „ Przyjaciele z Krainy Lodu” . Układanie puzzli obok kąpieli w basenie było ich najlepszą zabawą. Ja w tym czasie mogłem odpocząć w hamaku , poczytać gazetę czy wypić kawę. Po południu na działkę przyjeżdżała z pracy moja żona i podawała nam pyszny obiadek, który na świeżym powietrzu smakował o wiele lepiej niż w domu. Najprzyjemniej jednak było obserwować roześmiane buzie naszych wnuczków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz