Tegoroczne wakacje spędziliśmy w domu. Nie udało nam się
niestety z żoną zgrać urlopów, gdyż w naszych firmach termin wakacyjnego
wypoczynku ściśle narzucił pracodawca. Nie było szans na jakiekolwiek
przesunięcia. Mój urlop przypadał w połowie lipca, a żony na początku sierpnia.
Postanowiliśmy wspomóc naszą córkę w opiece nad naszym pięcioletnim wnuczkiem
Krzysiem. Na całe szczęście pogoda była rewelacyjna. Codziennie rano zabierałem
wnuczka na naszą działkę. Słoneczko prażyło dość mocno, więc napełniłem zakupiony
jeszcze przed sezonem wakacyjnym basen, żeby maluch miał troszkę frajdy .Na
działce mamy altankę z łazienką i małym aneksem kuchennym i sporą wiatę
chroniącą przed promieniami słonecznymi. Właściwie całe wakacje można tam
spędzić. Żona codziennie wieczorem przygotowywała dla nas obiad na kolejny
dzień, a ja w drodze na działkę kupowałem zimne napoje i łakocie dla Krzysia.
Wnuczek zabrał ze sobą całą masę
zabawek, w tym jego ulubione puzzle „Przyjaciele z Krainy Lodu”. Przez
pierwszych kilka dni właściwie nie wychodził z basenu. Po pewnym jednak czasie
zaczęło mu się tęsknić za rówieśnikami. Na całe szczęście sąsiadka z działki
obok przyprowadziła również swojego wnuczka Patryka. Był o rok starszy od
naszego Krzysia. Początkowo chłopcy wstydzili się do siebie podejść. Musieliśmy
więc z sąsiadką pomóc maluchom w poznaniu. Gdy jednak Krzysiek zaprosił kolegę
do ogrodowego basenu , nie mogli się rozstać. Harcom nie było końca. Następnego
dnia, żeby urozmaicić chłopcom zajęcia przyniosłem z domu namiot i rozbiłem na
działce. Frajdę mieli niesamowitą . W środku namiotu zrobili sobie bazę,
poznosili wszystkie zabawki i zaczęli układać puzzle „ Przyjaciele z Krainy
Lodu” . Układanie puzzli obok kąpieli w basenie było ich najlepszą zabawą. Ja w
tym czasie mogłem odpocząć w hamaku , poczytać gazetę czy wypić kawę. Po
południu na działkę przyjeżdżała z pracy moja żona i podawała nam pyszny
obiadek, który na świeżym powietrzu smakował o wiele lepiej niż w domu.
Najprzyjemniej jednak było obserwować roześmiane buzie naszych wnuczków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz