piątek, 19 lutego 2016

Psotnica


Kilka dni temu przeżyliśmy w domu mały kataklizm , a wszystko za sprawą naszej znajdy. Zacznijmy jednak od początku. Pewnego, zimowego wieczoru wracałem z pracy. W oddali dojrzałem  błąkającego się po okolicy szczeniaka. Jakiś czas go obserwowałem, czy aby nikomu nie uciekł, ale na ulicy nie było żywego ducha. Podszedłem bliżej. Okazało się, że to suczka bardzo ostatnio modnej rasy.  Wziąłem ją na ręce i postanowiłem obejść okolicę                            w poszukiwaniu właściciela. Trwało to dobrą godzinę, a mróz był siarczysty. Nie mogłem zostawić takiego szczeniaka na takim zimnie. Zabrałem go, a raczej ją do domu. Gdy tylko otworzyłem drzwi od progu oświadczyłem dzieciakom, żeby się nie przywiązywały, ponieważ trzeba odnaleźć właściciela suczki. Następnego dnia dałem ogłoszenie w lokalnej gazecie o zgubie i na okolicznych słupach, witrynach sklepów i klatkach wywiesiłem ogłoszenie. Czekaliśmy, ale nie było żadnej odezwy. W końcu zrezygnowany pojechałem do znajomego weterynarza, żeby sprawdzić czy piesek przypadkiem nie został zaczipowany. Niestety ostatnia deska ratunku zawiodła. W taki oto sposób suczka stała się członkiem naszej rodziny. Oficjalnie dzieci nadały jej imię Asti. Ponownie odwiedziliśmy weterynarza, żeby ją zaszczepić. Wszyscy obchodzili się z nią jak  z jajkiem, a ona odwdzięczała nam się swoimi psotami. Gryzła wszystko co jej wpadło do pyska, nawet nasze meble nie miały szans w starciu z kiełkami psotnika. Żona wybaczała jej wszystko, jednak kilka dni temu po powrocie            z pracy zastaliśmy ulubioną grę mojej córki „Memos-Kraina Lodu” w opłakanym stanie. Właściwie nie było czego zbierać. Żona zapakowała resztki gry do kosza na śmieci. Na całe szczęście córka nie była świadkiem tej katastrofy. Postanowiłem, że zachowam na jakiś czas to co się wydarzyło w tajemnicy              i postaram się kupić taką samą grę. Miałem jednak mało czasu, gdyż w każdą niemalże niedzielę po obiedzie siadamy całą rodziną do gry. Objechałem całe miasto w poszukiwaniu „Memos-Kraina Lodu”, ale na nic zdały się moje starania. Po prostu gra w sprzedaży nie była już dostępna. Traf chciał, że             w piątek opowiedziałem o tym wydarzeniu kolegom z pracy .Józek, z którym pracuję od kilu lat powiedział, że jego syn ma taką grę w domu i już się nią nie bawi i że jeżeli ma  to uratować nasz mir rodzinny to chętnie mi ją podaruje. To był cud.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz