Kilka dni temu przeżyliśmy w domu mały kataklizm , a wszystko
za sprawą naszej znajdy. Zacznijmy jednak od początku. Pewnego, zimowego
wieczoru wracałem z pracy. W oddali dojrzałem
błąkającego się po okolicy szczeniaka. Jakiś czas go obserwowałem, czy
aby nikomu nie uciekł, ale na ulicy nie było żywego ducha. Podszedłem bliżej.
Okazało się, że to suczka bardzo ostatnio modnej rasy. Wziąłem ją na ręce i postanowiłem obejść
okolicę w poszukiwaniu właściciela. Trwało
to dobrą godzinę, a mróz był siarczysty. Nie mogłem zostawić takiego szczeniaka
na takim zimnie. Zabrałem go, a raczej ją do domu. Gdy tylko otworzyłem drzwi
od progu oświadczyłem dzieciakom, żeby się nie przywiązywały, ponieważ trzeba
odnaleźć właściciela suczki. Następnego dnia dałem ogłoszenie w lokalnej
gazecie o zgubie i na okolicznych słupach, witrynach sklepów i klatkach wywiesiłem
ogłoszenie. Czekaliśmy, ale nie było żadnej odezwy. W końcu zrezygnowany
pojechałem do znajomego weterynarza, żeby sprawdzić czy piesek przypadkiem nie
został zaczipowany. Niestety ostatnia deska ratunku zawiodła. W taki oto sposób
suczka stała się członkiem naszej rodziny. Oficjalnie dzieci nadały jej imię
Asti. Ponownie odwiedziliśmy weterynarza, żeby ją zaszczepić. Wszyscy
obchodzili się z nią jak z jajkiem, a
ona odwdzięczała nam się swoimi psotami. Gryzła wszystko co jej wpadło do
pyska, nawet nasze meble nie miały szans w starciu z kiełkami psotnika. Żona
wybaczała jej wszystko, jednak kilka dni temu po powrocie z pracy zastaliśmy ulubioną grę
mojej córki „Memos-Kraina Lodu” w opłakanym stanie. Właściwie nie było czego
zbierać. Żona zapakowała resztki gry do kosza na śmieci. Na całe szczęście
córka nie była świadkiem tej katastrofy. Postanowiłem, że zachowam na jakiś
czas to co się wydarzyło w tajemnicy i postaram się kupić taką samą
grę. Miałem jednak mało czasu, gdyż w każdą niemalże niedzielę po obiedzie
siadamy całą rodziną do gry. Objechałem całe miasto w poszukiwaniu
„Memos-Kraina Lodu”, ale na nic zdały się moje starania. Po prostu gra w
sprzedaży nie była już dostępna. Traf chciał, że w piątek opowiedziałem o tym
wydarzeniu kolegom z pracy .Józek, z którym pracuję od kilu lat powiedział, że
jego syn ma taką grę w domu i już się nią nie bawi i że jeżeli ma to uratować nasz mir rodzinny to chętnie mi
ją podaruje. To był cud.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz