W ubiegłym roku z okazji zbliżających się Świąt Bożego
Narodzenia nasz wnuczka Iga sporządziła
pierwszy w swoim życiu prawdziwy list do Świętego Mikołaja. Uczęszczała do drugiej klasy szkoły
podstawowej i już na tyle dobrze znała alfabet, że mogła samodzielnie go
napisać. Jej wcześniejsze listy zawsze przybierały formę rysunków, z tego też
powodu ten ostatni był prawdziwym listem zaczynającym się od magicznych słów : „ Kochany Święty Mikołaju…”. W niedługim czasie list dotarł również i do
nas. Po uważnym przeczytaniu udaliśmy się do sklepu z zabawkami, celem
zakupienia jednego z prezentów o
które prosiła Siwobrodego. Poprosiliśmy o pomoc sprzedawczynię, gdyż nie bardzo
wiedzieliśmy co też niektóre określenia zawarte w tajemniczym liście oznaczają.
Jedną z pozycji były, jak się okazało,
puzzle o nazwie „Wesoły dzień Zosi”. Ku naszemu zaskoczeniu w jednym pudełku
zamknięto aż cztery układanki, składające się z różnej ilości elementów. Po ich
złożeniu w całość można otrzymać cztery zabawne obrazki z Królewną Zosią w tle.
Kupiliśmy prezent i zadowoleni z zakupu wróciliśmy do domu. W przeddzień
Wigilii Bożego Narodzenia podłożyliśmy
prezenty pod choinkę. Wśród nich były oczywiście pięknie opakowane puzzle „
Wesoły Dzień Zosi”. Nie mogliśmy się doczekać momentu, w którym Iga odpakuje
upominek. Zawsze takie chwile uwieczniamy na zdjęciach. Tuż przed przybyciem
gości raz jeszcze zajrzałem do pokoju, w którym stała przystrojona świątecznymi
pierniczkami choinka. W pewnym
momencie osłupiałem. Brakowało jednego prezentu. Raz jeszcze przejrzałem
wszystkie pakuneczki i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Brakowało prezentu
dla Igi. Zamarłem. Za piętnaście minut mieli zjawić się goście. Zacząłem
pieczołowicie przeszukiwać wszystkie zakamarki, niestety z marnym rezultatem. Zadzwonił dzwonek
do drzwi. Pierwsza wbiegła Iga i z rozbrajającym uśmiechem zapytała,
czy Święty Mikołaj podrzucił już jakiś prezent dla niej pod choinkę. Skłamałem
,że jeszcze nie, bo widocznie dostarcza prezenty innym dzieciom , ale z pewnością o nas nie zapomni. Iga skrzywiła
się, ale posłusznie pomaszerowała do salonu, w którym stał stół wigilijny. W
pewnym momencie zawołała mnie córka i pokazując palcem na kojec naszego
labradora głośno się roześmiała. Nasz Maks spał zwinięty w kłębek, a spod
jego ogromnego cielska wystawało złote pudełko przepasane czerwoną wstęgą. Na
całe szczęście” Wesoły dzień Zosi” wrócił na swoje miejsce , pod przystrojoną
pierniczkami choinkę. Odetchnąłem z ulgą.
niedziela, 30 sierpnia 2015
środa, 26 sierpnia 2015
Niespodziewani goście
W ubiegłym tygodniu na
kolację zaprosiliśmy córkę z zięciem i wnuczką Paulinką. Żona upiekła pyszną
kaczkę z jabłkami, na deser przygotowała francuskie rogaliki z morelami . W
pewnym momencie zadzwonił telefon. Była
to moja młodsza siostra Janina. Pytała co słychać, czy wszyscy są zdrowi i jak
spędzamy wieczór. Janina mieszka w Pruszkowie, prawie sto kilometrów od nas.
Niezbyt często się widujemy, zazwyczaj przy okazji świąt. Pozdrowiła wszystkich
zgromadzonych i się pożegnała. Był to troszkę dziwny telefon, gdyż Janina ma w
zwyczaju dzwonić do nas w niedzielne poranki. Pomyślałem, że widocznie
odczuwała taką potrzebę. Wróciłem do swoich gości. Po niespełna godzinie rozległo się niespodziewane pukanie
do drzwi. Gdy otworzyłem, ze zdumienia przetarłem oczy. W progu stała Janina ze
swoim pięcioletnim wnuczkiem Oliwierem. Teraz dopiero zrozumiałem czemu miał
służyć ten wieczorny telefon. Chciała zbadać podłoże. Paulinka rzuciła się na
szyję Oliwierowi. Byli w tym samym wieku i uwielbiali spędzać ze sobą czas.
Janina wręczyła Paulince puzzle „ Jej wysokość Zosia”. Dzieciaki od razu
pobiegły do pokoju złożyć układankę. Było to nam na rękę . Mogliśmy spokojnie
porozmawiać. Okazało się, że Janina opiekowała się Oliwierem w trakcie ferii
zimowych i wczoraj wpadła na genialny pomysł, by nas odwiedzić. Jak to bywa u
mojej siostry od pomysłu do jego zrealizowania nie trzeba długo czekać. Zawsze
była prędka, ale jak coś powiedziała, to choćby się paliło, słowa dotrzymać
musiała. Tak było i tym razem . Obiecała Oliwierowi, że odwiedzi Paulinkę i tak
też się stało . W drodze zatrzymali się w sklepie z zabawkami i postanowili kupić Paulince jakiś
upominek. Podobno wybór puzzli „ Jej wysokość Zosia” należał do Oliwiera.
Stwierdził on bowiem , że Paulinka uwielbia królewny i ta układanka z pewnością
bardzo jej się spodoba. Rzeczywiście tak było. Zajrzeliśmy do pokoju, w którym
bawiły się dzieci. Paulinka raz po raz dziękowała Oliwerowi za prezent. Tak
bardzo podobały jej się puzzle, że stwierdziła, że był to najlepszy upominek,
jaki kiedykolwiek dostała.
Plama
W ubiegłym tygodniu
odwiedziliśmy naszych starych znajomych. Mieszkają oni w pięknym domku,
położonym na skraju lasu, na obrzeżach naszego miasta. Mają wspaniały ogród
pośrodku którego usytuowana jest altana, w której letnią porą zazwyczaj
spędzamy wspólne wieczory. Przyjaźnimy się od przeszło dwudziestu lat. W
ogrodzie znajduje się również huśtawka ogrodowa, trampolina i basen. To
dodatkowe wyposażenie zostało postawione z myślą o ich ukochanej wnuczce. Niestety wizyty
wnuczki Zuzi zdarzają się niezwykle rzadko, bowiem ich mała ulubienica dwa lata
temu wyjechała wraz z rodzicami na drugi koniec Polski . Tym razem mieliśmy
wyjątkową okazję spotkać Zuzię. Zabraliśmy ze sobą naszego wnuka, żeby dzieci
mogły się wreszcie poznać . Nasz wnuczek Adaś jest o rok starszy od Zuźki.
Mieliśmy więc nadzieję, że nasi podopieczni przypadną sobie do gustu i będą się
świetnie bawić, Wybraliśmy się do nich w pewny upalny, sobotni wieczór. Jak
zwykle gospodyni domu przygotowała wspaniałą kolację. Początkowo nasze wnuki świetnie
się dogadywały. Najwięcej radości sprawiała im zabawa w ogrodowym basenie. Było
upalnie, a woda była rewelacyjna. Gdy znudziły się kąpielą postanowiły zagrać w grę , którą zabrała ze sobą ze
Szczecina Zuzia. Nasz wnuczek Adam również chciał pochwalić się swoim
najnowszym prezentem. Wyjął ze swojego plecaczka ulubione puzzle Avengers.
Układankę dostał od nas na swoje piąte urodziny i od tamtej pory się z nią nie rozstawał.
Uwielbiał bajkowych bohaterów o super mocach. Zuzia rozłożyła kocyk i dzieci
zajęły się puzzlami. Układanka nie była skomplikowana. Składała się z niewielu
elementów o dość sporych rozmiarach. Złożenie jej w całość zajmowało zaledwie
pół godzinki. W pewnym momencie
Zuzia chcąc dołożyć kolejny element puzzli Avengers przewróciła stojącą obok
szklankę z sokiem porzeczkowym. Zawartość naczynia rozlała się wprost na złożone części układanki,
zabarwiając je kolorem soku. Adaś nabrał głęboko powietrza i po chwili nastąpił
atak płaczu, a raczej histerii. Nasze spotkanie dobiegło końca. Nie było szans
na wytłumaczenie Adasiowi, że to nie koniec świata. Następnego dnia zawitała do
nas Zuzia, wręczając Adasiowi taki sam zestaw Avengers. Radości nie było końca.
Na całe szczęście nasi znajomi znaleźli w pobliskim sklepie ostatni egzemplarz
zniszczonej układanki.
Spacer po lesie
Niedawno wybraliśmy się ze znajomymi na spacer po okolicznych
lasach. Zabraliśmy ze sobą naszego niesfornego beagla – Asti. Pogoda była
wspaniała, w sam raz do dłuższych wędrówek. Z
zamiłowania jestem myśliwym, podobnie zresztą jak mój ojciec, dziad i pradziad. Znam nasze lasy
jak mało kto i jeszcze nigdy nie zabłądziłem. Postanowiłem pokazać naszym znajomym
najciekawsze miejsca i widoki. Samochód zaparkowałem przed szlabanem i dalej
ruszyliśmy pieszo. Szliśmy żwawym krokiem tocząc ciekawą dyskusję na temat
łowiectwa. Mało kto wie, że bycie myśliwym to nie tylko polowania, ale również
dbanie o zwierzęta, jak na
przykład dokarmianie ich podczas srogich zim. Również zasady łowiectwa są
bardzo restrykcyjne. Dyskusja była dość zacięta, gdyż znajoma z zamiłowania
jest z kolei wolontariuszką w schronisku dla zwierząt i
jednocześnie wegetarianką. Dotarliśmy w końcu w miejsce, które chciałem im
pokazać. Przed nami stała wysoka i spora ambona, zbudowana jeszcze przez mojego
dziadka. Wspięliśmy się na górę. Widok był wspaniały. Złote łany zbóż i tonące w nich, zachodzące słońce oraz
ptasi koncert potęgowały wrażenie. Usiedliśmy i napawaliśmy się pięknem natury.
Długo jednak nie nacieszyliśmy się widokiem. Nagle zrobiło się ciemno, a
granatowe niebo przecięła błyskawica. Na odwrót było za późno. Postanowiliśmy
przeczekać nawałnicę w środku ambony.
Wyjąłem z plecaka termos z herbatą i domowe ciasteczka, zaś znajomy, ku memu
zdziwieniu, grę planszową „ Kalejdoskop 50
gier”. Byłem zaskoczony, ale i tak nie mieliśmy nic do stracenia. Zawsze noszę
ze sobą latarkę, więc nic nie stało na przeszkodzie, by rozegrać małą partyjkę.
Szczerze mówiąc bardzo spodobała mi się ta gra, bo każdy mógł znaleźć coś dla
siebie. Zaczęliśmy od szachów. Naszym małżonkom nie bardzo to odpowiadało. Na całe szczęście
„Kalejdoskop 50 gier” to zestaw, jak
sama nazwa wskazuje , pięćdziesięciu popularnych gier towarzyskich. Dziewczyny
zajęły się młynkiem, a my kontynuowaliśmy szachy. Pochłonięci świetną zabawą
nawet nie zauważyliśmy, że przestało padać a na horyzoncie pojawiły się
ostatnie promienie słoneczne. To była rewelacyjna przygoda.
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
ADHD
Od pewnego casu podejrzewaliśmy z małżonką , iż nasz
siedmioletnia córka Ola cierpi na nadpobudliwość psychoruchową. Bardzo często
się rozpraszała, nie potrafiła skupić uwagi na jednym zadaniu, była niezwykle
ruchliwa i gadatliwa , często „bujała w obłokach”, wybuchała nagłymi napadami
złości. Postanowiliśmy zatem udać się z tym problemem do specjalisty .Niestety
nasze obawy potwierdziły się . Lekarz udzielił nam wielu cennych wskazówek co
do metod leczenia. Okazało się , że istnieją proste sposoby, które mogą choć
trochę pomóc takiemu dziecku. Przede wszystkim nasza córka potrzebowała od nas
zrozumienia, ponieważ było jej znacznie trudniej niż rówieśnikom. Mózg dzieci
nadpobudliwych funkcjonuje bowiem inaczej niż dzieci zdrowych. Takiego dziecko
jest bombardowane przez bodźce, w których nie może się połapać. Z tego też
powodu niezwykle ważnym elementem jest planowanie każdego dnia takiego malca i
wydawanie prostych poleceń, jak również stosowanie pochwał. Co więcej
specjalista zalecił nam również ćwiczenia koncentracji uwagi i pamięci. Nasza
Ola uwielbia wszystko co jest związane z lalkami Barbie. Wpadliśmy więc na
genialny pomysł. Połączyliśmy jej ulubioną zabawę z ćwiczeniami. Zakupiliśmy
puzzle „Barbie i jej super przyjaciele”. Postanowiliśmy spróbować tej metody,
gdyż jak wiadomo tego typu układanki są rewelacyjnym ćwiczeniem dla umysłu.
Wspomagają pamięć ii koncentrację, a także uczą cierpliwości . Ola zakupioną
zabawką była zachwycona. Szkoda, że tak późno wpadliśmy na ten pomysł.
Codziennie wieczorem siadaliśmy całą rodziną do wspólnej zabawy. Wyłączaliśmy
telewizor i wszystkie zbędne odbiorniki, by nie zakłócać spokoju.
Rozsypywaliśmy na stole układankę „ Barbie i jej super przyjaciele” i rozpoczynaliśmy zabawę. Staraliśmy się jej
nie przeszkadzać , a gdy nie mogła poradzić sobie z jakimś elementem układanki
moja żona spokojnym, aksamitnym głosem pytała córkę, czy zechciałaby , aby jej
pomóc. Początkowo drażniło ją to ,że nie może dopasować jednej części do
drugiej i wtedy wpadała w dobrze nam już znaną złość . Z biegiem jednak czasu
te napady były coraz rzadsze i o mniejszej sile. Potrafiła również na tyle się
skoncentrować, by w ciszy i skupieniu złożyć układankę w całość. W ten sposób
puzzle „ Barbie i jej super przyjaciele” odegrały ogromne znaczenie w walce z
nadpobudliwością naszej małej Oli.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Zuzia
Niedawno zostałem zaproszony przez moją siostrę Elę na
niedzielny obiad. Ela jest ode mnie młodsza aż o dwanaście lat. Bardzo lubię ją
odwiedzać, choć mieszka niemalże godzinę drogi od mojej wioski. Gotuje
wyśmienicie, a ja z jej mężem Andrzejem mamy wspólne hobby. Oboje kochamy
wędkować. Raz do roku jedziemy razem oddawać się swojej pasji na Mazury .Ela z
Andrzejem mają czteroletnią córeczkę Zuzię, moją ulubienicę o błękitnych oczach
i bujnych blond lokach. Zuzia uwielbia wszystko co jest związane z wiejskim
gospodarstwem. Mieszka w dużym mieście, ale gdy tylko trafi się okazja
przyjeżdża do mnie na wieś i wtedy jest w swoim żywiole. Uwielbia pomagać mi
przy zwierzętach, a w szczególności karmić króliki. Niedawno zdradziła mi, że
od pewnego czasu bardzo lubi wszystkie zabawki, figurki, układanki, które
przedstawiają konie, świnki itd. Pomyślałem więc, że puzzle z wiejskim motywem byłyby fajnym
upominkiem. Pamiętam ,że w dzieciństwie układanie puzzli było jednym z moich
ulubionych zajęć. Poza tym tego typu układanki mają wiele zalet. Przede
wszystkim wspomagają rozwój dziecka, uczą koncentracji, cierpliwości,
umiejętności skupienia i ćwiczą pamięć. Wzór, który dziecko układa może mu
pomóc nauczyć się liter, nazw zwierząt, rozpoznawania elementów przyrody i
otaczającego nas świata. Udało mi się
całkiem przypadkowo zakupić takie właśnie puzzle ramkowe z serii Farma.
Układanka miała duże elementy i przedstawiała całą zagrodę wiejską, a na niej
krowy, kury, świnki, ukochane króliki
Zuzi. Gdy dojechałem na miejsce od razu wręczyłem jej upominek. Była
przeszczęśliwa. Pobiegła po swoją najlepszą przyjaciółkę, która mieszka piętro
niżej i razem usiadły do składania układanki. Raz za razem z dziecięcego pokoju
dobiegały odgłosy zachwytu z każdym kolejnym ułożonym elementem. Gdy skończyły
zawołały mnie do pokoju, by pokazać swoje dzieło. Zuzia poprosiła z rozbrajającym
uśmiechem o kolejny taki upominek. Po przyjeździe do domu wybrałem się do
sklepu, w którym zakupiłem puzzle z serii Farma i spytałem, czy posiadają w
sprzedaży jakieś inne puzzle, ale z tej samej serii. Okazało się, że Farma
składała się aż dwunastu części, a każda układanka przedstawiała inne
wydarzenie w tytułowej zagrodzie wiejskiej. Kupiłem kolejne pudełko, udałem się
do placówki pocztowej i zgodnie z obietnicą nadałem paczuszkę do mojej
ulubienicy Zuzi.
Zaup w Centrum Handlowym
Wczoraj pojechaliśmy ze znajomymi i dwójką ich córeczek na
zakupy do największego Centrum Handlowego w Warszawie. Mieszkamy w małej
miejscowości , położonej trzydzieści kilometrów od stolicy. Dotarcie na miejsce
zajęło nam niemalże dwie godziny. Korki uliczne były okropne. Równie zatłoczone
było centrum handlowe. Wszystko za sprawą letnich wyprzedaży, a także zorganizowanych przy jednym ze
sklepów z zabawkami pokazów wszelkiego rodzaju puzzli. Postanowiliśmy najpierw
zrobić zakupy, a później w ramach rozrywki obejrzeć wspomnianą
wcześniej wystawę puzzli. Dziewczynki nie mogły się doczekać. Okazało się, że
nie tylko można było obejrzeć, ale również spróbować swoich sił w ich
układaniu. Młodsza córka naszych znajomych Zosia wybrała serię puzzli o nazwie
„Jej wysokość Zosia”. Do gustu najbardziej przypadła jej układanka
przedstawiająca księżniczkę w złotej sukni o bujnych kruczoczarnych włosach i
zielonych oczach, a w oddali prezentował
się przepiękny zamek na samym szczycie góry. Puzzle składały się ze stu
elementów, ale poszczególne części były sporych rozmiarów, stworzone dla dzieci
w wieku 5-7 lat. Jej starsza siostra Marika nie chciała być gorsza, więc
wybrała układankę z tej samej serii, ale przedstawiającą księżniczkę Zosię
podróżującą złotą karocą. Dziewczynki zabrały się za układanie. Żeby im pomóc
podzieliliśmy się na dwie drużyny. Ja z przyjacielem pomagaliśmy Zosi, a moja
małżonka z żoną przyjaciela – Marice. Postanowiliśmy zorganizować sobie zawody.
Ta drużyna, której pierwszej uda się skończyć może czuć się zaproszona przez
drużynę przegranych na wspaniałe lody. „
Jej wysokość Zosia” na całe szczęście okazała się serią puzzli dość prostych w
układaniu. Zajęło nam to zaledwie pół godziny. Niestety damska drużyna okazała
się szybsza, więc nie było wyjścia i trzeba było zaprosić zwycięzców na deser.
Zanim jednak udaliśmy się do cukierni, dokładnie obejrzeliśmy całą wystawę
puzzli. Mnie osobiści najbardziej podobały się te w wersji 3D. Wyglądały
fantastycznie, szczególnie ułożony przez grupę licealistów model kuli
ziemskiej. Z pewnością był bardzo pracochłonny. Do domu wróciliśmy późnym
wieczorem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)