niedziela, 30 sierpnia 2015

Świąteczna zguba


W ubiegłym roku z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia  nasz wnuczka Iga sporządziła pierwszy w swoim życiu prawdziwy list do Świętego Mikołaja.  Uczęszczała do drugiej klasy szkoły podstawowej i już na tyle dobrze znała alfabet, że mogła samodzielnie go napisać. Jej wcześniejsze listy zawsze przybierały formę rysunków, z tego też powodu ten ostatni był prawdziwym listem zaczynającym się od magicznych  słów : „ Kochany Święty Mikołaju…”.    W niedługim czasie list dotarł również i do nas. Po uważnym przeczytaniu udaliśmy się do sklepu z zabawkami, celem zakupienia jednego z prezentów         o które prosiła Siwobrodego. Poprosiliśmy o pomoc sprzedawczynię, gdyż nie bardzo wiedzieliśmy co też niektóre określenia zawarte w tajemniczym liście oznaczają.  Jedną z pozycji były, jak się okazało, puzzle o nazwie „Wesoły dzień Zosi”. Ku naszemu zaskoczeniu w jednym pudełku zamknięto aż cztery układanki, składające się z różnej ilości elementów. Po ich złożeniu w całość można otrzymać cztery zabawne obrazki z Królewną Zosią w tle. Kupiliśmy prezent i zadowoleni z zakupu wróciliśmy do domu. W przeddzień Wigilii  Bożego Narodzenia podłożyliśmy prezenty pod choinkę. Wśród nich były oczywiście pięknie opakowane puzzle „ Wesoły Dzień Zosi”. Nie mogliśmy się doczekać momentu, w którym Iga odpakuje upominek. Zawsze takie chwile uwieczniamy na zdjęciach. Tuż przed przybyciem gości raz jeszcze zajrzałem do pokoju, w którym stała przystrojona świątecznymi pierniczkami choinka.           W pewnym momencie osłupiałem. Brakowało jednego prezentu. Raz jeszcze przejrzałem wszystkie pakuneczki i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Brakowało prezentu dla Igi. Zamarłem. Za piętnaście minut mieli zjawić się goście. Zacząłem pieczołowicie przeszukiwać wszystkie zakamarki, niestety         z marnym rezultatem. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Pierwsza wbiegła Iga            i          z rozbrajającym uśmiechem zapytała, czy Święty Mikołaj podrzucił już jakiś prezent dla niej pod choinkę. Skłamałem ,że jeszcze nie, bo widocznie dostarcza prezenty innym dzieciom , ale  z pewnością o nas nie zapomni. Iga skrzywiła się, ale posłusznie pomaszerowała do salonu, w którym stał stół wigilijny. W pewnym momencie zawołała mnie córka i pokazując palcem na kojec naszego labradora głośno się roześmiała. Nasz Maks spał zwinięty              w kłębek,  a  spod jego ogromnego cielska wystawało złote pudełko przepasane czerwoną wstęgą. Na całe szczęście” Wesoły dzień Zosi” wrócił na swoje miejsce , pod przystrojoną pierniczkami choinkę. Odetchnąłem z ulgą.

środa, 26 sierpnia 2015

Niespodziewani goście


W  ubiegłym tygodniu na kolację zaprosiliśmy córkę z zięciem i wnuczką Paulinką. Żona upiekła pyszną kaczkę z jabłkami, na deser przygotowała francuskie rogaliki z morelami . W pewnym  momencie zadzwonił telefon. Była to moja młodsza siostra Janina. Pytała co słychać, czy wszyscy są zdrowi i jak spędzamy wieczór. Janina mieszka w Pruszkowie, prawie sto kilometrów od nas. Niezbyt często się widujemy, zazwyczaj przy okazji świąt. Pozdrowiła wszystkich zgromadzonych i się pożegnała. Był to troszkę dziwny telefon, gdyż Janina ma w zwyczaju dzwonić do nas w niedzielne poranki. Pomyślałem, że widocznie odczuwała taką potrzebę. Wróciłem do swoich gości. Po niespełna  godzinie rozległo się niespodziewane pukanie do drzwi. Gdy otworzyłem, ze zdumienia przetarłem oczy. W progu stała Janina ze swoim pięcioletnim wnuczkiem Oliwierem. Teraz dopiero zrozumiałem czemu miał służyć ten wieczorny telefon. Chciała zbadać podłoże. Paulinka rzuciła się na szyję Oliwierowi. Byli w tym samym wieku i uwielbiali spędzać ze sobą czas. Janina wręczyła Paulince puzzle „ Jej wysokość Zosia”. Dzieciaki od razu pobiegły do pokoju złożyć układankę. Było to nam na rękę . Mogliśmy spokojnie porozmawiać. Okazało się, że Janina opiekowała się Oliwierem w trakcie ferii zimowych i wczoraj wpadła na genialny pomysł, by nas odwiedzić. Jak to bywa u mojej siostry od pomysłu do jego zrealizowania nie trzeba długo czekać. Zawsze była prędka, ale jak coś powiedziała, to choćby się paliło, słowa dotrzymać musiała. Tak było i tym razem . Obiecała Oliwierowi, że odwiedzi Paulinkę i tak też się stało . W drodze zatrzymali się w sklepie z zabawkami          i postanowili kupić Paulince jakiś upominek. Podobno wybór puzzli „ Jej wysokość Zosia” należał do Oliwiera. Stwierdził on bowiem , że Paulinka uwielbia królewny i ta układanka z pewnością bardzo jej się spodoba. Rzeczywiście tak było. Zajrzeliśmy do pokoju, w którym bawiły się dzieci. Paulinka raz po raz dziękowała Oliwerowi za prezent. Tak bardzo podobały jej się puzzle, że stwierdziła, że był to najlepszy upominek, jaki kiedykolwiek dostała.

Plama


 W ubiegłym tygodniu odwiedziliśmy naszych starych znajomych. Mieszkają oni w pięknym domku, położonym na skraju lasu, na obrzeżach naszego miasta. Mają wspaniały ogród pośrodku którego usytuowana jest altana, w której letnią porą zazwyczaj spędzamy wspólne wieczory. Przyjaźnimy się od przeszło dwudziestu lat. W ogrodzie znajduje się również huśtawka ogrodowa, trampolina i basen. To dodatkowe wyposażenie zostało postawione z myślą        o ich ukochanej wnuczce. Niestety wizyty wnuczki Zuzi zdarzają się niezwykle rzadko, bowiem ich mała ulubienica dwa lata temu wyjechała wraz z rodzicami na drugi koniec Polski . Tym razem mieliśmy wyjątkową okazję spotkać Zuzię. Zabraliśmy ze sobą naszego wnuka, żeby dzieci mogły się wreszcie poznać . Nasz wnuczek Adaś jest o rok starszy od Zuźki. Mieliśmy więc nadzieję, że nasi podopieczni przypadną sobie do gustu i będą się świetnie bawić, Wybraliśmy się do nich w pewny upalny, sobotni wieczór. Jak zwykle gospodyni domu przygotowała wspaniałą kolację. Początkowo nasze wnuki świetnie się dogadywały. Najwięcej radości sprawiała im zabawa w ogrodowym basenie. Było upalnie, a woda była rewelacyjna. Gdy znudziły się kąpielą postanowiły  zagrać w grę , którą zabrała ze sobą ze Szczecina Zuzia. Nasz wnuczek Adam również chciał pochwalić się swoim najnowszym prezentem. Wyjął ze swojego plecaczka ulubione puzzle Avengers. Układankę dostał od nas na swoje piąte urodziny i od tamtej pory się z nią nie rozstawał. Uwielbiał bajkowych bohaterów o super mocach. Zuzia rozłożyła kocyk i dzieci zajęły się puzzlami. Układanka nie była skomplikowana. Składała się z niewielu elementów o dość sporych rozmiarach. Złożenie jej w całość zajmowało zaledwie pół godzinki.       W pewnym momencie Zuzia chcąc dołożyć kolejny element puzzli Avengers przewróciła stojącą obok szklankę z sokiem porzeczkowym. Zawartość naczynia rozlała  się wprost na złożone części układanki, zabarwiając je kolorem soku. Adaś nabrał głęboko powietrza i po chwili nastąpił atak płaczu, a raczej histerii. Nasze spotkanie dobiegło końca. Nie było szans na wytłumaczenie Adasiowi, że to nie koniec świata. Następnego dnia zawitała do nas Zuzia, wręczając Adasiowi taki sam zestaw Avengers. Radości nie było końca. Na całe szczęście nasi znajomi znaleźli w pobliskim sklepie ostatni egzemplarz zniszczonej układanki.

Spacer po lesie


Niedawno wybraliśmy się ze znajomymi na spacer po okolicznych lasach. Zabraliśmy ze sobą naszego niesfornego beagla – Asti. Pogoda była wspaniała, w sam raz do dłuższych wędrówek. Z  zamiłowania jestem myśliwym, podobnie zresztą jak  mój ojciec, dziad i pradziad. Znam nasze lasy jak mało kto i jeszcze nigdy nie zabłądziłem. Postanowiłem pokazać naszym znajomym najciekawsze miejsca i widoki. Samochód zaparkowałem przed szlabanem i dalej ruszyliśmy pieszo. Szliśmy żwawym krokiem tocząc ciekawą dyskusję na temat łowiectwa. Mało kto wie, że bycie myśliwym to nie tylko polowania, ale również dbanie           o zwierzęta, jak na przykład dokarmianie ich podczas srogich zim. Również zasady łowiectwa są bardzo restrykcyjne. Dyskusja była dość zacięta, gdyż znajoma z zamiłowania jest z kolei wolontariuszką w schronisku dla zwierząt        i jednocześnie wegetarianką. Dotarliśmy w końcu w miejsce, które chciałem im pokazać. Przed nami stała wysoka i spora ambona, zbudowana jeszcze przez mojego dziadka. Wspięliśmy się na górę. Widok był wspaniały. Złote łany zbóż     i tonące w nich, zachodzące słońce oraz ptasi koncert potęgowały wrażenie. Usiedliśmy i napawaliśmy się pięknem natury. Długo jednak nie nacieszyliśmy się widokiem. Nagle zrobiło się ciemno, a granatowe niebo przecięła błyskawica. Na odwrót było za późno. Postanowiliśmy przeczekać nawałnicę     w środku ambony. Wyjąłem z plecaka termos z herbatą i domowe ciasteczka, zaś znajomy, ku memu zdziwieniu, grę planszową „ Kalejdoskop  50 gier”. Byłem zaskoczony, ale i tak nie mieliśmy nic do stracenia. Zawsze noszę ze sobą latarkę, więc nic nie stało na przeszkodzie, by rozegrać małą partyjkę. Szczerze mówiąc bardzo spodobała mi się ta gra, bo każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Zaczęliśmy od szachów. Naszym małżonkom nie bardzo  to odpowiadało. Na całe szczęście „Kalejdoskop  50 gier” to zestaw, jak sama nazwa wskazuje , pięćdziesięciu popularnych gier towarzyskich. Dziewczyny zajęły się młynkiem, a my kontynuowaliśmy szachy. Pochłonięci świetną zabawą nawet nie zauważyliśmy, że przestało padać a na horyzoncie pojawiły się ostatnie promienie słoneczne. To była rewelacyjna przygoda.

 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

ADHD


Od pewnego casu podejrzewaliśmy z małżonką , iż nasz siedmioletnia córka Ola cierpi na nadpobudliwość psychoruchową. Bardzo często się rozpraszała, nie potrafiła skupić uwagi na jednym zadaniu, była niezwykle ruchliwa i gadatliwa , często „bujała w obłokach”, wybuchała nagłymi napadami złości. Postanowiliśmy zatem udać się z tym problemem do specjalisty .Niestety nasze obawy potwierdziły się . Lekarz udzielił nam wielu cennych wskazówek co do metod leczenia. Okazało się , że istnieją proste sposoby, które mogą choć trochę pomóc takiemu dziecku. Przede wszystkim nasza córka potrzebowała od nas zrozumienia, ponieważ było jej znacznie trudniej niż rówieśnikom. Mózg dzieci nadpobudliwych funkcjonuje bowiem inaczej niż dzieci zdrowych. Takiego dziecko jest bombardowane przez bodźce, w których nie może się połapać. Z tego też powodu niezwykle ważnym elementem jest planowanie każdego dnia takiego malca i wydawanie prostych poleceń, jak również stosowanie pochwał. Co więcej specjalista zalecił nam również ćwiczenia koncentracji uwagi i pamięci. Nasza Ola uwielbia wszystko co jest związane         z lalkami Barbie. Wpadliśmy więc na genialny pomysł. Połączyliśmy jej ulubioną zabawę z ćwiczeniami. Zakupiliśmy puzzle „Barbie i jej super przyjaciele”. Postanowiliśmy spróbować tej metody, gdyż jak wiadomo tego typu układanki są rewelacyjnym ćwiczeniem dla umysłu. Wspomagają pamięć ii koncentrację, a także uczą cierpliwości . Ola zakupioną zabawką była zachwycona. Szkoda, że tak późno wpadliśmy na ten pomysł. Codziennie wieczorem siadaliśmy całą rodziną do wspólnej zabawy. Wyłączaliśmy telewizor i wszystkie zbędne odbiorniki, by nie zakłócać spokoju. Rozsypywaliśmy na stole układankę               „ Barbie i jej super przyjaciele”  i rozpoczynaliśmy zabawę. Staraliśmy się jej nie przeszkadzać , a gdy nie mogła poradzić sobie z jakimś elementem układanki moja żona spokojnym, aksamitnym głosem pytała córkę, czy zechciałaby , aby jej pomóc. Początkowo drażniło ją to ,że nie może dopasować jednej części do drugiej i wtedy wpadała w dobrze nam już znaną złość . Z biegiem jednak czasu te napady były coraz rzadsze i o mniejszej sile. Potrafiła również na tyle się skoncentrować, by w ciszy i skupieniu złożyć układankę w całość. W ten sposób puzzle „ Barbie i jej super przyjaciele” odegrały ogromne znaczenie w walce        z nadpobudliwością naszej małej Oli.

 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Zuzia


Niedawno zostałem zaproszony przez moją siostrę Elę na niedzielny obiad. Ela jest ode mnie młodsza aż o dwanaście lat. Bardzo lubię ją odwiedzać, choć mieszka niemalże godzinę drogi od mojej wioski. Gotuje wyśmienicie, a ja z jej mężem Andrzejem mamy wspólne hobby. Oboje kochamy wędkować. Raz do roku jedziemy razem oddawać się swojej pasji na Mazury .Ela z Andrzejem mają czteroletnią córeczkę Zuzię, moją ulubienicę o błękitnych oczach i bujnych blond lokach. Zuzia uwielbia wszystko co jest związane z wiejskim gospodarstwem. Mieszka w dużym mieście, ale gdy tylko trafi się okazja przyjeżdża do mnie na wieś i wtedy jest w swoim żywiole. Uwielbia pomagać mi przy zwierzętach, a w szczególności karmić króliki. Niedawno zdradziła mi, że od pewnego czasu bardzo lubi wszystkie zabawki, figurki, układanki, które przedstawiają konie, świnki itd. Pomyślałem więc, że  puzzle z wiejskim motywem byłyby fajnym upominkiem. Pamiętam ,że w dzieciństwie układanie puzzli było jednym z moich ulubionych zajęć. Poza tym tego typu układanki mają wiele zalet. Przede wszystkim wspomagają rozwój dziecka, uczą koncentracji, cierpliwości, umiejętności skupienia i ćwiczą pamięć. Wzór, który dziecko układa może mu pomóc nauczyć się liter, nazw zwierząt, rozpoznawania elementów przyrody i otaczającego nas świata.  Udało mi się całkiem przypadkowo zakupić takie właśnie puzzle ramkowe z serii Farma. Układanka miała duże elementy i przedstawiała całą zagrodę wiejską, a na niej krowy, kury, świnki,  ukochane króliki Zuzi. Gdy dojechałem na miejsce od razu wręczyłem jej upominek. Była przeszczęśliwa. Pobiegła po swoją najlepszą przyjaciółkę, która mieszka piętro niżej i razem usiadły do składania układanki. Raz za razem z dziecięcego pokoju dobiegały odgłosy zachwytu z każdym kolejnym ułożonym elementem. Gdy skończyły zawołały mnie do pokoju, by pokazać swoje dzieło. Zuzia poprosiła z rozbrajającym uśmiechem o kolejny taki upominek. Po przyjeździe do domu wybrałem się do sklepu, w którym zakupiłem puzzle z serii Farma i spytałem, czy posiadają w sprzedaży jakieś inne puzzle, ale z tej samej serii. Okazało się, że Farma składała się aż dwunastu części, a każda układanka przedstawiała inne wydarzenie w tytułowej zagrodzie wiejskiej. Kupiłem kolejne pudełko, udałem się do placówki pocztowej i zgodnie z obietnicą nadałem paczuszkę do mojej ulubienicy Zuzi.

Zaup w Centrum Handlowym


Wczoraj pojechaliśmy ze znajomymi i dwójką ich córeczek na zakupy do największego Centrum Handlowego w Warszawie. Mieszkamy w małej miejscowości , położonej trzydzieści kilometrów od stolicy. Dotarcie na miejsce zajęło nam niemalże dwie godziny. Korki uliczne były okropne. Równie zatłoczone było centrum handlowe. Wszystko za sprawą letnich wyprzedaży,     a także zorganizowanych przy jednym ze sklepów z zabawkami pokazów wszelkiego rodzaju puzzli. Postanowiliśmy najpierw zrobić zakupy, a później      w ramach rozrywki obejrzeć wspomnianą wcześniej wystawę puzzli. Dziewczynki nie mogły się doczekać. Okazało się, że nie tylko można było obejrzeć, ale również spróbować swoich sił w ich układaniu. Młodsza córka naszych znajomych Zosia wybrała serię puzzli o nazwie „Jej wysokość Zosia”. Do gustu najbardziej przypadła jej układanka przedstawiająca księżniczkę w złotej sukni o bujnych kruczoczarnych włosach i zielonych oczach, a w oddali prezentował  się przepiękny zamek na samym szczycie góry. Puzzle składały się ze stu elementów, ale poszczególne części były sporych rozmiarów, stworzone dla dzieci w wieku 5-7 lat. Jej starsza siostra Marika nie chciała być gorsza, więc wybrała układankę z tej samej serii, ale przedstawiającą księżniczkę Zosię podróżującą złotą karocą. Dziewczynki zabrały się za układanie. Żeby im pomóc podzieliliśmy się na dwie drużyny. Ja z przyjacielem pomagaliśmy Zosi, a moja małżonka z żoną przyjaciela – Marice. Postanowiliśmy zorganizować sobie zawody. Ta drużyna, której pierwszej uda się skończyć może czuć się zaproszona przez drużynę przegranych na wspaniałe  lody. „ Jej wysokość Zosia” na całe szczęście okazała się serią puzzli dość prostych w układaniu. Zajęło nam to zaledwie pół godziny. Niestety damska drużyna okazała się szybsza, więc nie było wyjścia i trzeba było zaprosić zwycięzców na deser. Zanim jednak udaliśmy się do cukierni, dokładnie obejrzeliśmy całą wystawę puzzli. Mnie osobiści najbardziej podobały się te w wersji 3D. Wyglądały fantastycznie, szczególnie ułożony przez grupę licealistów model kuli ziemskiej. Z pewnością był bardzo pracochłonny. Do domu wróciliśmy późnym wieczorem.