piątek, 17 listopada 2017

Draka



Jakieś dwa tygodnie temu moja wnusia Karolinka dostała w prezencie urodzinowym od swojej najlepszej koleżanki                 z przedszkola Amelki – puzzle sensoryczne – Fun for everyone Myszka Miki . Przyjęcie urodzinowe odbyło się nowej sali zabaw w centrum naszego miasta i jak mówi Karola były to najfajniejsze urodziny w całym jej życiu. Od tamtej pory nie rozstawała się ze swoim ukochanym upominkiem od Ameli. Zabierała go w swoim pluszowym plecaczku dosłownie wszędzie , nawet z mamą na zakupy, bo twierdziła, że nigdy nie wiadomo, kogo się spotka. Pewnego dnia córka poprosiła mnie, bym odebrał małą z przedszkola, bo ma tego dnia zaplanowaną wizytę u okulisty. Postanowiłem zabrać Karolę na pizzę. Zanim jednak pojechaliśmy zjeść , musiałem zrobić po drodze zakupy w supermarkecie i podrzucić je żonie do domu. Wychodząc ze sklepu Karolinka zauważyła foto budkę i zaciekawiona weszła do środka . Wewnątrz znajdowały się przeróżne zabawne rekwizyty, pomocne w robieniu śmiesznych ujęć, takie jak peruki, wąsy , okulary. Wrzuciłem do automatu kilka dwuzłotówek i już po chwili można było pozować do zdjęć. Bardzo nas rozweseliła ta foto budka, zresztą fotki były rewelacyjne. W świetnych nastrojach zawieźliśmy zakupy do domu i pojechaliśmy do pizzerii. Po złożeniu zamówienia, nagle Karola pobladła i zaczęła płakać. Z trudem wyjąkała, że zgubiła swój ukochany plecaczek , w którym był jej urodzinowy upominek puzzle sensoryczne firmy Trefl - Myszka Miki, z którym przecież się nie rozstawała. Zacząłem uspakajać wnusię i obiecałem ,że gdy tylko zjemy pizzę od razu udamy się w poszukiwaniu plecaczka. Zgodziła się. Podczas posiłku razem analizowaliśmy każdy nasz krok przed wejściem do pizzerii. Najpierw zadzwoniłem do małżonki i spytałem, , czy plecak nie został w domu, gdy zawieźliśmy zakupy. Niestety tam go nie było. Teraz byłem już przekonany, że jedynym miejscem w którym Karola mogła go zostawić była foto budka. Zjedliśmy pizzę i czym prędzej udaliśmy się do supermarketu. Dosłownie biegiem wpadliśmy do magicznej budki. Rozejrzałem się dookoła. Pod ławeczką leżał sobie plecaczek Karoli. Wnusia głęboko odetchnęła z ulgą i przytuliła zgubę, obiecując, że już nigdzie jej nie zostawi.

Imieniny



Kilka dni temu spotkaliśmy się, zresztą jak co roku, całą naszą rodzinką na imieninach u mojej mamy. Nie przepadam za tymi spotkaniami, gdyż zazwyczaj są strasznie nudne. Przeważającą liczbą gości w tym gronie są kobiety, więc jak zaczną opowiadać o swoich babskich problemach, ciężko wysiedzieć przy stole. Na całe szczęście na imieninach zjawił się także mój szwagier. Byłem wybawiony. Przy stole usiedliśmy obok siebie. Byliśmy jedynymi mężczyznami na tej imprezie. Mama podała gorący obiad. Po pysznym  posiłku wznieśliśmy toast za solenizantkę. Na nasze nieszczęście, zaczęło się to babskie świergotanie. Uszy puchły. Pomimo tego, że siedzieliśmy ze szwagrem obok siebie, ledwo się słyszeliśmy. Tomek pobiegł do auta i przyniósł ze sobą, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, grę towarzyską o nazwie 5 sekund. Zaproponował dziewczynom małą rozgrywkę. Byliśmy zaskoczeni, ale wszyscy jednogłośnie przystaliśmy na nietypową propozycję. Mama była troszkę zła, że zamiast zajadać się jej kuchennymi wypiekami, będziemy bawić się w jakieś gierki, jak małe dzieci. Oczywiście ona , jako jedyna wyłamała się z zabawy. Zrobiliśmy troszkę miejsca na stole i zaczęła się rozgrywka. W miarę upływu czasu, gra stawała się coraz fajniejsza. Po pewnym czasie nawet moja uparta mama stwierdziła, że jest rewelacyjna, ale nie dała się namówić do wspólnej zabawy. Musiałem przyznać szwagrowi rację , że był to świetny pomysł. Dzięki temu ryzyko babskiej paplaniny ograniczyliśmy do minimum. Dziewczyny były grą zachwycone. Po dwóch godzinach świetnej zabawy w grę 5 sekund, postanowiliśmy zrobić mamie przyjemność, usunęliśmy grę ze stołu i zajadaliśmy się mistrzowskimi daniami naszej solenizantki. Należało przyznać, że gotuje wyśmienicie. Nadszedł wreszcie czas na powrót do domu . Zamówiliśmy taksówkę. Leżąc już w łóżku , pomyślałem ,że dobrze by było mieć taką grę towarzyską w domu, tak na wszelki wypadek. Gra 5 Sekund z pewnością rozkręciłaby każde nudne spotkanie. Postanowiłem, że  w poniedziałek, zaraz po pracy wybiorę się do naszego centrum handlowego i poszukam tej wyjątkowej gry.

środa, 15 listopada 2017

Wycieczka


Co roku dla naszych starszych podopiecznych organizujemy jesienią w naszym   przedszkolu jakiś jednodniowy wyjazd. Tym razem mieliśmy do wyboru zwiedzanie zoo albo przedstawienie w teatrze.  Postanowiliśmy więc zapytać o zdanie najmłodszych. Wybór był niemalże jednogłośny i padł na wycieczkę do zoo. Dzieciaki nie mogły sie doczekać. Dzień wyjazdu  przypadł pod koniec tygodnia,                w piątek. Pogoda była wspaniała. Było wyjątkowo ciepło i słonecznie. W sam raz na zwiedzanie ogrodu zoologicznego. Od samego rana dzieciom dopisywały humory. Każde zabrało ze sobą mały ekwipunek w postaci suchego prowiantu na drogę oraz małą zabawkę, by nie nudziły się w autokarze. W końcu ruszyliśmy. Do przejechania mieliśmy niespełna sześdziesiąt kilometrów. Ulokowałem się na końcu naszego wesołego autobusu, by mieć wszystkich uczestników na oku. Obok mnie siedziała Zosia , moja ulubienica.   Po pewnym czasie wyjęła z plecaczka swoją ulubioną grę Gdzie jest Dory gra Piotruś i poprosiła mnie, abym się z nią pobawił. Nie miałem nic przeciwko. Dzieciaczki spokojnie siedziały na swoich miejscach w autobusie                       i zachowywały się wyjątkowo grzecznie. Gra pochłonęła nam większość czasu                     i zanim się obejrzeliśmy byliśmy już na miejscu. Z racji wczesnej pory kolejki do kas wcale nie były spore.  Zakupiliśmy bilety wstępu i można było zająć się oprowadzaniem grupy po ogrodzie. Z pomocą przyszła nam sympatyczna przewodniczka. Największe  emocje wzbudzały lwy i tygrysy oraz szympansy. Pośrodku zoo znajdowała sie strefa zabaw dla dzieci oraz kilka kiosków                              z pamiątkami, słodyczami i lodami. Tam zabawiliśmy troszkę dłużej. Dzieciaki były przeszczęśliwe.  Nie obyło sie również bez pamiątkowych zdjęć. Zwiedzanie ogrodu  zoologicznego dobiegło wreszcie końca. Podziękowaliśmy wszyscy naszej przewodniczce i się pożegnaliśmy. W drodze powrotnej znów grałem z Zosią                     w Gdzie jest Dory gra Piotruś . Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Umęczone, ale               i uśmiechnięte maluchy odebrali ich opiekunowie. Jeszcze tego samego dnia postanowiłem wrzucić na internetową stronę naszego wesołego przedszkola pamiątkowe zdjęcia, uwieczniające wyjatkowy dzień.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Rodzinne spotkania



Kilka dni temu zaprosiliśmy z małżonką nasze dzieci z wnukami na niedzielny obiad. Staramy się , gdy tylko nadarzy się ku temu okazja odciążać ich w codziennych obowiązkach. Praca, dzieci ,szkoła i ciągła bieganina powodują, że w tygodniu na nic nie ma czasu, więc dni wolne powinno spędzać się z rodziną. Dlatego też nasze wspólne  niedzielne obiady stały się właściwie naszym rodzinnym zwyczajem. Bardzo korzystnie wpływa to dzieciaki i buduje wyjątkową więź emocjonalną . Po obiedzie zazwyczaj staramy się wszyscy wspólnie spędzić czas na zabawie i relaksie. Gdy tylko pozwala na to pogoda wybieramy się na wycieczkę za miasto, by delektować się świeżym , leśnym powietrzem. Niestety nie zawsze nam się to udaje. Ostatnia niedziela nie należała do wyjątkowo pogodnych, choć zapowiadał się słoneczny dzień, to jednak po południu niebo przesłoniły ciemne chmury i zaczął padać deszcz. Zazwyczaj staram się też kupić jakąś drobnostkę dla dzieciaków. Są to albo słodycze albo drobne zabaweczki. Tym razem kupiłem dla Karolinki i Jagódki puzzle Bajkowe księżniczki. Natrafiłem na nie całkiem przypadkiem , przy okazji robienia zakupów na niedzielny obiad. Kosztowały dosłownie parę groszy, ale od razu wpadły mi w oko. Dobrze wiedziałem , że dziewczynki bardzo lubią bohaterów tej disney’owskiej bajki, którą zresztą wspólnie oglądaliśmy  całkiem niedawno w kinie. W każdym razie po pysznym posiłku, dzieciaczki były bardzo zasmucone, ponieważ od rana miały ochotę na wyprawę do lasu. Pogoda jednak spłatała nam figla i musieliśmy zostać w domu. Zawołałem je do siebie i poprosiłem o zamknięcie oczu i wyciągnięcie rączek. Na ich buzi od razu pojawił się uśmiech, bo dobrze wiedziały, że oznacza to jakiś upominek.  Delikatnie położyłem im na dłoniach malutkie pudełeczka z puzzlami Bajkowe księżniczki. Gdy ponownie otworzyły oczy, podskoczyły z radości i pobiegły do salonu ułożyć układanki. Tym sposobem smutne buzie zniknęły, a dziewczynki miały choć troszkę radości.

wtorek, 31 października 2017

Upominek


Jakiś czas temu nasza wspólna koleżanka z pracy oświadczyła, że spodziewa się dziecka. Dla  wszystkich było o tyle duże zaskoczenie, że Renata miała już czterdzieści lat i dwójkę dużo starszych dzieci. Cieszyła się jednak bardzo, a my razem z nią . Renatka pracowała z nami od ponad piętnastu lat i była bardzo lubiana przez wszystkich. Zawsze uśmiechnięta, żywiołowa i pomocna. Nie sposób jej było nie lubić. Została z nami do piątego miesiąca ciąży i z uwagi na złe samopoczucie musiała na razie opuścić naszą załogę. Na czas ciąży                      i pierwszych miesięcy życia małej Alicji wyprowadziła się do mamy, ponieważ jej mąż Zbyszek pracował za granicą i wracał do domu tylko na kilka dni, raz                   w miesiącu. Dzwoniła jednak do nas i opowiadała , co ciekawego dzieje się                  u niej. Przysyłała również zdjęcia malutkiej. Okazało się jednak, że Renatka wraca niebawem w swoje rodzinne strony, ponieważ mężowi skończył się kontrakt za granicą i wracał na stałe do kraju. Miała nas odwiedzić ze swoją pociechą .To była fajna wiadomość. Podsunąłem zatem reszcie naszej załogi pomysł zakupu jakiegoś niewielkiego upominku dla ślicznej Alicji. Zrobiliśmy zbiórkę pieniążków. Zakupem odpowiedniego prezentu miała zająć się Klaudia, nasza młodsza koleżanka, która obecnie wychowywała czteroletnią Majkę, więc najlepiej z nas wszystkich znała temat. Kilka dni później przyniosła do pracy zakupiony upominek. Była to śliczna sukieneczka i liczydło dla najmłodszych 1,2,3 Liczysz Ty. Zapakowaliśmy prezent. Renatka zawitała do nas ze swoją księżniczką kilka dni temu. Wyglądała kwitnąco. Widać było, że macierzyństwo jej służy. Córeczka natomiast była prześliczna, miała śniadą cerę, kruczoczarne włoski i czarne oczy. Lustrzane odbicie Renatki. Wręczyliśmy na ręce mamy upominek dla Alicji. Była mocno zaskoczona i gorąco podziękowała, po czym oświadczyła, że za kilka miesięcy ma zamiar wrócić do pracy. Przyjęliśmy tą wiadomość z wielkim entuzjazmem, bo troszkę nam brakowało naszej wesołej i energicznej  Renatki. Następnego dnia przysłała zdjęcie Alicji z nową zabawką 1,2,3 Liczysz ty.

piątek, 27 października 2017

Zguba


Kilka dni temu mój młodszy wnuczek Piotruś pojechał na wycieczkę do zoo ze

swoją grupą przedszkolną. Pogoda była wspaniała. Wprawdzie  o tej porze roku temperatury nie były już tak wysokie, ale słoneczko przyjemnie przygrzewało. Pojechałem do córki, by zawieźć malucha na zbiórkę w wyznaczone przez organizatorów miejsce. Piotruś był bardzo podekscytowany. Była to jego pierwsza tego typu wycieczka wyjazdowa. Ubrany był adekwatnie do panującej na zewnątrz pogody, na plecach miał mały plecaczek z prowiantem na drogę.    W ręku trzymał karty Fisher-Price-gra Piotruś, które dostał ode mnie kilka dni temu. Pojechaliśmy na parking, na którym miała odbyć się zbiórka. Autokar przyjechał przed czasem. Za chwilę również pojawił się patrol policyjny. Funkcjonariusze sprawdzili stan techniczny pojazdu i gdy wszystko było dopięte na ostatni guzik, dzieci zaczęły wsiadać do autobusu. Piotruś usiadł ze swoim ulubionym kolegą, zaraz przy oknie i machał mi, dopóki nie odjechali. Powrót przewidziany był na godzinę siedemnastą. Cały dzień zastanawiałem się, czy wnuczek dobrze bawi się na wycieczce i czy nic złego się nie wydarzyło. Przyjechałem na parking o wyznaczonej godzinie i razem z pozostałymi rodzicami i dziadkami oczekiwaliśmy przyjazdu autokaru. Troszkę to trwało, bowiem wycieczka nieco się przedłużyła i mieli godzinne opóźnienie. W końcu na horyzoncie pojawił się wyczekiwany przez wszystkich zebranych autobus. Gdy zaparkował, drzwi pojazdu otworzyły i dzieci kolejno zaczęły wysiadać. Piotruś był ostatni. Wysiadł ze skwaszoną miną i czerwonymi od płaczu oczyma. Wystraszyłem się nie na żarty. Na całe szczęście okazało się, że nic poważnego się nie stało. Opiekunka poinformowała mnie, że Piotruś zgubił swoje ulubione karty Fisher-Price-gra Piotruś i stąd jego zły humor. Zabrałem wnuczka do samochodu i powiedziałem ,żeby się nie martwił, bo nic strasznego się nie stało. Podjechaliśmy do sklepu i kupiłem maluchowi takie same karty. Piotruś od razu rozpromieniał i obiecał, że następnym razem będzie ich pilnował.                  W drodze do domu opowiedział mi o wycieczce, z której był bardzo zadowolony.

wtorek, 24 października 2017

Nasz Alanek


Kilka lat temu moja jedyna córka wyszła za mąż. Układało im się z mężem całkiem nieźle. Oboje mieli dobrą pracę. Po niedługim czasie kupili też piękny dom. Do szczęścia brakowało  im tylko potomka. Okazało się jednak, że Ala miała problemy z zajściem w ciążę. Zaczęły się wycieczki po lekarzach i badania. Martwiło nas to bardzo, bowiem Alicja zaczęła popadać w depresję. Trzy lata temu, małżonka zaproponowała Ali uczestnictwo w pielgrzymce. Zawsze byliśmy rodziną bardzo religijną, więc córka zdecydowała się ,że pójdzie. Całą drogę modliła się o dziecko, ale z drugiej strony pielgrzymka ta dała jej też troszkę spokoju psychicznego i odpoczynku od codziennych obowiązków              i zmartwień. Ku naszemu zaskoczeniu w dwa miesiące po wyprawie na Jasna Górę, zadzwonił telefon. To była Alicja. Była zapłakana. Początkowo nie mogłem jej zrozumieć, ale gdy tylko się uspokoiła, dotarła do nas szczęśliwa nowina. Ala spodziewała się dziecka. To był cud. Alan urodził się  cały i zdrowy dwa lata temu. Był naszym oczkiem w głowie. Rozwijał się wspaniale. Mieliśmy go niemal na co dzień, gdyż Ala wróciła do pracy, a małym zajmowała się moja małżonka. Raz w miesiącu kupowałem maluchowi jakąś nową zabaweczkę. Córka nie lubiła, gdy tak rozpieszczałem wnuczka. Kilka dni temu zobaczyłem             w sklepie fantastyczną zabawkę edukacyjną A,B,C Czytać chcę i od razu pomyślałem o wnuczku. Wprawdzie zaledwie dwa tygodnie temu dostał ode mnie nowy upominek, ale pomyślałem ,że to nie tyle zabawka co narzędzie, będące początkiem przygody z nauką liter i cyferek. Nie zastanawiając się zbyt długo, kupiłem prezent i zadowolony wróciłem do domu. Tego dnia Ala przyjechała po wnuczka troszkę wcześniej. Starałem  się wejść do domu niezauważony, ale niestety mi się to nie udało. Córka od razu, wyczuła co się dzieje i skarciła mnie wzrokiem. Odpakowałem zatem zabawkę A,B,C Czytać Chcę i powiedziałem stanowczo, że będę uczył Alana cyferek i liter. Córka westchnęła głęboko i pominęła to dłuższym milczeniem, a ja zabrałem Alanka do pokoiku, by pokazać mu nową zabawkę.