piątek, 18 grudnia 2015

Szlachetna paczka


Ostatnio bardzo modne w naszym kraju stało się organizowanie w okresie świątecznym różnego rodzaju akcji charytatywnych dla najuboższych, wysyłania smsów, przekazywania pieniążków na konta fundacji pomagających chorym dzieciom, kupowania produktów, ze sprzedaży których pewien procent przekazywany jest dla najbardziej potrzebujących. Są to cele bardzo szczytne chętnie biorę udział w tego typu akcjach. Kilka dni temu również w firmie, w której pracuję zorganizowano wyjątkową zbiórkę w ramach wszystkim chyba znanej „ Szlachetnej paczki”. Wolontariusze zgłosili osoby, którym można pomóc. Po ciężkich negocjacjach postanowiliśmy wspólnie,  że nasze serca powędrują do mamy samotnie wychowującej trójkę dzieci, która ze względu na sadystycznego partnera zmuszona została do zamieszkania w domu samotnej matki. Historia tej rodziny bardzo nami wstrząsnęła, dlatego tez postanowiliśmy ich wesprzeć. Wolontariusze przekazali nam spis rzeczy, których najbardziej im brakuje, poczynając od artkułów spożywczych a kończąc na ubraniach dla dzieci. Podzieliliśmy się zakupami, złożyliśmy się też na branka i zaledwie trzy dni paczka była gotowa. Właściwie to kilka ogromnych paczek, tyle udało nam się zebrać. Ja kupiłem słodycze dla dzieciaków, artykuły szkolne i zestaw puzzli       „ Kąpiel Prosiaczka” dla najmłodszej dziewczynki, a także przekazałem część pieniążków na zakup kurtki dla najstarszego syna. Wszyscy bardzo zaangażowali się w tą akcję. Wspaniale było patrzeć, jak ludzie potrafią się mobilizować            i wzajemnie sobie pomagać. Czułem również dumę, że mogę osobiście uczestniczyć w tak szlachetnej akcji. W zorganizowaniu darów dla tej rodziny brał udział cały mój wydział, to znaczy około dwudziestu osób. Gdy wieść             o naszej Szlachetnej Paczce rozeszła się po firmie okazało się, że chętnych do pomocy jest o wiele więcej. To wspaniałe, że kolejne potrzebujące  rodziny będą mogły liczyć na wsparcie. W końcu nadeszły święta, w czasie których zastanawiałem się czy zakupione przeze mnie dary, a w szczególności puzzle dla najmłodszego dziecka „ Kąpiel Prosiaczka” się spodobają. Tego nie miałem się dowiedzieć, ponieważ rodzin, którym pomogliśmy nigdy  nie poznamy . Mogłem jedynie sobie wyobrazić, jak bardzo były w Wigilię Bożego Narodzenia szczęśliwe.

środa, 16 grudnia 2015

Mikołajki w galerii


W  ubiegłą sobotę wybraliśmy się z żoną na zakupy do naszej galerii. Z uwagi na to, że wielkimi krokami zbliżają Święta Bożego Narodzenia miałem nadzieję, że wpadnie mi w oko jakiś ciekawy prezent dla mojej drugiej połówki. Chciałem, żeby to było coś wyjątkowego, coś z czego naprawdę się ucieszy. Galeria wyglądała niesamowicie. Świąteczny nastrój udzielał się chyba wszystkim odwiedzającym. Wszędzie wisiały girlandy, migocące światełka, srebrzyste renifery i aniołki. Nawet mnie poprawiał się nastrój, gdy wchodziłem z żoną do kolejnego sklepu, w którym zostawiała jakąś część mojej wypłaty. Minęliśmy elegancką wystawę znanej firmy jubilerskiej, gdy Zofia nagle przystanęła               i wpatrywała się w złotą bransoletkę. Zdawało mi się nawet, że delikatnie westchnęła. Kątem oka spojrzałem na cenę tego cudeńka, ale ku mojemu zaskoczeniu nie była aż tak wygórowana. Pomyślałem ,że to jest właśnie ten prezent, jaki chciałem dla niej kupić. Udałem, że nie jestem zainteresowany biżuterią i ruszyłem niej. W samym sercu galerii, obok kolorowej fontanny zebrał się tłum dzieciaków. Przypomniałem sobie o Mikołajkach. Obserwowałem rozweselone dzieciaczki. W wielkim fotelu rozsiadł się Święty Mikołaj, który rozdawał  prezenty. Wszedłem piętro wyżej, by mieć lepszy widok. W jednym worku miał zestawy puzzli „Jej wysokość Zosia”, w drugim zestawy dla chłopców, ale niestety nie udało mi się dojrzeć, co dokładnie przedstawiały. Zorganizowano konkurs na największą i najlepiej przyozdobioną bombkę na choinkę. Dzieci miały do dyspozycji wielkie kule styropianowe, wstążki, papiery kolorowe, koraliki, brokaty, kleje i całą masę rzeczy, które by można było wykorzystać do zdobienia bombki. W końcu konkurs dobiegł końca. Rozpoczęła się mała gala wręczenia nagród. Na pomoc Mikołajowi przybiegła filigranowa Śnieżynka. Wyłoniono trzy zwyciężczynie. Każdej Święty Mikołaj wręczył zestaw puzzli „Jej wysokość Zosia”. Fotograf uwiecznił ten moment          i każdej dziewczynce podarował dodatkowo pamiątkowe zdjęcie. Święty Mikołaj jednak nie byłby sobą, gdyby nie rozdał pozostałym dzieciakom drobnych upominków. Wspaniale było obserwować to świąteczne wydarzenie.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Fałszywy Święty Mikołaj


Zazwyczaj Wigilię Bożego Narodzenia spędzamy u mojej mamy w górach. Tam święta mają dopiero  wyjątkowy urok. Na brak śniegu nie można narzekać. Pierwszego dnia świąt staramy się organizować rodzinny kulig.  Są to niezapomniane wrażenia. Jednak w tym roku nie było mowy o spędzeniu tego świątecznego czasu w górach. Mama ostatnio chorowała i była zbyt słaba, by zorganizować tak poważne przedsięwzięcie. Postanowiliśmy zatem zabrać ją do siebie, do centrum Polski. Wprawdzie temperatury utrzymywały się dodatnie      i nie mogliśmy raczej liczyć na biały puch, ale zawsze to lepsze niż spędzenie świąt w samotności. Najbardziej rozczarowane jednak były dzieciaki. Uwielbiały jeździć w góry, lepić bałwana, rzucać się śnieżkami. Wieczorami oglądały bajki albo grały w jedyną grę, którą posiadała babcia na swoim wyposażeniu,              a mianowicie „5 sekund Junior”. Wiadomość o tym ,że w tym roku nie pojedziemy w góry bardzo je zasmuciła. Wpadłem jednak na pomysł, który urozmaicił troszkę te święta. Postanowiłem wynająć Świętego Mikołaja. Sam przebrać się nie mogłem, bo moje przebiegłe dzieciaki z pewnością zwietrzyłyby podstęp. Przeszukałem lokalne ogłoszenia . W końcu znalazłem takiego, którego koszt wynajęcia nie powalił mnie z nóg, w przeciwieństwie do pozostałych. Uzgodniłem z nim wszystkie szczegóły i czekałem                                z niecierpliwością na efekty jego pracy. Dzień przed wigilią przyjechała moja mama. Ku uciesze dzieciaków przywiozła ze sobą ich ulubioną grę „5 sekund junior” no i obowiązkowo masę pysznych wigilijnych pierogów. Nadszedł            w końcu dzień, na który wszyscy długo czekali. W duszy śmiałem się sam              z siebie, bo ja chyba bardziej niż dzieci czekałem na pojawienie się pierwszej gwiazdki na niebie. Nikomu nie zdradziłem mojego sekretu. Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Od progu przywitał mnie gruby Jegomość w czerwonym stroju. Wyglądał bardzo przekonująco. Zaprosiłem go do salonu. Cała rodzina osłupiała. Święty Mikołaj rozdawał prezenty. Ostatnią poprosił najmłodszą Zuzię, która po dłuższym zastanowieniu podeszła do Mikołaja i z całej siły pociągnęła za długą brodę. Stało się to, czego obawiałem się najbardziej. Święty Mikołaj został zdemaskowany. Pomimo wpadki długo jeszcze przeżywaliśmy jego wizytę w naszym domu.

piątek, 11 grudnia 2015

Psotka


Moja  młodsza córka od kilku lat jest aktywną wolontariuszką schroniska dla bezdomnych zwierząt. Poświęca im każdą wolną chwilę. Niejednokrotnie zdarzyło się również ,że przygarniała niechciane i zmaltretowane istotki . Wtedy dom zamieniał się w istny szpital, ponieważ psiaki były zazwyczaj w opłakanym stanie. Z niektórymi jeździła do warszawskiej kliniki, żeby je ratować, inne dzięki jej miłości i zawziętości udało się przywrócić do dobrego stanu w warunkach domowych. Nie zapomnę jednak pewnej suczki, którą kilka miesięcy temu przywiozła do domu z interwencji. Jej właścicielka była anorektyczką i tak samo traktowała swojego pupila. Pies był skrajnie wychudzony, nie miał siły by podnieść się na łapkach, a do tego strasznie bał się każdego z nas. Wystarczyło na niego spojrzeć, by zrozumieć, ile wycierpiał.  Córka całymi dniami walczyła    o jego życie. Jej wiara i poświęcenie sprawiły, że w zaledwie miesiąc suczka była nie do poznania. Stała się pełna życia i powoli zaczęła ufać człowiekowi. Najlepszy kontakt złapała z wnuczką . Maja codziennie ją odwiedzała, przynosiła smakołyki i ją zabawiała. Kilka tygodni temu wnuczka miała spędzić u nas kilka dni. Przywiozła ze sobą ulubione zabawki, a wśród nich ukochane puzzle „ Jej wysokość Zosia”. Dostała je ode mnie na swoje piąte urodziny i przy każdej okazji prosiła, bym pomógł jej je układać. Uwielbiała tą zabawę, bo zawsze podczas zabawy opowiadałem jej śmieszne historyjki. Podczas tego  kilkudniowego pobytu Majki zdarzyła się rzecz niebywała. Któregoś wieczoru usiedliśmy do ukochanych puzzli „Jej wysokość Zosia”. Puzzle zostały złożone,    a ja z wnuczką opowiadaliśmy sobie śmieszne historyjki do późnych godzin wieczornych. Złożoną układankę pozostawiliśmy na stole i poszliśmy spać. Następnego dnia z samego rana Maja podniosła w całym domu alarm. Zerwałem się z łóżka. Puzzle „Jej wysokość Zosia” zniknęły. Rozpoczęły się poszukiwania. W pierwszej chwili pomyślałem, że żona robi sobie z nas żarty, ale gdy  Majka wpadła w histerię zrozumiałem , że to nie był zwykły  psikus. Cały dzień szukaliśmy zguby. Wieczorem zajrzałem do pokoju córki. W kojcu leżała suczka, o obok niej porozsypywane puzzle Majki. Od tamtego pamiętnego dnia psinę nazywaliśmy Psotką, bo spłatała nam wszystkim niezłego psikusa.

środa, 9 grudnia 2015

Mikołajki


W końcu nadszedł grudzień.  Dla dorosłych to miesiąc długi i ciężki. Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia   i związane z tym wydatki nie nastrajają optymistycznie.   Największą radochę mają oczywiście dzieciaki.        W szkole coraz mniej obowiązków i właściwie już od pierwszych dni miesiąca jakieś niespodzianki. Mam na myśli oczywiście Mikołajki .   W tym roku przypadają w niedzielę. W naszej rodzinie mamy zwyczaj podkładania drobnych upominków pod poduszkę, gdy maluchy zasną. Pozostał wybór tego drobnego upominku, a wcale nie jest to łatwe zadanie. W dzisiejszych czasach dzieci mają niemalże wszystko, czego dusza zapragnie, a konkurencyjni producenci zabawek prześcigają się w pomysłach, czym jeszcze można zaskoczyć maluchy    i przyciągnąć ich uwagę. Postanowiłem zatem zrobić mały rekonesans po sklepach. Niestety moja kilkugodzinna wyprawa przyniosła marny efekt.             W każdym punkcie, do którego zajrzałem, półki uginały się od nadmiaru zabawek. Każda ciekawa, kolorowa i przyciągająca uwagę. Przyszedłem do domu ze strasznym mętlikiem w głowie. Długo nie mogłem zasnąć. Gdy się obudziłem doznałem niemalże olśnienia. W ostatnim sklepie, który wczoraj odwiedziłem w oko wpadł mi zestaw puzzli „Avengers”. Początkowo właściwie nie wiedziałem co to za postacie widnieją na pudełku, ale nagle przypomniałem sobie  , że mój wnuczek bardzo często ogląda serial animowany właśnie                z bohaterami o nadzwyczajnych mocach. Po śniadaniu wybrałem się ponownie do sklepu, w którym widziałem puzzle. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że właśnie wczoraj po moim wyjściu ostatnie pudełko układanki zostało sprzedane. Byłem zdruzgotany. Sprzedawczyni widząc moją zrezygnowaną minę obiecała, że postara mi się pomóc. Wykonała kilka telefonów do różnych hurtowni i kazała mi się zgłosić za dwa dni. Dręczyło mnie to ,że nie kupiłem od razu tego zestawu. Właściwie to byłem przekonany, że w tak krótkim czasie         z pewnością nie uda mi się kupić układanki. Niewiele jednak mogłem w tej sytuacji zrobić . Cierpliwie czekałem. Po  dwóch dniach zgłosiłem się ponownie do sklepu. Pani sprzedawczyni od progu powitała mnie z uśmiechem na twarzy wyciągając spod lady puzzle „Avengers”. Byłem uspokojony.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Nowe autko


Wczoraj wieczorem przyjechał do mnie w odwiedziny mój brat Bogdan              ze swoim młodszym synem Krystianem. Chciał koniecznie pochwalić się swoim nowym samochodem, który sprowadził kilka dni temu z terenu Niemiec. Najbardziej z tej wizyty cieszył się mój synek Piotrek. Krystian nigdy nie przyjeżdża z pustymi rękoma. Tym razem wręczył Piotrkowi puzzle Avengers        - Puzzle Magic Decor z jego ulubionymi bohaterami. Piotruś był szczęśliwy, bo układanie puzzli to jego ulubione zajęcie od najmłodszych lat. Chłopcy zamknęli się w pokoju dziecięcym i pracowali nad nowym upominkiem. Nie miałem ochoty przygotowywać dla nich kolacji, więc poszedłem na łatwiznę i zamówiłem dla nich pizzę. My z moim bratem wyszliśmy na podwórze obejrzeć nowe cacko. Samochód prezentował się wspaniale, pracował  cichutko i miał wspaniałą linię. Nic zresztą dziwnego , bo kosztował fortunę. Mój brat  ma własną, bardzo dochodową piekarnię, ale ciężko pracuje, by stać go było na takie luksusy. Zrobiliśmy rundkę wokół domu. Takim autem się nie jedzie, ale płynie. Opowiedział mi o całym dodatkowym wyposażeniu, jakie to autko posiada  i poszliśmy do domu . Zajrzeliśmy do pokoju chłopaków. W ciszy             i skupieniu pracowali nad złożeniem puzzli Avengers Puzzle Magic Decor. Po chwili wróciła moja małżonka i zajęła się przygotowaniem dla nas małego poczęstunku. Taki nabytek należało ochrzścić, aby dobrze służył nowemu właścicielowi. Bogdan zadzwonił po szwagierkę, żeby moja żona nie czuła się samotna. To było oficjalne wytłumaczenie, a tak naprawdę przewidywał finał tego spotkania , więc potrzebna była opiekunka dla Krystiana i jednocześnie kierowca, by spokojnie wrócić do domu. Rozsiedliśmy się z Bogdanem wygodnie w fotelach, włączyliśmy telewizor i wznieśliśmy toast za nowe cacko brata. Nasze panie nie były zbyt zadowolone , w przeciwieństwie do dzieciaków, którzy po ułożeniu    w całość puzzli Avengers i zjedzeniu całej pizzy przestawiali pokój Piotrka do góry nogami. W końcu udało nam się udobruchać małżonki i resztę wieczoru spędziliśmy w znakomitych nastrojach. W końcu nie co dzień kupuje się samochód za kilkadziesiąt tysięcy złotych.

środa, 2 grudnia 2015

Domówka


Od pewnego czasu nasza nastoletnia córka Iga suszyła nam głowę o to, by móc zorganizować małą imprezę w domu dla najbliższych przyjaciół, oczywiście najlepiej pod naszą nieobecność. Przez długi jednak czas nie było ku temu okazji, bowiem rzadko wychodzimy z domu . Jednym z powodów naszego ubogiego życia towarzyskiego jest wychowywanie młodszego syna Igora . Najzwyczajniej w świecie brakuje chętnych do sprawowania opieki nad niesfornym chłopcem. Z tego też względu, jeśli chodzi o dłuższe wyjścia                i spotkania ze znajomymi, ograniczamy się do minimum. Raz do roku mamy jednak imprezę, której nie opuściłbym za żadne skarby. Jest to hubertus, organizowany przez moje Koło Łowieckie  w listopadzie. Nie wyobrażam sobie, żeby mnie na nim nie było, oczywiście w towarzystwie mojej małżonki. Przez dłuższy czas córka nie wracała do tematu domówki. Dwa tygodnie temu jednak przeczytała zaproszenie na nasz myśliwski bal. Termin imprezy przypadał akurat w dniu urodzin Igi. Wiedziałem, że tym razem nie unikniemy tego drażliwego tematu. Nie chodziło o to, że nie mamy zaufania do córki, ale o to, że dzisiejsza młodzież ma wyjątkowo dziwaczne pomysły i po prostu baliśmy się pozostawić małolatów na całą noc bez opieki osoby dorosłej. Igorem miała zająć się babcia, a my po długich negocjacjach z uwagi na urodziny Igi, uzgodniliśmy z nią zasady imprezy. Z duszą na ramieniu zostawiliśmy gromadkę nastolatków w domu. Przed wyjściem podarowałem Idze świetną grę towarzyską „ 5 sekund” Trefla, mając cichą nadzieję, że młodzieży się spodoba, choć szczerze w to wątpiłem. Podczas hubertusa żona co godzinę dzwoniła do córki, spytać czy wszystko         w porządku i czy nie dzieje się nic niepokojącego. Do domu wróciliśmy około godziny piątej. Po cichutku otworzyliśmy drzwi. W pokoiku Igi jak śledzie             w łóżku spały : nasza córka i jej trzy najbliższe koleżanki. Zajrzeliśmy do dużego pokoju. Ku mojemu zaskoczeniu panował tam ład i porządek, a na stole leżała rozłożona gra „5 sekund”, a obok niej karteczka z napisem : „ Dziękujemy. Gra rzeczywiście była fascynująca”. Byłem pod ogromnym wrażeniem.