Odkąd nasza córka wyjechała na drugi koniec świata, bardzo
nam się z żoną przykrzyło za radosnym i gwarnym domem. Nagle zrobiło się
strasznie cicho i pusto. Któregoś roku, będąc na spacerze w
parku, obserwowaliśmy
z zaciekawieniem grupkę małych
dzieci, bawiących się radośnie na placu zabaw. Okazało się ,że są to
wychowankowie Małego Domu Dziecka. Tamten dzień zmienił nasze nudne życie.
Postanowiliśmy pomagać biednym sierotom. Codziennie odwiedzaliśmy maluchy ,
czytaliśmy książki, żona piekła pyszne babeczki i ciasta, a raz w miesiącu
kupowaliśmy jakiś drobny upominek
postaci klocków, puzzli czy też jakiejś gry planszowej. Dzieciaki były
wspaniałe i
potrzebowały dużo ciepła i miłości. Tuliły się do nas, wchodziły na kolana i
obdarzały nas wspaniałymi laurkami. Zbliżała się Wielkanoc. Żona upiekła
tradycyjne mazurki i babki, a ja poszedłem do sklepu z zabawkami, żeby kupić
Zajączka Wielkanocnego. Ostatnim podarunkiem dla dzieciaków były puzzle i gry
karciane . Tym razem pomyślałem o grze „
Gdzie jest Dory „. Była to gra tematyką nawiązująca do pięknej bajki z scenami
z filmu Disneya, którą ostatnio wspólnie oglądaliśmy w kinie oraz kilka sztuk
gier karcianych „ Avengers” . Wracając
ze sklepu kupiłem jeszcze czekoladowe cukierki w kształcie zajączków dla
dzieciaków i farbki do kolorowania pisanek. Zapakowaliśmy nasze podarunki i
udaliśmy się w odwiedziny. Dzieci jak zwykle przyjęły nas z ogromnym
entuzjazmem. Zadowoleni również byli wychowawcy i opiekunowie, którzy podczas naszych wizyt
mogli chwilę odpocząć od swoich obowiązków. Każdy maluch dostał małą paczuszkę
z cukiereczkami . Żona zajęła się z dziewczynkami kolorowaniem pisanek, a my z
chłopcami rozgrywaliśmy partyjkę nowo zakupionej gry karcianej „ Avengers” i „
Gdzie jest Dory”. Było dużo śmiechu i radości. Po wspaniałej zabawie zaprzyjaźniona opiekunka zrobiła dla
wszystkich herbatkę i pokroiła upieczone przez moją małżonkę ciasta. To był bardzo radosny dzień. Zrobiliśmy kilka fajnych
zdjęć na pamiątkę tego wydarzenia. Pod koniec wizyty dostaliśmy piękne laurki.
Po powrocie do domu oprawiłem kolorowe
laurki w ramki i powiesiłem na ścianie w naszym salonie.
środa, 19 kwietnia 2017
wtorek, 18 kwietnia 2017
UKRYTY ZAJĄCZEK
To było
dokładnie podczas rodzinnego śniadania wielkanocnego. Spotkaliśmy się wszyscy
jak zwykle u mamy. Mieszka ona w malowniczo położonej wiosce niedaleko
niewielkiego stawu, tuż pod lasem. Idealne miejsce na rodzinne spotkania. Jak
co roku, robimy prezenty - zajączki dla najmłodszego członka naszej rodziny,
mojego siostrzeńca Adasia. Z tej okazji kupiliśmy mu prezent, Auta puzzle sensoryczne – Fun for everyone.
Zazwyczaj owego zajączka wielkanocnego ukrywamy w jakimś zakamarku w ogrodzie.
Tym razem jednak pogoda niestety nie dopisała. Od kilku dni padał deszcz ze
śniegiem. Postanowiliśmy zatem ukryć zabawkę w domu. Aby jednak zawęzić pole
poszukiwań, ograniczyliśmy się jedynie do trzech pokoi na parterze domu. Adaś
był bardzo podniecony czekającą go zabawą w poszukiwacza skarbów. Odnajdywanie
zajączka - zabawki rozpoczynamy zazwyczaj tuż po śniadaniu wielkanocnym. Już
mięliśmy zacząć zabawę, gdy nagle zorientowaliśmy się, że jakiś czas temu Adaś
poszedł do łazienki i jeszcze nie wrócił. Zamiast poszukiwań zajączka, zaczęły
się poszukiwania zaginionego chłopca. Pomimo nawoływań, siostrzeniec przepadł
jak kamień w wodę. Poszedłem po ostatnią deskę ratunku i wpuściłem do domu
Norkę - jamniczkę mamy, która uwielbia Adasia. Po kilku minutach pies zaczął
obszczekiwać ogromną szafę w sypialni na parterze, dokładnie tam, gdzie
ukryliśmy naszego zajączka wielkanocnego. W pierwszym momencie pomyślałem, że
Norze coś się pomyliło, ale pies nie odpuszczał i drapał z zapałem w drzwi.
Postanowiliśmy sprawdzić co tak bardzo zdenerwowało jamniczkę. Ku naszemu
zaskoczeniu w środku siedział Adaś i przy świetle latarki w najlepsze bawił się
ukrytymi przed nim prezentem. Auta
puzzle sensoryczne – Fun for everyone.
piątek, 14 kwietnia 2017
Nowy domek
Kilka dni temu zostaliśmy zaproszeni z małżonką przez swoich przyjaciół na przyjęcie z okazji
kupna nowego domu. Jola z
Bogdanem byli naszymi sąsiadami od kilkunastu lat. Razem świętowaliśmy wszelkie
imieniny, urodziny, razem jeździliśmy na wakacje, mieliśmy dzieciaki w tym
samym wieku. Bardzo wiele nas łączyło i byliśmy ze sobą naprawdę zżyci. Kilka
miesięcy temu nasi przyjaciele sprzedali mieszkanie w blokach i kupili
niewielki domek w uroczej i spokojnej dzielnicy. Dzieci ich były już dorosłe i dawno opuściły rodzinne strony.
Domek, który zakupili, choć niewielki, spełniał ich marzenia o własnym podwórku. Gdy ostatnio
widziałem go na zdjęciu, wymagał remontu. Z niecierpliwością więc czekałem na
zaproszenie, by zobaczyć, jak się urządzili. Zanim jednak udaliśmy się z
małżonką na oględziny, należało kupić jakiś drobiazg do nowego domu. Wybraliśmy
się więc na zakupy. Wybór padł na bardzo elegancki serwis kawowy. Wracając z
centrum handlowego w oko wpadła mi gra towarzyska „ Ego”. Pomyślałem, że będzie
fajnym dodatkiem do naszego spotkania po tych kilku miesiącach. W sobotnie
popołudnie zamówiłem taksówkę, której kierowca zawiózł nas pod drzwi nowego domu
Joli i Bogdana. Budynek został wyremontowany i odnowiony. Był koloru ładnej
zieleni. Ceglasta dachówka i brązowe okiennice dodawały uroku. Przed domem położono
finezyjną kostkę brukową. W oddali widać było usytuowaną w głębi podwórza
altanę z murowanym grillem. Szkoda, że do lata pozostało jeszcze kilka
miesięcy. Weszliśmy do środka. Przywitaliśmy się czule z naszymi przyjaciółmi.
Zanim zasiedliśmy do stołu Jola oprowadziła nas po domu. Wszystko było nowe i
pachnące świeżością, a przy tym bardzo przytulne. Nic dziwnego, że Bogdan był
tak podekscytowany, opowiadając o remoncie domu. Z chęcią zamieszkałbym w takim
mieszkanku. Zasiedliśmy do stołu. Czas mijał bardzo szybko przy wspólnych
rozmowach. W końcu postanowiliśmy zagrać w nową grę towarzyską „ Ego”. Śmiechu i
zabawy nie było końca. Gra okazała się świetną propozycją na długie wieczory i spotkania towarzyskie. Wreszcie
nadszedł czas powrotu do domu. W świetnych nastrojach pożegnaliśmy przyjaciół i
wsiedliśmy do taksówki .
środa, 12 kwietnia 2017
Wystawa puzzli
Kilka dni temu miałem okazję odbierać ze szkoły mojego
sześcioletniego wnuczka . Maciuś był przeszczęśliwy, bo wiedział, że będzie
mógł namówić mnie na jakieś dodatkowe atrakcje. Jak przystało na dziadka,
uwielbiałem go rozpieszczać. Ostatnim razem wybraliśmy się wspólnie do kina na
premierę najnowszego filmu animowanego Disney’a. Gdy tylko wsiadł do samochodu,
zapytałem co będziemy robić jak odrobi lekcje. Córka miała go odebrać dopiero
późnym wieczorem, więc mieliśmy cały dzień dla siebie. Maciuś uśmiechnął się
szeroko i wręczył mi ulotkę, informującą o ciekawej wystawie puzzli w naszym
mieście. Pojechaliśmy czym prędzej do domu zjeść przygotowany przez babcię
obiad i odrobić lekcje. Na całe szczęście praca domowa nie była obszerna i już
po godzince byliśmy po wszystkich obowiązkowych zajęciach. Teraz można było
oddać się relaksowi. Pojechaliśmy zatem obejrzeć wystawę, której nie mógł
doczekać się wnuczek. Z uwagi na środek tygodnia nie było tłoczno. Wystawa
robiła wrażenie. Najbardziej Maciusiowi podobały się Auta puzzle sensoryczne
Fun for everyone. Ucieszył się, gdy powiedziałem ,że sprezentuję mu taką
układankę. Zaraz przy wyjściu było stoisko, na którym można było kupić puzzle
prezentowane na wystawie. Ceny z pewnością były wyższe niż w tradycyjnym
sklepie z zabawkami, ale słowo się rzekło to trzeba było go dotrzymać. Do domu
wróciliśmy około osiemnastej. Babcia zrobiła nam pysznej herbatki z imbirem i
podała świeżo upieczonego placuszka z jabłuszkami. Mieliśmy czas, by złożyć w całość puzzle
sensoryczne Auta fun for everyone. Elementy układanki rozsypaliśmy na dużym
stole w naszym salonie. Jest on dobrze oświetlony, więc w sam raz nadaje się do
tego typu zabawy. Maciek był przeszczęśliwy. Układanka nie była trudna, ale
czasochłonna. Zanim się obejrzeliśmy przyjechała córka. Gdy zobaczyła nową
zabawkę, zrugała mnie wzrokiem za to, że znów rozpieszczam wnuczka. Musiała
jednak poczekać, aż skończymy układankę . Około godziny dwudziestej puzzle
zostały złożone w całość. Maciuś był dumny ze swojej pracy. Zanim się pożegnał,
uściskał mnie mocno w podziękowaniach za ciekawie spędzony dzień .
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Ach wiosna
W końcu przyszła upragniona
wiosna! Cały świat budzi się po zimowej drzemce, wszystko dookoła się
zazielenia ,a ptaki zaczynają wesoło śpiewać. Słońce coraz mocniej przygrzewa,
na dworze robi się cieplej i dni są coraz dłuższe! Jest to idealny czas na
organizowanie rodzinnych pikników, czy też grilla. I właśnie dlatego
postanowiłem zaprosić kilku znajomych z całą rodziną do siebie na działkę.
Jako, że przyjdzie także moja ukochana wnuczka Kamila, postanowiłem dobrze
zorganizować dzieciom czas. Zaplanowałem kilka zabaw, spakowałem karty, kilka
lalek wnuczki i różnego rodzaju zabawki. Jednak brakowało mi czegoś dla małych
chłopców, więc wybrałem się do sklepu. Przy okazji kupiłem rzeczy potrzebne na
grilla i napoje. Jednak, gdy podchodziłem do stoiska z zabawkami, potknąłem się
o jakieś pudełko, które musiało spaść z półki i o mały włos wylądowałbym
na podłodze. Gdy się obejrzałem , ujrzałem sprawcę zamieszania - „Auta puzzle
sensoryczne”. Zaśmiałem się cicho pod nosem i już wiedziałem, że to będzie
idealne zajęcie dla małych urwisów. Po zakupach przygotowałem wszystko na
działce, a goście zaczęli powoli się zjawiać. Gdy byliśmy już w pełnym gronie,
rozpaliliśmy grilla, przy którym śmialiśmy się i dokazywaliśmy. Chłopcy bujali
się na huśtawce, a dziewczynki lekko kołysały się na hamaku bawiąc się przy tym
lalkami. Po zjedzonym objedzie wszystkie dzieciaki usiadły na kocu i zaczęły
przebierać w zabawkach. Każdy wybrał to, na co miał ochotę jednak chłopcy
zaczęli się kłócić, ponieważ każdy z nich chciał jako pierwszy ułożyć „Auta
puzzle sensoryczne”. Zaproponowałem więc żeby zagrali w „papier, kamień, nożyce” i wytłumaczyłem na czym to polega. Dzięki temu
ustaliliśmy kolejność, a urwisy przestały się kłócić. Okazało się, że gra,
którą im kupiłem była ich najlepszą atrakcją tego dnia! Dziewczynki także nie
narzekały, bawiły się lalkami i udawały księżniczki
Disneya. Pod koniec wybraliśmy się wspólnie na spacer, ponieważ nieopodal mojej
działki znajdowało się małe jezioro. Dzień zakończyliśmy oglądając piękny
zachód słońca. Był to świetnie spędzony czas i razem ze znajomymi uznaliśmy,
że takie spotkania powinniśmy organizować dużo częściej.
piątek, 7 kwietnia 2017
Treningi
Od kiedy sięgnę pamięcią moja ośmioletnia wnusia Ola zawsze
była bardzo żywym dzieckiem. Wszędzie jej było pełno, a energia wprost ją roznosiła. Czasami
było to bardzo męczące. Latem problemu nie było, gdyż całe dnie spędzała na podwórku ze swoją
przyjaciółką Martynką. Jednak okres jesienno-zimowy nie sprzyjał zabawom na
świeżym powietrzu. Córka postanowiła zapisać Olę na jakieś dodatkowe zajęcia,
by mogła rozładować swoją energię poza domem. W szkole podstawowej, do której
uczęszczała wnuczka od początku roku prowadzone były zajęcia dla najmłodszych
klas z jazdy na rolkach. Sprzęt sportowy
Ola oczywiście miała, więc pozostawało zapisać wnuczkę i mieć nadzieję, że
treningi jej się nie znudzą. Już po pierwszych zajęciach Ola była wniebowzięta.
Poznała nowe koleżanki, a trenerka okazała się bardzo sympatyczną panią. Pomimo
tego, że wnuczka dołączyła do grupy dopiero w połowie roku szkolnego szybko
nadrobiła braki, a jej umiejętności zostały docenione przy pierwszych zawodach,
w których zajęła drugie miejsce i dostała nagrodę w postaci srebrnego medalu i
rodzinnego zestawu firmy Trefl Kalejdoskop 50 gier. Upominek zmotywował ją
jeszcze bardziej. Była przeszczęśliwa. Zaprosiła do domu swoja przyjaciółkę
Martynkę, by pokazać jej zdobyczny medal i Kalejdoskop
50 gier oraz by namówić ją, by zapisała się na treningi. Martynki długo namawiać
nie było trzeba. Na następne zajęcia pojechały
już razem. Po powrocie do domu o niczym innym nie rozmawiały, jak o nowym
triku, którego nauczyły się na zajęciach. Bardzo tez chwaliły sobie trenerkę. Istniała
zatem spora szansa, że zajęcia z jazdy na rolkach szybko się dziewczynkom nie
znudzą, tym bardziej , że pani zapowiedziała chęć zorganizowania tygodniowego
obozu sportowego w wakacje. Córka była zaskoczona, gdyż do tej pory wnuczka nie
wyobrażała sobie letniego wypoczynku bez rodziców. Zajęcia odbywały się trzy
razy w tygodniu, trwały półtorej godzinki i kończyły o godzinie dwudziestej. Po
powrocie do domu Ola za każdym razem była już tak zmęczona, że brała prysznic,
jadła kolację i wskakiwała do łóżka. Domownicy w końcu mogli troszkę odpocząć
od codziennych harcy żywiołowej dziewczynki.
wtorek, 4 kwietnia 2017
Prezent dla wuja
Od kilku lat co niedzielę gościmy na obiedzie naszego
wiekowego wuja Antoniego. Bardzo lubimy jego odwiedziny, gdyż wnosi on do
naszego domu niezwykłą atmosferę. Wuj Antoni w tym roku obchodzi swoje
osiemdziesiąte urodziny. Pomimo jednak sędziwego wieku jest niezwykle sprawny
intelektualnie. Z racji również przeżytych lat zawsze raczy nas ciekawymi
opowieściami. Uwielbia również gry karciane i planszowe i może wstyd się
przyznać, ale niemal za każdym razem nas ogrywa. Którejś niedzieli przyniósł ze
sobą ciekawą grę Kolejka, w którą graliśmy kilka niedziel po kolei. Pomyślałem
więc, że ciekawym prezentem urodzinowym dla wuja byłaby właśnie jakaś gra
planszowa. Poszperałem trochę w internecie i trafiłem na Ogonek dodatek do gry Kolejka. Z
opinii graczy wynikało, że jest to całkiem fajna propozycja dla osób , które
kochają podstawową wersję gry, a które chciałyby, żeby coś więcej się w niej
jeszcze zadziało. Udałem się więc w poszukiwaniu
wymarzonego prezentu. Niestety w naszej małej mieścince i kilku nielicznych sklepach
Ogonek dodatek do gry Kolejka okazał się nie do zdobycia. Nie pozostawało mi
nic innego , jak zamówić grę w sklepie internetowym. Poprosiłem o pomoc zięcia,
gdyż nigdy nie miałem do czynienia z zakupami przez internet. Po kilku dniach
do drzwi zapukał kurier i wręczył mi pakuneczek. Urodziny postanowiliśmy wujowi
wyprawić u nas w domu. Zamówiłem pyszny i okazały tort, a małżonka przygotowała
obiad. Przyjęcie pozostawało tajemnicą . Zaprosiliśmy wuja na sobotę pod
pretekstem niedzielnego wyjazdu.
Zaprosiliśmy też kilka osób z najbliższej rodziny. Jakież było zdumienie wuja,
gdy w salonie zastał całą naszą rodzinkę w komplecie. Wszyscy odśpiewali wujowi
sto lat i wręczyli upominki. Gdy rozpakował nasz prezent, klasnął w dłonie i
oddatańczył swój rytualny taniec radości. Ubawiliśmy się przy tym po pachy. Po
obiedzie wjechał okazały tort. Małżonka zaparzyła kawę, a wuj oczywiście
postanowił wypróbować swoją nową grę. To był wyjątkowo udany wieczór.
Subskrybuj:
Posty (Atom)