Kilka miesięcy temu moja dobra znajoma Grażyna otworzyła sklep z zabawkami.
Poprosiła mnie o pomoc w zakresie rozpromowania firmy. Początkowo punkt nie
miał zbyt dużego obłożenia, ale szeroko zakrojony i trafny marketing zrobił
swoje. Sklep zaczął przynosić spore zyski, a sprzedaż wciąż powolutku rosła.
Pomyślałem, że fajnym pomysłem byłoby równoczesne prowadzenie sprzedaży
internetowej. Coraz więcej rodziców wyszukuje niebanalnych zabawek dla swoich
pociech właśnie poprzez wyszukiwanie ofert w sieci. Poprosiłem więc Grażynę o
rozmowę i przedstawiłem jej propozycję szerszej współpracy, gdyż wiedziałem ,że
nie poradzi sobie sama . Pomysł spodobał się przyjaciółce. Należało zatem pomyśleć
o ogólnym zarysie prowadzenia e-biznesu i powoli wdrażać w życie wszystkie jego
etapy. Rzeczą niezwykle istotną, by móc zaistnieć w sieci, jest opracowanie
odpowiedniej szaty graficznej i stworzenie wizerunku, wzbudzającego zaufanie
rodziców. Oczywiście początki wcale nie były takie łatwe. Z pomocą jednak tym
razem przyszedł mój synek, który zresztą był przeszczęśliwy, że jego tata ma
dostęp do najnowszych zabawek w najlepszych cenach. Oczywiście , gdy tylko
Grażyna otworzyła swój sklep pozwoliła Oskarkowi wybrać dowolną pozycję w
podziękowaniu za pomoc przy doborze asortymentu do sklepu. Kto bowiem najlepiej
wie, co lubią dzieciaki i co jest na topie, jak nie one same. Oskar wybrał grę Full Speed firmy Trefl. Zresztą
dużą część naszego asortymentu zarówno sklepu stacjonarnego jak i internetowego
stanowiły zabawki tego polskiego producenta. Klienci również coraz częściej
doceniali jego produkty. Gdy Oskarek w przedszkolu pochwalił
się swoją nową grą Full Speed, po kilku dniach wszystkie pudełka zniknęły z
półek sklepowych. Również nowo otworzony sklep internetowy zyskiwał na coraz
większej popularności właśnie dzięki synowi. Po każdej dostawie nowej kolekcji,
zmawiałem serię ulotek z promocją nowości, a Oskar rozprowadzał je wśród swoich
znajomych. W nagrodę za pomoc raz w miesiącu mógł wybrać sobie jakąś jedną
super zabawkę. Wreszcie wszystko zaczęło normalnie funkcjonować, a sklepy
zyskiwały coraz większą liczbę klientów.
piątek, 30 czerwca 2017
wtorek, 27 czerwca 2017
Urodziny Jasia
Niedawno mój jedyny wnuczek obchodził swoje trzecie urodziny.
Oczywiście najważniejszą rzeczą był dobór odpowiedniego prezentu. Próbowałem
podpytać córkę, co mógłbym mu podarować, ale niestety nie było to proste
zadanie. Z uwagi na fakt, że bardzo lubiłem rozpieszczać Jasia i często
kupowałem mu drogie prezenty, czasem nawet bez okazji, moja córka troszkę się
na mnie denerwowała i twierdziła, że maluszkowi nie można co chwilę kupować
zabawek, bo nie będzie potrafił docenić ich wartości. Ja byłem odmiennego zdania.
Zawsze uważałem, że od wychowania są rodzice, a dziadkowie od rozpieszczania.
Poza tym Jaś był moim oczkiem w głowie, a gdy tylko zabierałem go ze sobą do
parku czy też na plac zabaw zwracał uwagę wszystkich mam swoją urodą. Wyglądał
jak mały kupidynek. Brakowało mu tylko skrzydełek. Miał bujne blond loki,
ogromne lazurowe oczy i zniewalająco słodki uśmieszek. Na kilka dni przed
przyjęciem urodzinowym zrobiłem sobie
wycieczkę po sklepach z zabawkami. Panie
sprzedawczynie już mnie tam doskonale znały, więc gdy tylko przekroczyłem próg
mojego ulubionego sklepu, przywitano mnie bardzo serdecznie. Zawsze mogłem tam
liczyć na pomoc bardzo rzeczowej i sympatycznej sprzedawczyni. Wybór
odpowiedniego prezentu okazał się prostszy niż mi się początkowo wydawało.
Kupiłem maluszkowi zabawkę o bardzo skomplikowanej nazwie „VTech Tor DELUX
Zestaw”, który jak się okazało można łączyć ze wszystkimi zestawami z serii TuT
Tut Autka, a tych mój wnuczek już kilka sztuk posiadał w swojej kolekcji
zabaweczek. Zadowolony raz jeszcze podziękowałem sympatycznej sprzedawczyni za
okazaną pomoc i wróciłem do domu. Na
przyjęcie urodzinowe dotarłem jako pierwszy. Jaś przygotowywał się jeszcze do
swojego święta. Salon na tę okazję został przyozdobiony kolorowymi balonami i
serpentynami. Gdy tylko odświętnie ubrany jubilat pojawił się na horyzoncie ,
złożyłem mu życzenia i wręczyłem upominek „VTech Tor DELUX Zestaw”. Pomogłem mu
również w rozpakowaniu prezentu. Jaś był
szczęśliwy. Zanim przybyli pozostali goście udało nam się jeszcze złożyć
cały tor i nawet chwilkę pobawić. To był wyjątkowy dzień.
piątek, 23 czerwca 2017
Wyskokowa wycieczka
W ubiegłym tygodniu wybraliśmy się z naszymi znajomymi i ich
pięcioletnim synem Dawidem do stolicy.
Nasze dzieciaki nie mogły doczekać się tej wycieczki. Planowaliśmy ją od kilku
tygodni. Zawsze jednak komuś cos wyskoczyło i znów musieliśmy ją przełożyć. Tym
razem jednak wszystko wskazywało na to, że wreszcie dojdzie ona do skutku. Do
stolicy mieliśmy prawie dwieście kilometrów, więc zapowiadał się długi dzień.
Wstaliśmy skoro świt. Zapakowaliśmy niezbędny ekwipunek i wyruszyliśmy w drogę.
Celem naszej podróży był jeden z największych parków trampolin. Nic więc
dziwnego, że dzieciaki nie mogły się doczekać. Do Warszawy dotarliśmy jeszcze
przed południem, jednak dojazd do parku zajął nam kolejną godzinkę. W końcu
mogliśmy rozprostować nogi. Zakupiliśmy bilety i skarpetki antypoślizgowe i
mogliśmy oddać się zabawie. Jednak zanim ogarnęło nas wyskokowe szaleństwo,
obowiązkowo każda osoba skacząca musiała przejść piętnastominutową rozgrzewkę.
Dzieciaki były przeszczęśliwe, nam po chwili zaczęło brakować tchu. Na całe
szczęścia można było odetchnąć na leżakach i obserwować wychowanków z pozycji
leżącej. Po godzinie zabawy dzieci były
calutkie mokre. Powolutku szykowaliśmy się do wyjścia . Po opuszczeniu budynku,
ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że tuż obok ogromnego parkingu, odbywa się
festyn dla dzieci. Oczywiście nie mogło nas tam nie być. Organizowano przeróżne
konkursy, w których można było zdobyć atrakcyjne nagrody. Do jednego z nich
zgłosiła się nasza Natalka i zdobyła pierwsze miejsce oraz nagrodę w postaci
gry „Chicken Bonanza”. Była przeszczęśliwa. Na ogromnym placu znajdowały się
mini karuzele, zjeżdżalnie-dmuchańce, baseny z piłeczkami i mnóstwo stoisk ze
smakołykami. Festyn pochłonął resztę naszych zasobów finansowych. Na całe
szczęście powolutku zbliżał się wieczór, więc należało ruszać w drogę powrotną.
Na miejsce dotarliśmy o w miarę przyzwoitej godzinie. Oczywiście dzieci
postanowiły jeszcze zagrać w zdobyczną grę „Chicken Bonanza”. Rzeczywiście
świetnie się przy niej bawiły i muszę stwierdzić, iż był to jeden z najlepiej i
najciekawiej spędzonych dni z naszą rodzinką.
wtorek, 20 czerwca 2017
Niespodzianka
Dużymi krokami zbliżały się urodziny mojego chrześniaka
Mikołaja. Z tej okazji razem z moją żoną chcieliśmy sprawić mu wymarzony
prezent, dlatego poprosiliśmy jego rodziców, aby podpytali małego co najbardziej
pragnąłby dostać. Następnego dnia jego mama Kasia dała mi kartkę papieru, na
której chłopiec narysował kilka upragnionych rzeczy. Było na niej kilka
zabawek, a także rysunek małego pieska, o którym od zawsze marzył. Razem z żoną
i rodzicami Mikołajka pomyśleliśmy, że damy mu wspólny prezent. Na początku
pojechaliśmy do sklepu z zabawkami i kupiliśmy prawie wszystkie rzeczy z listy.
Jednak nie mogliśmy znaleźć zestawu „VTech Tor DELUX”, na którym najbardziej mu
zależało. Zestawy niestety zostały wykupione we wszystkich sklepach w naszym
mieście . Na ich dostawę trzeba było czekać ponad tydzień, więc postanowiliśmy
zamówić zabawkę przez internet. Okres oczekiwania na przesyłkę wynosił tylko
dwa dni. Byliśmy uratowani. Kiedy rodzice Mikołaja zajęli się przygotowywaniem
przyjęcia urodzinowego, ja razem z moją małżonką dostaliśmy specjalne zadanie.
Pojechaliśmy do miejskiego schroniska, aby wybrać chrześniakowi psa.
Stwierdziliśmy, że nie kupimy czworonoga, ponieważ i tak jest za dużo psów w
schronisku, a one niczym się nie różnią od innych, no może są bardziej
przywiązane do człowieka. Po chwili znaleźliśmy tego idealnego. Siedział
skulony w kącie, gdy inne podbiegały do krat. Po podpisaniu dokumentów
przygarnęliśmy Luckiego, tak właśnie go nazwaliśmy. Piesek został u nas na noc,
aby jutro zrobić ogromną niespodziankę jego nowemu właścicielowi. Następnego
dnia byliśmy na miejscu przed czasem, aby zapakować wszystkie prezenty . Kiedy
wreszcie Mikołaj przyjechał i zobaczył
psiaka , uściskał go z całych sił. Powiedział, że będzie on jego
przyjacielem na zawsze. Jednak po zabawie z Luckim, przypomnieliśmy chłopcu, że
są także dla niego inne prezenty. Kiedy rozpakował wszystkie upominki podbiegł
do nas i nas uściskał. W ręku trzymał zestaw „VTech Tor DELUX”, który razem z
czworonogiem ucieszył go najbardziej. Po zdmuchnięciu świeczek i wspólnej
zabawie powiedział, że to były jego najlepsze urodziny i nie potrzebuje nic
więcej. To był wspaniały dzień.
piątek, 16 czerwca 2017
Wiosenne grilowanie
Ostatnią sobotę spędziliśmy z naszymi znajomymi na ich
działeczce. Wspólne spotkanie planowaliśmy od kilku dni, bacznie obserwując
prognozy pogody. Istniało duże prawdopodobieństwo, że koniec tygodnia będzie burzliwy, choć
bardzo gorący. Ostateczną decyzję i zakupy zostawiliśmy na ostatni moment. Z
samego rana w sobotę wyszedłem na balkon i spojrzałem w niebo. Było
bezchmurne. Ucieszyłem się niezmiernie.
Można było przygotowywać się do wspólnego biesiadowania. Nasze menu i podział obowiązków dziewczyny
zaplanowały już dużo wcześniej. Pozostawało więc zaopatrzenie się w niezbędne produkty. Pojechałem więc z małżonką
na zakupy. Po przyjeździe do domu gospodyni zajęła się stroną kulinarną,
a ja postanowiłem pomóc Tadeuszowi przygotować działeczkę. Dzień był tak piękny,
że szkoda mi było czasu na spędzenie go w domu. Zabrałem ze sobą wnuka.
Obiecywałem mu to od dawna. Gdy dojechaliśmy na działkę, okazało się , że na
sąsiedniej posesji bawi się dwójka urwisów w wieku zbliżonym do naszego Kajtka.
Bardzo szybko się ze sobą zaprzyjaźnili . Tadeusz rozłożył na trawie ogromny
koc piknikowy dla dzieciaków, by mogły się bawić. Mały sąsiad przyniósł ze sobą grę Kapsle
skaczące firmy Trefl i dzieci pochłonęła zabawa. Niebawem pojechałem po nasze
gospodynie . Małżonka ku mojej uciesze upiekła mój ulubiony placek z
rabarbarem. Nadszedł wreszcie długo oczekiwany moment. Zasiedliśmy do stołu i
czekaliśmy na grillowane dania, nad którymi pieczę sprawował oczywiście
Tadeusz. Słoneczko przyjemnie grzało, a wnuczek bawił się cichutko z sąsiadami.
Delektowałem się piękną pogodą, choć coraz bardziej dokuczał mi głód. W końcu
od samego ranka nic nie miałem w ustach. Gdy na stół trafiły pierwsze dania z
grilla, byłem uratowany. Wszystko smakowało wyśmienicie. Czas upływał bardzo
przyjemnie i zanim się obejrzeliśmy zaczęło się ściemniać. Powolutku nadchodził
koniec naszego spotkania. Oczywiście wszyscy razem posprzątaliśmy po naszej
biesiadzie. Podziękowaliśmy za gościnę i spacerkiem wróciliśmy do domu. W
drodze powrotnej Kajtek zapytał czy też mógłby dostać przy jakiejś okazji grę
Kapsle Skaczące. Naturalnie obiecałem wnuczkowi, że w poniedziałek razem
wybierzemy się do sklepu z zabawkami i ją kupimy.
czwartek, 15 czerwca 2017
Wyjazd nad morze
Kilka dni temu wybrałem się z moją rodziną do znajomych w
Kołobrzegu. Była to świetna pora, ponieważ temperatura na termometrach
oscylowała w
granicach dwudziestu stopni. Idealna na spacer na plaży, zwiedzanie miasta czy
nawet na wspólne wieczory pod gołym niebem. Po naszykowaniu wszystkiego i
spakowaniu do samochodu pojechałem po moją córkę Kasię wraz z jej mężem
Grześkiem oraz wnuczkę Amelkę i wyruszyliśmy
w drogę. Do celu mieliśmy ponad pięćset kilometrów, więc na miejsce dotarliśmy
pod wieczór. Jednak przez całą drogę zabawialiśmy Amelkę żeby nie nudziło jej
się w przerwach między spaniem, ponieważ jest bardzo marudna. Na całe szczęście
Kasia pomyślała o tym i spakowała jej ulubiony zestaw „Kalejdoskop 50 gier”.
Sama nazwa wskazuje, że trudno jest się znudzić taką ilością gier! Dzięki temu
przez resztę drogi mogłem się skupić na jeździe, a Amelka zajęła się graniem z Grześkiem na tylnej kanapie. W
końcu dojechaliśmy na miejsce! Po przywitaniu się z przyjaciółmi, zaprowadzili
nas do pokoi, w których rozpakowaliśmy się i po kilkunastu minutach
wyruszyliśmy na spacer po tym pięknym mieście. Moja wnuczka razem z rodzicami
oraz przyjaciółmi i ich dzieckiem wrócili do domu, ponieważ była już późna
godzina, a ja razem ze starym znajomym zagadaliśmy się w jednej z okolicznych
knajp, więc wróciłem trochę później. Jednak z samego rana dzieciaki nie mogły
się doczekać wspólnego wyjścia na plażę. Obudziły wszystkich wbiegając do
każdego pokoju i
krzycząc „ Już czas! Już czas!”. Ciężko odmówić takim małym urwisom, dlatego po
śniadaniu wyruszyliśmy. Oczywiście na kąpanie się w morzu było zdecydowanie za
zimno, ale widoki były cudowne! Brakowało mi tego krajobrazu, ponieważ ostatni
raz Morze Bałtyckie widziałem trzy lata temu. Jednak dni nam mijały bardzo
szybko. Co wieczór zasiadaliśmy wspólnie przy stole i graliśmy w „Kalejdoskop
50 gier”. Okazało się, że ulubiona gra Amelki może być także świetną zabawą dla
starszych osób. Niestety nadszedł koniec
naszego krótkiego urlopu i musieliśmy wracać do domu, jednak przyjaciele
zaprosili nas do siebie w wakacje i na pewno ich odwiedzimy!
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Inwentaryzacja
Raz na pół roku w przedszkolu, w którym pracuję od ponad
dwudziestu lat jako pracownik gospodarczyk robimy spis i przegląd wszystkich
zabawek, gier edukacyjnych i pomocy dydaktycznych. Bardzo lubię swoją pracę i
nie wyobrażam sobie żadnej innej. W każdym razie taka inwentaryzacja może trwać
nawet kilka dni. Codziennie spisuję stan tych rzeczy w innej sali. Po zakończeniu pracy
przygotowuję raport i przedkładam go pani dyrektor, która po dokonaniu analizy i konsultacji z
pozostałym gronem pedagogicznym podejmuje decyzję o zakupie dodatkowych zabawek
bądź pomocy, w
zależności od potrzeby. Tym razem inwentaryzację udało mi się przeprowadzić w
trzy dni. Był to mój nowy rekord. Szybciutko sporządziłem raport i
przedstawiłem go szefowej. Okazało się, że braków wcale nie jest tak dużo , jak
zazwyczaj. Podjęta została decyzja o zakupie nowych klocków do każdej sali i
zestawów kuchennych dla dziewczynek. Dostałem zlecenie , by zorientować się w
hurtowni z zabawkami, z którą mamy podpisaną umowę o dostępnych produktach i ich cenach. Wybór
padł na zestawy klocków zupełnie nowego producenta oraz Kuchenkę Helenki firmy
Trefl, która została wykonana z jasnego, naturalnego drewna, pomalowanego
nietoksycznymi farbami. Oczywiście wszystkie te zabawki, zarówno klocki , jak i
zestaw kuchenny posiadały odpowiednie atesty.
Złożyliśmy zamówienie i już za kilka dni dzieci mogły cieszyć się
zupełnie nowymi i fantastycznymi nowościami. Towar dostarczono dość późno, bo
po godzinie piętnastej. Osobiście byłem z tego bardzo zadowolony, gdyż była to
pora, kiedy dzieciaczki opuszczały przedszkole i udawały się do swoich domów.
Tego dnia postanowiłem zostać po godzinach, by w ciszy i spokoju rozpakować
dostawę i rozmieści nowe zabawki we wszystkich salach. Wystarczyły mi dwie
godzinki, by dopiąć wszystko na ostatni guzik. Następnego dnia z samego rana zrobiłem
obchód po salach, by sprawdzić reakcję dzieci na nowości. Najbardziej cieszyły
się dziewczynki z Kuchenki
Helenki. To był prawdziwy hit. Zestawy kuchenne cieszyły się ogromną
popularnością, nawet niektórzy chłopcy włączali się do zabawy. Lubiłem te
momenty, gdy można było obserwować roześmiane buzie maluchów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)